Mateusz Dróżdż dla „Wprost”: Z widzewskiej szafy wypadło parę trupów. My nie mamy nic do ukrycia

Mateusz Dróżdż dla „Wprost”: Z widzewskiej szafy wypadło parę trupów. My nie mamy nic do ukrycia

Mateusz Dróżdż
Mateusz Dróżdż / Źródło: Newspix.pl / P.Dziurman / 400mm.pl
– Na koniec mojej pracy chciałbym móc powiedzieć, że to jest dużo lepszy Widzew niż ten, do którego przychodziłem – stwierdził Mateusz Dróżdż, nowy prezes RTS-u w rozmowie z „Wprost”. Pytaliśmy go między innymi o finansowe klubu, sprzątanie po poprzednikach, współpracę z kibicami i rozwiązania przywiezione z USA.

Mateusz Dróżdż objął stery w Widzewie stosunkowo niedawno. Na kilka dni przed derbami Łodzi prezes RTS-u odpowiedział na wiele nurtujących kwestii. Czy dużo musiał sprzątać po poprzednikach? Kto zepsuł rynek transferowy? Dlaczego inspirują go film „Moneyball” oraz kluby ze Stanów Zjednoczonych? Czym chce przekonać do siebie kibiców? Co najbardziej podziwia w Rakowie Częstochowa? Z jakiego powodu podsłuchiwał trenera Niedźwiedzia? Zapraszamy do lektury.

Mariusz Bielski („Wprost”): Może to dość banalne pytanie, ale jak to się stało, że trafił pan do Widzewa?

Mateusz Dróżdż, prezes Widzewa Łódź: Jeszcze za czasów pracy w Zagłębiu Lubin pewien mój znajomy zaprosił mnie do współpracy z Widzewem. Wówczas pan Tomasz Stamirowski też już w nim pracował. Wtedy się poznaliśmy. Z tym kolegą cały czas utrzymywaliśmy kontakt i po jakimś czasie znów się do mnie odezwał z zapytaniem, czy nie chciałbym udać się na spotkanie w sprawie zarządzania Widzewem. Zgodziłem się, stawiając jeden warunek – musiała zostać zmieniona kwestia właścicielska, abym podjął się tego zadania.

Myślałem, że najpierw wspomni pan o żonie.

Kibicuje Widzewowi, więc kiedy jej powiedziałem o propozycji z tego klubu, zapytała mnie: „Nad czym ty się zastanawiasz?!” Rzeczywiście bez wsparcia jej i innych członków rodziny pewnie bym się tutaj nie pojawił.

Czego dotyczyły pana wątpliwości?

Nie jesteś w stanie efektywnie prowadzić klubu, kiedy zarządza nim 35 osób. Nawet jeśli to są wybitni specjaliści, zawsze będą nieporozumienia i to spowolni sprawę. Ja wywodzę się z klubu, gdzie ośrodek decyzyjny rozkładał się na kilka lub nawet kilkanaście osób. Z doświadczenia wiem, że to utrudnia sprawne działanie.

Michał Żewłakow (był u Miedziowych dyrektorem sportowym – przyp. red.) narzekał na specyfikę pracy w Zagłębiu. W Legii daną sprawę załatwiał w ciągu jednego dnia po konsultacjach z trzema osobami, tu musiał uzyskać zgodę piętnastu.

U Miedziowych musiało to tak funkcjonować, ponieważ właścicielem jest KGHM, czyli spółka skarbu państwa. Tutaj nie ma tego rodzaju problemów. Decyzje strategiczne konsultujemy z właścicielem, ale on doskonale czuje sport.

Przyznał pan niedawno, że Widzew nie jest gotowy na awans do Ekstraklasy.

Zostałem zrozumiany opacznie. Pod względem sportowym jesteśmy gotowi na najwyższy poziom rozgrywkowy. Ja jednak chciałbym stonować nastroje, za nami dopiero 1/4 sezonu. Miałem na myśli to, że pod względem organizacyjnym brakowało nam jeszcze pewnych struktur lub nie były one sformalizowane. Ostatnio podjęliśmy w tych kwestiach kilka decyzji i teraz obsada personalna już pozwoliłaby nam funkcjonować na wyższym poziomie.

Czyli chodziło głównie o liczbę pracowników w poszczególnych działach?

Przede wszystkim miałem na myśli odpowiedni podział zadań i kompetencji względem poszczególnych pracowników. Im mniej się to wszystko miesza, tym bardziej przejrzyście można pracować. Każdy musi dokładnie wiedzieć, za co jest odpowiedzialny i z czego będzie rozliczany. Ponadto miałem na myśli również kwestię ośrodka treningowego. Musimy też pilnować kwestii finansowych, aby nie powtórzyła się historia sprzed lat, gdy przez nieodpowiedzialne zarządzanie Widzew po prostu upadł.

Jak wyglądają pana relacje z panem Stamirowskim właśnie w kwestiach zarządzania RTS-em?

Jest ekonomistą, czyli ma biznesowy, analityczny umysł i dużo się od niego uczę w tym aspekcie. Nasze relacje są bardzo dobre, przynajmniej z mojej perspektywy. Oczywiście na początku musieliśmy ustalić reguły współpracy i jak widać, doszliśmy do porozumienia bez problemów. Mam dużą wolność w podejmowaniu decyzji. Lata doświadczeń z Zagłębia wyrobiły jednak we mnie taki nawyk, aby konsultować wszystkie ważne sprawy z właścicielem.

Wspomniał pan o pilnowaniu finansów, więc zajmijmy się tym tematem. Pod koniec kadencji pani Martyny Pajączek okazało się, że Widzew zanotował stratę na ponad 2 miliony złotych. Generalnie audyt wykazał słabą sytuację finansową RTS-u, biorąc pod uwagę jego ogromny potencjał. Musi pan dużo sprzątać po poprzednikach?

Ja z wykształcenia jestem prawnikiem, więc w mojej naturze leży czepianie się szczegółów. Nie wiem, czy to można nazwać sprzątaniem, ale rzeczywiście zmieniliśmy wiele rzeczy. Wprowadziliśmy sporo porządkujących procedur, nawet takich jak użytkowanie samochodów służbowych lub rozliczanie diet. Tego wcześniej w Widzewie nie było. Nie mówię o tym w formie zarzutu wobec moich poprzedników. Owszem, przy okazji parę trupów z szafy wyleciało, lecz radzimy sobie z nimi.

Widzew musi teraz mocno oszczędzać?

Tak. Kto wie, co się wydarzy za pół roku? Myślę, że głównym problemem klubu w ostatnich latach było to, że szastano pieniędzmi.

Źródło: WPROST.pl
 0

Czytaj także