Znakomita passa Legii Warszawa trwa. W końcówce meczu była spora nerwówka

Dodano:
Od lewej: Paweł Wszołek, Patryk Sokołowski, Bartosz Slisz i Maciej Rosołek Źródło: Newspix.pl / Łukasz Grochala / Cyfrasport
Mecz Legii Warszawa z Lechią Gdańsk był zapowiadany jako hit 27. kolejki Ekstraklasy i zdecydowanie nie zawiódł, choć trzeba przyznać, że zdecydowanie lepiej prezentowali się gospodarze.

Legia Warszawa w rundzie wiosennej zupełnie nie przypomina drużyny, która jesienią była w ogromnym kryzysie i to dla niej znakomita wiadomość. O tym, że Wojskowi znów są silni, przekonała się Lechia Gdańsk.

Szturm Legii Warszawa na bramkę Lechii Gdańsk i bramka Pawła Wszołka

Praktycznie od samego początku spotkania podopieczni Aleksandara Vukovicia zarysowywali swoją przewagę. Przez pierwszy kwadrans praktycznie nie ruszali się okolic pola karnego Biało-Zielonych, a Kuciak musiał popisywać się swoim refleksem. Im dłużej trwało spotkanie, tym większe tarapaty miała Lechia – po strzałach Jędrzejczyka, Rosołka…

I przede wszystkim Wszołka, który trafił do siatki w sytuacji, która na początku wcale nie wyglądała na wyjątkowo groźną. Wieteska posłał dalekie podanie na prawą flankę, tam odebrał ją skrzydłowy, przy którym szybko znalazł się Maloca. Wydawało się, że Kanadyjczyk z łatwością zatrzyma rywala, ale zamiast tego dał mu się przepchnąć. Po chwili Wszołek był już w polu karnym i cieszył się z trafienia na 1:0.

Ekstraklasa. Tomas Pekhart przypieczętował triumf Legii Warszawa z Lechią Gdańsk

Sporą szansę na podwyższenie wyniku Legia miała mniej więcej w 51. minucie. Wtedy Johansson rozpędził się, wpadł „szesnastkę”, minął przeciwnika i… Padł na murawę, ewidentnie symulując przewinienie przeciwnika. Zasłużenie obejrzał za to żółtą kartkę. Rzecz w tym, że gdyby Szwed się nie przewrócił, miałby znakomitą szansę na strzelenie gola, ale zmarnował ją w kuriozalny sposób.

Czego nie zrobił prawy obrońca, to uczynił Pekhart, choć dużą pracę w akcji na 2:0 zrobił Wszołek. To właśnie on zrobił przewagę na skrzydle, po czym wypatrzył znakomicie ustawionego Czecha w polu karnym Lechii. Jej defensorzy zupełnie zapomnieli o napastniku, więc gdy ten dostał dośrodkowanie na głowę, z łatwością umieścił piłkę w siatce.

Łukasz Zwoliński dział Lechii Gdańsk nadzieję

Dopiero po tej sytuacji podopieczni Tomasza Kaczmarka obudzili się i odważniej ruszyli do ofensywy. Z prawego skrzydła groźnie atakował Durmus, groźnie było po akcji Gajosa, aż w końcu na 1:2 strzelił Zwoliński. Wykorzystał on zamieszanie w polu karnym Legii po zderzeniu Sezonienki z Johanssonem oraz niezorientowanie Strebingera w całej sytuacji. Na doprowadzenie do remisu Lechii zabrakło jednak czasu, więc zwyciężyli gospodarze.

Źródło: WPROST.pl
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...