Mogli płakać od Cebuli, ale się wybronili. Wisła Płock zremisowała z Rakowem Częstochowa

Mogli płakać od Cebuli, ale się wybronili. Wisła Płock zremisowała z Rakowem Częstochowa

Marcin Cebula
Marcin Cebula / Źródło: Newspix.pl / Łukasz Sobala
W minionym tygodniu Raków Częstochowa odpadł z eliminacji Ligi Konferencji. Po zakończeniu tej europejskiej przygody zastanawiano się, czy nie zlekceważy Wisły Płock w starciu ligowym. Takie postawienie sprawy to pewna przesada, aczkolwiek tylko jeden z podopiecznych Marka Papszuna nie zawiódł – Marcin Cebula.

Jeśli eliminujesz Rubin Kazań z międzynarodowych rozgrywek, a potem sprawiasz wielkie problemy KAA Gent, możesz potem zlekceważyć ekstraklasowego przeciwnika. Taką tezę stawiano w kontekście Rakowa Częstochowa przed spotkaniem z Wisłą Płock, której postawił się głównie Marcin Cebula

Cebula najgroźniejszy

Goście wyszli na prowadzenie już 18. minucie za sprawą błysku właśnie tego zawodnika. Ofensywny pomocnik jeszcze raz pokazał, jak świetnie został wyszkolony pod kątem technicznym. Dośrodkowanie od kolegi przyjął kolanem, przerzucając piłkę obok Blachewicza, a następnie skutecznie uderzył z woleja. Trzeba jednak zaznaczyć, że Raków miał w tej akcji trochę szczęścia, ponieważ przy dośrodkowaniu Kuna był jeszcze rykoszet od jednego z obrońców Wisły.

Chwilę później powinien być już remis, aczkolwiek Nafciarze nie wykorzystali doskonałej sytuacji. Wolski świetnie podał prostopadle do Vallo, a ten dograł z prawej strony wszerz pola karnego do Sekulskiego. Ten jednak, zamiast przymierzyć – miał na to czas i miejsce – uderzył na siłę i piłka poszybowała wysoko w stawiane obok boiska trybuny. Skuteczniejszy był Warchoł po rzucie wolnym – na jego głowę idealnie dograł Szwoch. Tuż przed przerwą Raków mógł znów wyjść na prowadzenie, jednak po genialnym podaniu od Iviego Cebula trafił w słupek.

Lob, poprzeczka i stałe fragmenty

Nafciarze w tym spotkaniu najgroźniejsi byli po stałych fragmentach, nawet jeśli Furman tylko siedział na ławce. Na wyżyny swych umiejętności w tym aspekcie wzbijał się jednak Szwoch. Mógł mieć na koncie drugą asystę niedługo po starcie drugiej połowy, lecz kolejny strzał Warchoła zatrzymał Kovacević.

Po godzinie gry najbardziej spektakularną próbę pokonania golkipera podjął nie kto inny, jak Cebula. W pewnej chwili ofensywny pomocnik zauważył, że Kamiński ustawił się kilkanaście metrów przed liną bramkową i błyskawicznie podjął decyzję o strzale z połowy boiska. Do siatki nie trafił, bo ten drugi zdążył interweniować w ostatnim momencie. Niedługo potem Nafciarze odpowiedzieli uderzeniem Rasaka w poprzeczkę. Mecz zakończył się wynikiem 1:1.

Czytaj też:
Zagłębie Lubin szuka nowego prezesa. Długa i mocna lista zarzutów wobec Artura Jankowskiego

Źródło: WPROST.pl
 0

Czytaj także