Twarde lądowanie Polaków na MŚ. Hit w cieniu dramatu kapitana
To był mecz na miarę finału turnieju rangi MŚ. W końcu naprzeciwko spotkali się mistrzowie i wicemistrzowie świata z 2022 roku.
W ostatecznym rozrachunku górą byli ponownie Włosi. Italia miała więcej argumentów sportowych, których tego dnia zabrakło Polakom. W tle z pewnością był i jest duży cios w postaci kontuzji Bartosza Kurka. Polacy musieli sobie radzić bez swojego kapitana na boisku, a jedynie w kwadracie dla rezerwowych – wpisany jako libero w protokół meczowy.
W walce o brązowy medal w niedzielę (tj. 28 września) Polacy zagrają z Czechami. Za to o złoto MŚ 2025 zmierzą się Włosi i Bułgarzy, który sensacyjnie znaleźli się w ścisłym finale turnieju na Filipinach.
MŚ siatkarzy: Polacy ograni przez Włochów. Kontuzja Bartosza Kurka w tle
Trzeba przyznać, że przebieg spotkania nie wskazywał na to, że w sobotnim półfinale naprzeciw siebie stanęły zespoły, które były najlepsze w zmaganiach w 2022 roku. Mistrzowie świata oraz mistrzowie Europy byli zwyczajnie nerwowi w swoich poczynaniach, wiele było błędów, łatwych start punktów seriami.
Polacy przegrali mecz w trzech setach, ale trudno nie odnieść wrażenia, że w każdej z odsłon mogli równie dobrze zwyciężyć. Czego zabrakło? Włosi z punktu na punkt łapali pewność siebie, której tego dnia brakowało po polskiej stronie. Liderem drużyny był Wilfredo Leon. Był jednak osamotniony w walce z przeciwnikiem. Kamil Semeniuk po dwóch setach został zmieniony na pozycji przez Tomasza Fornala. Do tego Kewin Sasak, choć zakończył jako drugi najlepiej punktujący drużyny, z pewnością miewał dużo lepsze występy – choćby w tegorocznej edycji Ligi Narodów.
Wynikowo, Polacy rozpoczęli pierwszą partię od prowadzenia, ale mając 14:12, niedługo później zrobiło się 16:18 na niekorzyść wicemistrzów świata. Drugi set? Tym razem Włosi z prowadzeniem 18:14, żeby po kilku naprawdę efektownych akcjach z polskiej strony, zrobiło się 20:20, a nawet 22:21 dla drużyny trenera Nikoli Grbicia. Pojawiały się jednak momenty takie jak przy wspomnianym 22:21 dla Polski, kiedy mistrzowie świata – w sobie znany sposób – wychodzili z gigantycznych opresji.
Tego nie było za to po stronie polskiej i z 22:21 po kilku akcjach zrobiło się 22:25. Można też głośno zastanawiać się, na ile słuszna była roszada ze ściągnięciem Leona i wprowadzeniem Maksymiliana Graniecznego. Akurat w tamtym momencie nie dała ona zbyt wiele, spoglądając na późniejsze wydarzenia w tej szalonej końcówce.
Trzeci set, ponowne szarpnięcie Polaków, prowadzenie właściwie przez większą część seta. Otwarcie ze świetną zagrywką Norberta Hubera (4:1), ale z czasem ta przewaga po prostu topniała, aż zrobiło się 18:18. Bardzo dobre zmiany zadaniowe w polu serwisowym dawał w drugim i trzecim secie Francesco Sani, mocno utrudniając zadanie naszemu przyjęciu. Od 18:16 do 19:21, znów pogoń ze strony Polaków i walka przy piłkach meczowych. Ostatecznie zabrakło jednak najmniej spośród trzech odsłon, ale nadal minimalnie, choć wystarczająco na korzyść Italii. Czyli 25:23 i 3:0 w całym spotkaniu dla mistrzów świata z 2022 roku.