Kto w minionych rozgrywkach zachwycił nas najbardziej? Wybraliśmy najlepszą jedenastkę Ekstraklasy 2020/2021!

Kto w minionych rozgrywkach zachwycił nas najbardziej? Wybraliśmy najlepszą jedenastkę Ekstraklasy 2020/2021!

Mladenović i Juranović
Mladenović i Juranović Źródło: Shutterstock / Mikołaj Barbanell
Wybraliśmy najlepszą jedenastkę minionego sezonu Ekstraklasy! Dominacja piłkarzy Legii jest niepodważalna, choć niespodzianek również nie brakło.

Z kronikarskiego obowiązku wspomnimy, że wyselekcjonowany zespół zestawiamy w formacji 4-4-2, choć bez naturalnych skrzydłowych, którzy w bieżących rozgrywkach po prostu nie zachwycali. Z racji mistrzostwa Legii naturalna jest obecność wielu jej zawodników, jednakże z pozostałych drużyn paru zawodników również wybiło się ponad przeciętność i warto ich docenić.

Bramkarz – FRANTISEK PLACH (Piast Gliwice)

Defensywa Piasta nie była tak solidna jak choćby Pogoni Szczecin, jednakże akurat Placha nie ma za co winić w tym kontekście. Wręcz przeciwnie, on jeszcze wielokrotnie ratował drużynę przed porażkami, interweniował w spektakularny sposób. Nieco ponad 75 proc. strzałów udawało mu się obronić, a ogółem gliwiczanie ze Słowakiem w bramce zachowali 12 czystych kont, co jest drugim najlepszym wynikiem tego sezonu w Ekstraklasie. 

Prawy obrońca – JOSIP JURANOVIĆ (Legia Warszawa)

Wejście do stołecznego zespołu miał przeciętne, mocno przyczyniając się chociażby od odpadnięcia Legii z Karabachem w eliminacjach do Ligi Europy. Im dłużej jednak trwał sezon, tym bardziej Chorwat imponował i w kilku rolach. Świetnie radził sobie zarówno w trzyosobowym bloku obronnym jak i na wahadle, gdzie zresztą bywał wyjątkowo groźny w ofensywie. Jego dośrodkowania wielokrotnie siały popłoch wśród przeciwników, z czego wzięło się aż 8 asyst! Doskonałymi występami przekonał selekcjonera reprezentacji Chorwacji, by ten powołał go na tegoroczne Euro.

Środkowy obrońca – KAMIL PIĄTKOWSKI (Raków Częstochowa)

Wyrzut sumienia Zagłębia Lubin, gdzie nawet nie zadebiutował w Ekstraklasie i skąd działacze Rakowa wyjęli go za darmo. Przebył długą drogę od występów na wahadle, gdzie nauczył się przebojowości, by w końcu wylądować na naturalnym dla siebie środku obrony. Kamil jest zawodnikiem bardzo wszechstronnym, a że piłka nie przeszkadza mu przy nodze, to też na pewno pomogło mu w transferze do Red Bulla Salzburg. Piątkowski zdążył już nawet zadebiutować w seniorskiej reprezentacji Polski w meczu z Andorą.

Środkowy obrońca – BENEDIKT ZECH (Pogoń Szczecin)

Zasług Bartkowskiego czy Kostasa nie należy umniejszać, jednak to Austriak był generałem linii defensywnej Portowców. Dodajmy, że najlepszej w Ekstraklasie, wszak w Pogoń w tym sezonie straciła zaledwie 23 bramki i zanotowała aż 17 czystych kont! Zechowi w wykręcaniu tych świetnych liczb mocno pomogło doskonałe czytanie gry oraz rzadko spotykana u stoperów duża dynamika.  

Lewy obrońca – FILIP MLADENOVIĆ (Legia Warszawa)

Prawdę mówiąc większość sezonu występował na lewym wahadle, co okazało się genialnym rozwiązaniem i dla niego, i dla drużyny. W ten sposób przykryto jego niedostatki defensywne, wyeksponowano zaś wszystkie ofensywne atuty. W kwestii statystyk, Mladenović zawstydził wielu ligowych skrzydłowych, notując w 7 goli i 6 asyst w 29 występach ligowych. Świetną formę przełożył również na grę w reprezentacji Serbii. Śmiało można okrzyknąć go jednym z głównych architektów mistrzostwa Legii. W dużej mierze to dzięki Filipowi gra warszawian wyglądała tak efektownie.

