U rzeczniczki żużlowego klubu wykryto koronawirusa. „Objawy nie były typowe”

Dodano:
Agnieszka Szafran-Albińska Źródło: Facebook / Agnieszka Szafran (Albińska)
– Nie miałam kaszlu ani kataru czy duszności. Okropnie bolały mnie kości i stawy. Poza tym ogarnęła mnie totalna niemoc – tak o swoich objawach związanych z koronawirusem mówiła Agnieszka Szafran-Albińska, która jest rzeczniczką prasową Orła Łódź. Kobieta opowiedziała również o wykonywaniu testów oraz objawach, jakie miał jej 9-miesięczny synek.

Agnieszka Szafran-Albińska w rozmowie z WP Sportowe Fakty przyznała, że jej objawy nie były typowe. – Nie miałam kaszlu ani kataru czy duszności. Okropnie bolały mnie kości i stawy. Poza tym ogarnęła mnie totalna niemoc. Nie miałam na nic siły. Pierwsze dwa dni były dramatem. Nie wiedziałam, co się ze mną dzieje i co będzie dalej – przyznała. Rzeczniczka prasowa żużlowego klubu Orzeł Łódź przyznała, że z czasem zaczęła tracić smak i węch. Myślała jednak, że przechodzi zwykłą grupę. – Nie wiem jednak, gdzie mogłam się zarazić, bo nigdzie nie wychodziłam. Siedziałam z dziećmi w domu – dodała.

„Czuć, że jest lepiej”

Szafran-Albińska najpierw zadzwoniła na infolinię do NFZ, skąd przekierowano ją do sanepidu i na pogotowie. – Wtedy pewien pan przekazał mi, że pojawi się u mnie zespół, który robi wymazy. Zostałam poproszona o dane, podałam je, ale nikt nie przyjechał – wyjaśniła. Niepokojące objawy pojawiły się również u 9-miesięcznego syna rzeczniczki, która miał gorączkę i katar. Służby poinformowały ją, że nie powinna razem z dzieckiem jeść i pić przez dwie godziny, aż do pobrania wymazu. – Czekaliśmy. Nikogo nie było i robił się problem. Ja mogłam poczekać. Starszy syn też, ale 9-miesięczne dziecko, które ma w dodatku gorączkę, już nie za bardzo – powiedziała. Ostatecznie wymazy zostały zrobione wieczorem, a testy na  wykazały pozytywne wyniki zarówno w przypadku kobiety, jak i jej młodszego dziecka.

Rzeczniczka nie była hospitalizowana, ale w międzyczasie zrobiono jej badania takie jak EKG czy pomiar ciśnienia. – Tak naprawdę zostały załatwione podstawowe rzeczy. Na ból w klatce piersiowej doktor kazał kupić mi jeden lek i smarować, a poza tym brać coś przeciwbólowego. To wszystko – zdradziła. Przyznała też, że wciąż nie odzyskała smaku i węchu, ale i tak odczuwa poprawę. – A jeśli chodzi o mojego małego synka, to wszystko puściło znacznie szybciej. Je normalnie posiłki. Czuć, że jest lepiej – dodała.

Źródło: WP Sportowe Fakty
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...