Puszka Pandory. Tymoteusz Puchacz, czyli piłkarz obdarzony zbyt dużym zaufaniem

Dodano:
Tymoteusz Puchacz Źródło: Newspix.pl / Łukasz Grochala / Cyfrasport
Do wielu reprezentantów Polski można mieć obiekcje za różne rzeczy – sportowe lub niesportowe. Prawda jest jednak taka, że mało który z naszych kadrowiczów irytuje tak mocno, jak Tymoteusz Puchacz. A mimo tego Paulo Sousa nadal bardzo mu ufa. Niewiele w tym jednak logiki

Mecz reprezentacji Polski z Węgrami rażąco obnażył Tymoteusza Puchacza. Do tego stopnia, że mimo kilku wcześniejszych sensownych występów znów wróciła dyskusja na jego temat – czy to aby na pewno jest zawodnik prezentujący poziom międzynarodowy?

Człowiek wyjdzie ze słabego Lecha, a słaby Lech z człowieka nie zawsze

Gdyby to był poprzedni sezon, złośliwi na pewno stwierdziliby: „powołujesz wychowanka Lecha Poznań, to grasz jak Lech Poznań”. Tamten Kolejorz faktycznie mógłby nosić twarz Puchacza, który zresztą w żaden sposób nie wyróżniał się na tle katastrofalnego zespołu. Rzecz w tym, że drużyna Macieja Skorży poszła do przodu. Lewy wahadłowy naszej kadry teoretycznie też, bo przecież stał się bohaterem transferu do zespołu z Bundesligi. A jednocześnie czas dla niego stanął w miejscu, co starcie z Węgrami tylko podkreśliło.

Bezapelacyjnie należy uznać, że wychowanek poznańskiej akademii był najgorszym piłkarzem na boisku we wspomnianym spotkaniu. W zasadzie można napisać z pełnym przekonaniem, że gdyby nie on, prawdopodobnie nie przegralibyśmy z Madziarami. Pierwszy gol nie padłby, jeśli Puchacz nie przedłużyłby dośrodkowania z rzutu wolnego. Drugi? To już cały festiwal niefrasobliwości tego piłkarza. Uratowanie futbolówki przed wyjściem na aut, trucht za rywalem szarżującym jego stroną, odpuszczenie go, przyglądanie się jak futbolówka turla się do Gazdaga, a ten pakuje ją do siatki… Były przynajmniej trzy momenty, kiedy „Puszka” mógł powstrzymać rywali, lecz z jakiegoś powodu tego nie zrobił.

A to tylko wierzchołek góry lodowej w kwestii tego, jak fatalnie zagrał z Węgrami zawodnik Unionu Berlin. Dokładnie tego Unionu, w którym praktycznie nie podnosi się z ławki rezerwowych, choć jest trzecim najdroższym transferem w historii tego klubu.

Dlaczego Tymoteusz Puchacz nie gra w Unionie Berlin?

Mając jednak w pamięci to, jak 15 listopada zaprezentował się bohater tego tekstu w biało-czerwonych barwach, trudno dziwić się Ursowi Fischerowi. Szkoleniowiec ten z pełną świadomością oraz odpowiedzialnością wciąż nie dał mu zadebiutować w lidze niemieckiej, choć minęła już mniej więcej 1/3 sezonu. Dlaczego? Tajemnicą poliszynela jest fakt, iż chodzi o problemy Puchacza w grze obronnej, co w tej chwili w zasadzie go dyskwalifikuje w oczach trenera.

Źródło: WPROST.pl
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...