Ta drużyna daje nadzieję
Materiał partnera

Ta drużyna daje nadzieję

Mecz Polska-Hiszpania, mistrzostwa świata w piłce ręcznej w Egipcie
Mecz Polska-Hiszpania, mistrzostwa świata w piłce ręcznej w Egipcie / Źródło: IHF
Trzy zwycięstwa, remis i dwie porażki to bilans reprezentacji Polski w mistrzostwach świata w Egipcie. Wprawdzie turniej jeszcze się nie skończył – w środę początek fazy pucharowej – ale Polacy rozegrali już swój ostatni mecz i można podsumować ich występ w imprezie.

Zarówno dla selekcjonera Patryka Rombla, jak i części zawodników to były pierwsze takie mistrzostwa. Wprawdzie trener był już na światowym czempionacie cztery lata temu jako asystent Talanta Dujszebajewa, ale w roli głównodowodzącego przeżył debiut, z którego może być zadowolony. Takie wyniki, dobra gra i trzynaste miejsce wśród 32 drużyn mogą stanowić powód do satysfakcji, zwłaszcza że przed imprezą niewielu się spodziewało tak udanych efektów. Tym bardziej że Polska trafiła do najtrudniejszej, najbardziej wyrównanej grupy, w której byli mistrzowie Europy Hiszpanie, wicemistrzowie Ameryki Brazylijczycy oraz wicemistrzowie Afryki Tunezyjczycy.

Wygrana na początek

Nasi zawodnicy zaczęli od mocnego uderzenia. – Spotkanie z Tunezją będzie dla nas szalenie ważne. Wiadomo, jak wygrana na otwarcie turnieju wpływa na drużynę – mówił przed mistrzostwami Rombel. Polacy mieli w tamtym spotkaniu problemy, trudno było im poradzić sobie z doskonale rzucającymi z dystansu Afrykanami. Biało-czerwoni przegrywali już nawet czterema bramkami, a jednak odrobili straty i na koniec zwyciężyli 30:28. Niezwykłym wyczynem popisał się Arkadiusz Moryto, który na jedenaście rzutów zdobył jedenaście bramek – takim wyczynem nie mogą się pochwalić nawet największe gwiazdy tych mistrzostw!

Mecz Polska-Brazylia, mistrzostwa świata w piłce ręcznej w Egipcie

Wygrana na inaugurację dała spokój i pewność siebie. Do triumfu nad Hiszpanią zabrakło niewiele, w końcówce lepsi okazali się znacznie bardziej doświadczeni mistrzowie Europy, którzy zwyciężyli 27:26. W naszym zespole tym razem wyróżnił się bramkarz Adam Morawski, który powstrzymywał przeciwników nawet w wydawałoby się beznadziejnych sytuacjach. Dla tego zawodnika było to tym ważniejsze, że spotkania z Tunezją nie mógł zaliczyć do udanych.

Regulamin turnieju zakładał, że trzy zespoły awansujące do drugiej rundy przechodzą do niej z punktami wywalczonymi w meczach między sobą, więc spotkanie z Brazylią kończące pierwszą fazę turnieju było podwójnie istotne. I znów Polacy pokazali znakomitą dyspozycję oraz przygotowanie fizyczne. Kiedy przeciwnicy w drugiej połowie opadali już z sił, nasz zespół włączył piąty bieg i z minuty na minutę powiększał przewagę, dochodząc do wyniku aż 33:23.

Nic dziwnego, że w polskim obozie zapanował doskonały nastrój. Szczególnie że w pierwszym spotkaniu drugiej rundy mogli być pewni kolejnych dwóch punktów, ponieważ ich rywalem był słabiutki Urugwaj, który stawia dopiero pierwsze kroki w mistrzostwach świata. Tak też się stało, Polacy wygrali 30:16, a trener Rombel dał odpocząć najbardziej dotychczas eksploatowanym graczom – Maciejowi Gębali i Przemysławowi Krajewskiemu.

Odpoczynek był potrzebny, bo kolejne spotkanie z Węgrami miało zadecydować o tym, czy Polska zachowa szansę na awans do ćwierćfinału. Niestety, w pierwszej połowie naszej drużynie przytrafił się pierwszy poważniejszy kryzys w tych mistrzostwach. Rywale osiągnęli przewagę sześciu bramek, której w drugiej połowie naszej ambitnie walczącej drużynie nie udało się zniwelować i skończyło się porażką 26:30. – Zawaliliśmy pierwszą połowę tego spotkania – przyznał Bartosz Jurecki, dawna gwiazda reprezentacji Polski, a obecnie asystent trenera Rombla. Selekcjoner wskazał kolejne przyczyny przegranej: – Popełniliśmy zbyt dużo prostych błędów, a Węgrzy to zbyt doświadczony zespół, żeby tego nie wykorzystać.

