Oblężony Brzęczek, pożegnanie legend. Jak wyglądała droga reprezentacji Polski na Euro 2020?

Oblężony Brzęczek, pożegnanie legend. Jak wyglądała droga reprezentacji Polski na Euro 2020?

Reprezentacja Polski
Reprezentacja Polski / Źródło: Shutterstock / Dziurek
Droga reprezentacji Polski na Euro 2020 przypominała podejście pod Morskie Oko – było żmudnie i męcząco. W trakcie ostatnich trzech lat dużo narzekaliśmy, pożegnaliśmy legendy i wprowadziliśmy do drużyny sporo świeżej krwi. Jak udało nam się dotrzeć na mistrzostwa Europy?

Cel został osiągnięty, awansowała na Euro 2020. W trakcie kadencji Jerzego Brzęczka dało się jednak odnieść wrażenie, że Polacy walczyli nie tylko z rywalami, lecz także z własnymi słabościami. Prawda jest też taka, iż sukces ten został osiągnięty w gęstej atmosferze. Odpowiednio rozrzedzi ją dopiero ewentualny sukces Biało-czerwonych w turnieju. Jak zatem dokładnie wyglądała podróż naszych Orłów, której zwieńczenie rozegra się już niebawem?

Początkowe eksperymenty Brzęczka

Jeszcze zanim przystąpiliśmy do eliminacji, nowy selekcjoner zaczął swoją przygodę z kadrą w Lidze Narodów. Spotkania z Portugalią, Włochami oraz towarzyskie z Czechami i Irlandią były swoistym poligonem doświadczalnym. Kombinowaliśmy ze wszystkim, czym się dało – pozycjami poszczególnych piłkarzy, formacjami (raz zagraliśmy nawet bez skrzydłowych!), nieoczywistymi powołaniami. Niestety, przekonującej formuły nie udało się odnaleźć, koniec na nikim nie zrobiliśmy dobrego wrażenia, notując trzy remisy i trzy porażki w pierwszych sześciu meczach. 

Korzystne losowanie

Za kilkanaście lat prawdopodobnie nikt nie będzie pamiętał o stylu, w jakim przebrnęliśmy przez eliminacje do Euro 2020, lecz że przeszliśmy je całkiem gładko. Fakty są natomiast takie, że mocno pomogło nam w tym wyjątkowo korzystne losowanie, w którym najtrudniejszym rywalem na papierze była Austria. Poza tym dołożono nam Słowenię, Izrael, Macedonię Północną oraz Łotwę. Poprzednicy Brzęczka mogli o takim zestawie co najwyżej pomarzyć. Słusznie nie odczuwaliśmy strachu przed żadnym z tych przeciwników, aczkolwiek przekonująco zagraliśmy zaledwie raz – z Izraelem na Stadionie Narodowym w Warszawie.

Słoweńska pobudka

Podchodziliśmy do tego starcia z czterema wygranymi w czterech meczach oraz bez straconej bramki. Dobre wyniki uśpiły naszą czujność, ale w dłuższej perspektywie może to i dobrze? Gole strzelili Sporar i Struna, naszymi obrońcami mocno kiwał Ilicić. 
Spotkanie to było również łabędzim śpiewem Michała Pazdana w kadrze, który zastępował Kamila Glika. Później słusznie poszedł w odstawkę, ponieważ zawinił przy obu trafieniach. W ofensywie byliśmy z kolei na tyle bezradni, by Jan Oblak przyznał później: „Bardziej spociłem się podczas udzielania wywiadów niż w trakcie meczu”. Starcie to było dla Biało-Czerownych niczym ice bucket challenge, po którym trzeba było mocno zweryfikować naszą siłę rażenia. 

Pożegnanie z legendami

Niedługo po sprowadzeniu nas na ziemię przez Słoweńców dobiegła końca pewna piękna historia – swoją przygodę z reprezentacją Polski, choć nieoficjalnie, zakończył Jakub Błaszczykowski. Niestety Kuba piłkarsko zestarzał się dość brzydko, głównie ze względu na ciągłe problemy zdrowotne. Na boisku nie potrafił już dać tej iskry, co kiedyś. Inaczej w szatni, gdzie swoimi przemowami inspirował kolegów bardziej niż sam selekcjoner. Mecz z Austrią, w którym rozegrał 19 minut, był jego ostatnim. Z kolei w ostatnim spotkaniu w eliminacjach ze Słowenią, oficjalnie z kadrą pożegnał się Łukasz Piszczek. 