Defensywny pomocnik – ANDRE MARTINS (Legia Warszawa)

To jest tego typu piłkarz, którego w pełni doceniasz dopiero w momencie, kiedy pauzuje za kartki lub dozna kontuzji. Nagle okazuje się, że bez niego gra twojej drużyny staje się chaotyczna, nie potrafisz zdominować przeciwnika, notujesz sporo głupich strat w newralgicznych miejscach… Portugalczyk to zatem swoisty bezpiecznik Legii. Podając mu futbolówkę wiesz, że jej nie straci, tylko albo skutecznie przyspieszy akcję, albo ochroni piłkę przed łapczywymi na nią rywalami. Andre zawsze znajduje się we właściwym miejscu, we właściwym czasie.

Środkowy pomocnik – ŁUKASZ TRAŁKA (Warta Poznań)

Gdy odchodził z Lecha Poznań do pierwszoligowej wówczas Warty, sam mówił, że chce po prostu w spokojnym środowisku dotrwać do emerytury. Nic bardziej mylnego – Zieloni niespodziewanie awansowali do Ekstraklasy i byli jedną z rewelacji sezonu. Trałka natomiast przeżywał drugą lub nawet trzecią młodość, prezentując się solidniej niż wielu jego kolegów po fachu w sile wieku. Ba, nagle okazało się również, że jest doskonałym wykonawcą stałych fragmentów oraz świetnie spisuje się w roli mózgu drużyny. Statystycznie również rozegrał najlepszy sezon w swej karierze, strzeliwszy 3 gole i uzbierawszy 7 asyst. 

Ofensywny pomocnik (prawy) – MARCIN CEBULA (Raków Częstochowa)

– Zasiedziałem się w Kielcach. Było mi tam zbyt wygodnie – powiedział bez ogródek na łamach „Przeglądu Sportowego”. Rzeczywiście Marcin nie przypomina już tego irytującego, zupełnie nieefektywnego piłkarza, jakim był przez lata gry w Koronie. W Rakowie stał się jednym z najgroźniejszych ofensywnych pomocników ligi, który czasem niemal w pojedynkę potrafi rozstrzygnąć mecz. W samym obecnych rozgrywkach wykręcił 13 oczek w klasyfikacji kanadyjskiej. Dla porównania – przez 5 ostatnich sezonów uzbierał ich 16… Dziś jednak nie zdziwilibyśmy się, gdyby został kolejnym wielkim transferem Rakowa po Piątkowskim, bo ma praktycznie wszystko, czego potrzeba doskonałej „dziesiątce”. 

Ofensywny pomocnik (lewy) – LUQUINHAS (Legia Warszawa)

Prawdopodobnie najbardziej posiniaczony zawodnik Ekstraklasy. O tym jak koszmarnie trudno go upilnować świadczy bowiem fakt, iż w całym sezonie został sfaulowany aż 91 razy! W tym sezonie wystąpił w 25 meczach, strzelił w nich 3 gole oraz dał 5 asyst. Można zgodzić się z argumentem, że jak na swe umiejętności powinien być jeszcze bardziej efektywny pod bramką przeciwnika. Nie zmienia to jednak faktu jak wiele dla drużyny robi w aspektach, które trudno tak jednoznacznie zmierzyć – chodzi przede wszystkim o płynność gry, utrzymywanie się przy piłce, kontrolowanie tempa meczu… Dopiero po zebraniu do kupy również takich aspektów dostrzeżemy prawdziwy kunszt Brazylijczyka. Pytanie, czy Legii uda się go zatrzymać na kolejny sezon...

Napastnik – JAKUB ŚWIERCZOK (Piast Gliwice)

Czasem dało się odnieść wrażenie, że gdy Piastowi akurat za bardzo nie szło w danym meczu, jego inni piłkarze wychodzili z założenia: „Podajmy do Kuby, on na pewno coś wymyśli!” I faktycznie, Świerczok wielokrotnie robił coś z niego – jak nie strzelał gola, to przynajmniej wypracowywał stały fragment lub groźnie uderzał na bramkę. W grze napastnika Piasta najbardziej imponowała bezczelność i pewność siebie. Wystarczyło, by obrońca mrugnął w złym momencie i snajper już z tego skrzętnie korzystał. W 23 meczach Kuba do siatki trafił 15 razy, co dało mu tytuł wicekróla strzelców. Ten wynik byłby zapewne jeszcze lepszy, gdyby nie kontuzja z początku sezonu.

Napastnik – TOMAS PEKHART (Legia Warszawa)

Długo wydawało się, iż mistrzowie Polski są od niego uzależnieni. Gdy doznał kontuzji okazało się, że niekoniecznie, ale po powrocie Czech udowodnił również swą wszechstronność, o co wcześniej mało kto go podejrzewał. Świetnie gra głową – w ten sposób zdobył 1/3 ze swych 22 bramek. Z tym wynikiem został zresztą królem strzelców Ekstraklasy. Co prawda Czesi jeszcze nie podali swej kadry na Euro 2020, jednak istnieje duże prawdopodobieństwo, że Pekhart również weźmie w nim udział.

Źródło: WPROST.pl
 0

Czytaj także