Miał być łatwy mecz, a wyszedł thriller. Lech Poznań stracił punkty w ostatnich minutach spotkania

Miał być łatwy mecz, a wyszedł thriller. Lech Poznań stracił punkty w ostatnich minutach spotkania

Piłkarze Lecha Poznań i Cracovii
Piłkarze Lecha Poznań i Cracovii Źródło: Newspix.pl / Krzysztof Porębski / PressFocus
Aż sześć bramek padło w spotkaniu Cracovii z Lechem Poznań. Faworytami była drużyna gości, oczekiwania kibiców spełniła, ale swoją niefrasobliwością w defensywie sama sobie nawarzyła mnóstwo piwa, którego nie zdołała wypić. Pasy w heroiczny sposób wywalczyli remis

W ostatnim meczu 20. kolejki Ekstraklasy zaplanowanym na niedzielę Lech Poznań zmierzył się z Cracovią. Obie drużyny stworzyły pełne zwrotów akcji widowisko.

Michał Rakoczy i Joao Amaral strzelali w pierwszej połowie

Dość niespodziewanie do Cracovia objęła prowadzenie jako pierwsza, choć trzeba przyznać, że Pasy w ogóle mecz zaczęły odważnie. Przy bramce gospodarze mieli jednak sporo szczęścia. Po rzucie rożnym futbolówka trafiła pod nogi Rakoczego, który uderzył bez namysłu. Bednarek obroniłby to uderzenie, ale przeszkodził mu w tym jeden z jego kolegów z drużyny. Próbujący zablokować strzał Milić tylko zmienił tor lotu piłki, która wpadła do siatki obok bramkarza.

Spore szczęście mieli podopieczni trenera Zielińskiego kilka minut później, gdy Amaral został sfaulowany tuż przed polem karnym. Kilka centymetrów dalej i Lech miałby rzut karny, a tak Niemczycki miał jednak nieco łatwiejsze zadanie przy strzale Rebocho. Skapitulował jednak niedługo potem, kiedy naprzeciw niemu wybiegł wspomniany Portugalczyk. Ofensywny pomocnik odebrał podanie od Ishaka, minął rywala samym przyjęciem i delikatnym strzałem zdobył bramkę.

Trzy gole w drugiej połowie meczu Cracovii z Lechem Poznań

Kibice zebrani na stadionie przy ulicy Kałuży nie zdążyli wrócić na swoje miejsca po przerwie, a ich zespół już przegrywał 1:2. Na listę strzelców wpisał się Kamiński, który tylko dostawił nogę do podania Amarala.

Lech dalej naciskał na przeciwników, ale ten zimny prysznic paradoksalnie nieźle podziałał na Pasy, które też zaczęły atakować odważniej. W dwóch naprawdę obiecujących akcjach co prawda odgwizdano spalonego – po jednej z nich padła nawet bramka dla gospodarzy – ale już van Amersfoort popełnił fatalny błąd techniczny w 64. minucie, kiedy chciał… W zasadzie nie wiadomo co: albo podawać, albo uderzać. Tak czy siak, Bednarkowi nie zagroził.

Cracovia doprowadziła do remisu w ostatniej chwili. Filip Balaj bohaterem

Niedługo potem niewykorzystane okazje zemściły się na drużynie trenera Zielińskiego, kiedy do kolejnej okazji strzeleckiej doszedł Amaral. W sytuacji sam na sam zmylił jeszcze Niemczyckiego i strzelił po ziemi obok niego. Wyniku spotkania jednak nie ustalił, ponieważ na kwadrans przed ostatnim gwizdkiem bramkę kontaktową zdobył jeszcze Myszor po centrze z prawego skrzydła. Co ciekawe był to pierwszy kontakt z piłką młodzieżowca po wejściu na boisko.

Mało tego, w doliczonym czasie drugiej połowy Cracovia doprowadziła do remisu. Trafienie na wagę podziału punktów zaliczył Balaj (uderzał głową) po asyście Myszora. Pasy musiały też kończyć spotkanie w dziesiątkę, po tym jak zaraz po bramce na 3:3 drugą żółtą kartkę obejrzał Hanca.

Czytaj też:
Kandydat na mistrza Polski nie zawiódł. Zwycięstwo przypieczętowane kuriozalnym golem

Źródło: WPROST.pl