Oblężona twierdza

Im dłużej trwała kadencja Jerzego Brzęczka, tym bardziej rosła krytyka w kierunku reprezentacji. Rzeczywiście, styl był nieprzekonujący, nie dało się powiedzieć, aby drużyna, czy nawet poszczególne jednostki, się rozwijały. Męczyliśmy się z rywalami pokroju Łotwy, nawet Robert Lewandowski przestał błyszczeć tak, jak nas do tego przyzwyczaił.
Jednocześnie od selekcjonera płynął przekaz, według którego on jest zadowolony z zespołu, dla niego liczą się wyłącznie wyniki, a wszystkich sceptyków wepchnął do worka opatrzonego określeniem: „Hejterzy”. Czarę goryczy przelała książka autorstwa Małgorzaty Domagalik, w której na kilkuset stronach nieudolnie rozprawiała się z krytykami trenera. Doszliśmy więc do momentu, w którym Biało-Czerwoni przestali być dobrem narodowym kibiców. Powstał podział na zasadzie „my i oni”, a to nigdy nie powinno się wydarzyć.

Cisza Lewandowskiego

Jerzy Brzęczek miał dużą tendencję do niefortunnych wypowiedzi. Pierwsza z brzegu to ta o Zielińskim, któremu powinno coś przeskoczyć w głowie. Albo rozdmuchana afera dotycząca porady dla Krystiana Bielika, która brzmiała następująco: „Próbuj!” Nikt jednak nie odniósł się do gry naszej kadry i pracy selekcjonera równie wymownie, co Robert Lewandowski po meczu z Włochami w ramach kolejnej edycji Ligi Narodów.
- Jaki był plan na ten mecz?
- ... (cisza trwała pół minuty)


Miejsce w szeregu

Przez eliminacje do Euro faktycznie przebrnęliśmy względnie suchą stopą, natomiast duże wątpliwości wzbudzały inne mecze, które rozgrywaliśmy tuż przed i tuż po eliminacjach. W ramach Ligi Narodów rywalizowaliśmy z Włochami, Portugalią, Holandią, za kadencji Paulo Sousy także z Anglią i bilans tych spotkań jest co najmniej przykry: 0-3-6. Praktycznie ani razu nie zaprezentowaliśmy się na tyle przekonująco, by myśleć, iż podczas mistrzostw Europy będziemy w stanie sprawić niespodziankę i oprzeć się drużynom z wyższego poziomu. 

Powiew świeżości

Pewnym pocieszeniem, choć w szerszej skali wciąż niewielkim, było wejście do seniorskiej kadry kilku nowych twarzy. Ważną rolę zaczął odgrywać Sebastian Szymański, choć zbyt często grywał na nieswojej pozycji. Gdy tylko był zdrowy, spore ożywienie do drugiej linii wniósł Krystian Bielik, więc tym bardziej szkoda, że kontuzje nie pozwalają mu na spełnianie swego potencjału. Duże nadzieje obudzili i nadal budzą Kamil Jóźwiak oraz Jakub Moder. Zwłaszcza ten drugi, który zresztą po kilku tygodniach zaczął całkiem sporo grywać w Brightonie. Ponadto epizody zaliczał Michał Karbownik, a korzystnie zaprezentował się również Sebastian Walukiewicz. 

Zwolnienie Brzęczka

Była druga połowa stycznia, gdy Zbigniew Boniek w końcu poszedł za głosem ludu i zwolnił Jerzego Brzęczka. Prezes PZPN zauważył, iż rozłam między trenerem, piłkarzami a kibicami poszedł zdecydowanie za daleko. Były szkoleniowiec Wisły Płock czy Rakowa nie gwarantował, że podczas Euro Biało-Czerwoni nie skompromitują się i osiągną wynik, który polscy fani wspominaliby równie ciepło co francuski ćwierćfinał sprzed pięciu lat. Potrzeba było radykalnych zmian, choć tajemnicą poliszynela jest, że sam Brzęczek z takim postawieniem sprawy się nie zgadzał.

Trudne początki Sousy

Jeśli ktoś oczekiwał, że Portugalczyk okaże się Mesjaszem, a nasz zespół zacznie działać z precyzją szwajcarskiego zegarka, ten się mylił. Zmiana szkoleniowca na pół roku przed Euro była ryzykowna, ponieważ nowy trener oznacza też nowe pomysły, preferencje personalne, taktyczne, inne ustawienie i wiele, wiele innych.
Ryzyko zostało podjęte, jednak po pięciu meczach wciąż więcej mamy pytań niż odpowiedzi. O podstawowy zestaw stoperów, o partnera dla Lewandowskiego, o obsadę poszczególnych pozycji, o kolejne nowe twarze w zespole... 
Do tego, jak na złość, Sousa na turniej nie będzie mógł zabrać kilku ważnych piłkarzy, takich jak Jacek Góralski, Krystian Bielik, Krzysztof Piątek, Arkadiusz Milik czy Arkadiusz Reca.

Droga do Euro skończyła się, lecz budowa trwa. I jak to na budowie, niestety nie wszystko idzie zgodnie z planem i w zgodzie z terminarzem.

Czytaj też:
Polska – Słowacja na Euro 2020. O której mecz i gdzie odbędzie się transmisja?

Źródło: WPROST.pl
-
 0

Czytaj także