Niedosyt po remisie

Mimo tej porażki i utraty szans na miejsce w najlepszej ósemce imprezy nastroje przed ostatnim spotkaniem z Niemcami były bojowe. – Każdy mecz o stawkę ma ogromne znaczenie dla budowy naszej drużyny. Przed starciem z Niemcami nie potrzebujemy żadnej dodatkowej motywacji, zagramy na maksa – zapowiadał rozgrywający Tomasz Gębala.

I rzeczywiście tak było – po pełnym walki, emocji i poświęcenia spotkaniu wpadł wynik remisowy 23:23, choć oba zespoły w końcówce miały szansę na zwycięstwo. – Jestem dumny z naszej drużyny. Po meczu z Niemcami nikt nie może nawet pół złego słowa powiedzieć na jego temat. Nie wygraliśmy, ale to też element doświadczenia, którego czasem nam brakuje. Pocieszające jest to, że po remisie z Niemcami wszyscy czuli niedosyt, a to znaczy, że jest w nas wola walki i wiemy, że stać nas na zwycięstwa nad takimi zespołami. Trzeba dalej pracować i czekać na efekty, bo one przyjdą – podkreślał trener Rombel.

W dobrą stronę

Na pytanie, czy nasza reprezentacja zmierza w dobrą stronę, turniej w Egipcie dał odpowiedź twierdzącą. Polacy grali równo i konsekwentnie, oprócz pierwszej połowy meczu z Węgrami uniknęli dłuższych okresów słabszej gry. Nie zmusili ich do tego nawet tak silni przeciwnicy jak Hiszpania i Niemcy. – Wszystkie spotkania pokazały, że w obronie spisujemy się już naprawdę dobrze. Więcej mamy do poprawy w ataku pozycyjnym i temu będziemy musieli poświęcić w najbliższym czasie więcej uwagi – analizował selekcjoner.

W naszym zespole z dobrej strony pokazało się kilku zawodników, choć trzeba podkreślić, że cały zespół stanął na wysokości zadania. W bramce bardzo mocny punkt stanowił Adam Morawski, który skutecznymi interwencjami dawał pewność i spokój kolegom z pola. W obronie znakomicie spisywał się braterski duet Maciej i Tomasz Gębalowie. Tomasz kilka razy zademonstrował też niesamowitą siłę rzutu z dystansu, Maciej zaś jako obrotowy nieustannie toczył wyczerpującą, ale efektywną walkę z rywalami i został trzecim strzelcem zespołu. Najlepszym okazał się Arkadiusz Moryto, który w całych mistrzostwach na 41 rzutów popełnił tylko pięć pomyłek. Przy rzutach karnych był niemal bezbłędny. Świetnie wypadł też 24-letni Szymon Sićko, znakomicie rzucający z dystansu. Może nie dysponuje taką siłą jak Tomasz Gębala, ale za to zademonstrował duży repertuar rzutów.

Po występie w mistrzostwach można z optymizmem patrzeć w przyszłość naszej piłki ręcznej. Wygląda na to, że po kilku słabszych latach nadchodzą znów lepsze czasy. Bardzo ważne jest, że obok rosnącego poziomu sportowego kadra może się cieszyć też z zaplecza organizacyjnego na wysokim poziomie. Trener Rombel nieraz podkreślał, że jego drużynie niczego nie brakuje. Tak się dzieje w dużej mierze dzięki wieloletniej współpracy Związku Piłki Ręcznej w Polsce ze spółką PGNiG, która od dawna sprzyja naszemu szczypiorniakowi w myśl zasady „Gramy z Wami od lat”.

To szczególnie ważne w kontekście zbliżających się następnych mistrzostw świata. Polska zorganizuje je wspólnie ze Szwecją już za dwa lata. To będzie kolejne wielkie święto piłki ręcznej w naszym kraju po perfekcyjnie przygotowanych mistrzostwach Europy 2016.

Udział w MŚ 2023 mamy pewny, ale celów sportowych i zadań naszej drużynie nie zabraknie. Najbliższym jest awans do mistrzostw Europy 2022, do których kwalifikacje Polska już zaczęła zwycięskim dwumeczem z Turcją, a wiosną odbędą się decydujące spotkania ze Słowenią i Holandią. Oby kibice mieli w tych meczach kolejne powody do radości. A patrząc na grę i przede wszystkim serce do walki naszej drużyny, można mieć uzasadnione nadzieje, że tak właśnie się stanie.

Krzysztof Jaworski

Czytaj też:
MŚ 2021 w piłce ręcznej. Dali radość i emocje

Artykuł został opublikowany w 4/2021 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Czytaj także