Niedzielny mecz Pogoni Szczecin z Zagłębiem Lubin na pewno można zaliczyć do grona tych ciekawszych. Do 79. minuty na zegarze widniał remis 1:1, ale wtedy spoza pola karnego w samo okienko przymierzył Wahan Biczachczjan. Bramkarz robił co mógł, ale przy tym strzale nie miał wiele do powiedzenia.
Pogoń walczyła o lepszy rezultat
W ostatnim spotkaniu Pogoni z Zagłębiem, to lublinianie byli górą, wygrywając u siebie aż 2:0. W rewanżu zawodnicy ze Szczecina chcieli pokazać, że na własnej murawie czują się znacznie lepiej niż na wyjeździe.
Wiceliderzy Ekstraklasy wynik niedzielnego spotkania otworzyli już w 6. minucie. Mariusz Malec dotarł z piłką pod pole karne Zagłębia, po czym obsłużył podaniem Lukę Zahovicia. Słoweniec przymierzył w narożnik bramki, a piłkę z siatki wyciągać musiał Dominik Hładun.
Pogoń panowała na boisku, skutecznie przerywała akcje rywala, ale sama nie była zbyt skuteczna w ataku. Gospodarze boleśnie przekonali się o tym, że niewykorzystane okazje lubią się mścić. Kiedy spotkanie wymknęło się im spod kontroli, rywale skutecznie wykorzystali błąd obrońców. W 58. minucie Erik Daniel wrzucił piłkę w pole karne, a okazję wykorzystał wbiegający tam Patryk Szysza. Było 1:1.
W kolejnych minutach obie drużyny ruszyły do szaleńczego ataku. Pogoń miała jednak ogromne problemy z przedarciem się przez defensywę gości. Wtedy „wejście smoka” zaliczył bohater spotkania Wahan Biczachczjan. Ormianin już kilka minut po zameldowaniu się na boisku spoza pola karnego przymierzył lewą nogą w sam narożnik bramki Hładuna i zapewnił Pogoni zwycięstwo 2:1. 22-latek wyrasta na jednego z liderów swojego zespołu w tym sezonie, ponieważ ilekroć pojawi się na murawie, tyle razy wpisuje się na listę strzelców.
twitterCzytaj też:
Wisła Kraków chce spłynąć do I ligi? W tym meczu wyglądała na kompletnie bezradną