Gol w ostatniej akcji przesądził o losach spotkania. Raków Częstochowa pokonał Piasta Gliwice

Dodano:
Mateusz Wdowiak, piłkarz Rakowa Częstochowa Źródło: Newspix.pl / Jakub Ziemianin / 400mm.pl
Po dwóch odwołanych meczach z powodu koronawirusa Piast Gliwice wrócił do gry. W osiemnastej kolejce Ekstraklasy pojechał na mecz z Rakowem Częstochowa, również mającym wiele problemów. Ostatecznie to jednak gospodarze zwyciężyli po bramce zdobytej w 94. minucie.

Spotkanie Rakowa Częstochowa i Piasta Gliwice zapowiadano jako pojedynek zespołów męczonych wieloma problemami. Niestety znalazło to odzwierciedlenie na boisku.

Mało emocjonująca pierwsza połowa meczu Rakowa Częstochowa z Piastem Gliwice

Gospodarze, którzy wygrali tylko jeden mecz ligowy (z Zagłębiem Lubin) z ostatnich pięciu, męczyli się bardzo także tego wieczoru. Najbardziej wymownie świadczy o tym fakt, że przez całą pierwszą połowę oddali jeden celny strzał na bramkę Placha – w samej końcówce pierwszej części starcia. Zresztą, ich rywale byli niewiele lepsi.

Ale czy to znaczy, że nie obejrzeliśmy żadnych ciekawych akcji i groźnych sytuacji? Nie, kilka razy w obu polach karnych robiło się gorąco. Warto wspomnieć choćby o wrzutce Kuna do Araka i „szczupaku” tego drugiego, szarży Lopeza lewym skrzydłem czy też dograniu Kądziora w kierunku Torila, który jednak spóźnił się o ułamek sekundy do centry. Z kolei uderzenie Hiszpana w 47. minucie Tudor wybił z linii bramkowej. Ostatecznie do przerwy utrzymał się bezbramkowy remis.

Ekstraklasa 2021/22. Mateusz Wdowiak bohaterem Rakowa Częstochowa

Po zmianie stron oblicze meczu niestety się nie zmieniło. Nadal oglądaliśmy wiele fizycznych starć w środku pola oraz (zbyt) bezpośrednich prób zaskoczenia defensywy jednej czy drugiej drużyny.

Dopiero około 75. minuty gliwiczanie mieli znakomitą okazję do pokonania Kovacevicia. Wynikła ona jednak nie z wyjątkowo dobrego rozegrania akcji, lecz w dużej mierze z przypadku. Jeden z zawodników Piasta wpadł w pole karne z lewej strony, oddał strzał, a po chwili futbolówka trafiła pod nogi Vidy. Węgier nie namyślał się i również od razu uderzył, lecz bośniacki bramkarz Rakowa zachował czujność.

Kilka chwil później gola nie strzelił też Wdowiak, który najpierw zmylił Czerwińskiego kierunkowym przyjęciem, ale potem poślizgnął się i posłał futbolówkę w trybuny. Poprawił się jednak w 94. minucie meczu, w ostatniej akcji, przesądzając o zwycięstwie gospodarzy.

Źródło: WPROST.pl
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...