Były właściciel Warty Poznań mówi „Wprost”, dlaczego sprzedał klub. „To jak z kupowaniem pomarańczy”

Były właściciel Warty Poznań mówi „Wprost”, dlaczego sprzedał klub. „To jak z kupowaniem pomarańczy”

Bartłomiej Farjaszewski (z lewej) wręcz Łukaszowi Trałce pamiątkę z okazji jego zakończenia kariery
Bartłomiej Farjaszewski (z lewej) wręcz Łukaszowi Trałce pamiątkę z okazji jego zakończenia kariery Źródło: Newspix.pl / Paweł Jaskółka / PressFocus
Dokładnie 4 sierpnia ogłoszono, że Warta Poznań od tego dnia będzie miała nowego właściciela. Zadzwoniliśmy więc do poprzedniego, czyli Bartłomieja Farjaszewskiego, by porozmawiać z nim o powodach sprzedaży klubu, a także wspólnie podsumować jego czteroletnią kadencję. Pracę z Zielonymi porównał do… Wyprawy do sklepu po pomarańcze.

Warta Poznań jest jednym z tych klubów, które w ostatnich latach poczyniły ogromny progres. Duża w tym zasługa Bartłomieja Farjaszewskiego – od 2018 roku to właśnie on był większościowym udziałowcem Zielonych i gdyby nie jego zarządzanie, nie znaleźliby się dzisiaj tu, gdzie są, czyli na ugruntowanej pozycji w Ekstraklasie.

Wywiad z Bartłomiejem Farjaszewskim, byłym właścicielem Warty Poznań

Ostatnio jednak Farjaszewski podjął decyzję, która zaskoczyła całe polskie środowisko piłkarskie – sprzedał swoje udziały spółce DD12 Lab z Pauliną Sypniewską na jej czele. Z jakiego powodu? Dlaczego zaufał akurat jej? Co uważa za swój największy sukces w zarządzaniu Wartą Poznań? W czym prowadzenie jej przypomina mu wyjście do sklepu po pomarańcze? Jak postrzega perspektywy na bliższą współpracę z Lechem Poznań? Z jakich powodów tak bardzo przeciąga się kwestia powstania nowego stadionu dla Warty? Co go najbardziej zaskoczyło w branży piłkarskiej? Jakie są cele klubu na najbliższy czas? Zapraszamy do lektury wywiadu.

Mariusz Bielski („Wprost”): W czerwcu udzielił pan wywiadu, w którym zasugerował pan możliwość sprzedania Warty. Wtedy brzmiało to dość szokująco, choć z dzisiejszej perspektywy nie aż tak bardzo. Czy już wtedy toczyły się w tej prawie jakieś rozmowy?

Bartłomiej Farjaszewski (Były właściciel Warty Poznań): Od początku mojej pracy w klubie szukałem dla niej sponsorów i inwestorów. W praktyce różne rozmowy trwały ciągle przez ostatnie cztery lata. Komunikowałem to jasno, żadna tajemnica. Pierwotnie szukaliśmy udziałowca mniejszościowego, aby pomógł nam finansowo.

Ktoś teraz mówi, że oddałem Wartę, bo mi się pieniądze skończyły. Moim zdaniem nie ma takiego klubu w Polsce, gdzie byłoby ich za dużo (śmiech). Logiczne jest, że im więcej pojawia się inwestorów czy udziałowców, tym większa jest szansa na stabilizację.

Z Pauliną Sypniewską, która odkupiła ode mnie udziały, pierwszy raz spotkałem się dwa tygodnie temu.

O, szybko poszło!

Oczywiście konkretne osoby z Warty miały z nią kontakt od wielu miesięcy, ale od rozmów do finalizacji zawsze jest długa droga.

Co ważne, Paulina pochodzi z Poznania, Warta jest jej bliska, dużo o niej wie, a to też się liczyło. Czy szybko poszło? Finalizacja owszem, natomiast same ustalenia... To były dziesiątki godzin rozmów.

Duże było zainteresowanie przejęciem Warty od pana?

Bardzo, ale w 99 proc. to było na zasadzie: „Chcę kupić, choć nie mam za co”.

Piękne podsumowanie naszych realiów.

Co jest dla mnie największą satysfakcją jeśli chodzi o zarządzanie Wartą, to to, że udało mi się uniknąć współpracy z różnymi niepoważnymi osobami.

A dlaczego spółka DD12 Lab okazała się tą najbardziej godną zaufania?

Dla mnie nie jest najważniejsza sama spółka, tylko Paulina Sypniewska, która nią zarządza. W ramach jakiego podmiotu to robi, to mnie nie interesuje. Liczyło się dla mnie jedynie, że wcześniej udało się nam nawiązać odpowiednią relację i okazała się godna zaufania.

Pan zrezygnował z prowadzenia Warty z jakiegoś konkretnego powodu?

Cały czas będę blisko klubu. Nie potrzebuję mieć w nim stanowiska, a nikt mi nie zabierze tego, że już do końca życia zostanę kibicem Warty. To nie kwestia posiadania. Właścicielem się bywa, a klub był, jest i będzie. Na tym stanowisku jest się dysponentem cudzego dobra, w tym wypadku Warty, która przecież funkcjonuje dla ludzi. Ja też obiecałem Paulinie, że w razie potrzeby mogę jej pomagać. Oczywiście ona będzie teraz osobą decyzyjną, lecz jeśli tylko uzna, że warto mnie o coś zapytać, to chętnie podzielę się wiedzą i spostrzeżeniami. A czy skorzysta z moich sugestii? To już jej sprawa.

Czytaj też:
Łukasz Trałka dla „Wprost”: Rodzice widzą samych nowych Lewandowskich. Ja nie chcę bawić się we wróżkę

No dobrze, ale co z tymi przyczynami sprzedania pańskich udziałów w Warcie?

Zawsze mówiłem, że jeśli pojawi się ktoś z większymi pieniędzmi i lepszym pomysłem na to, jak ją rozwijać, to usunę się w cień. Dobro klubu jest ważniejsze od mojego. Zgodziłem się też na pozostanie w Radzie Nadzorczej Zielonych, ponieważ uważam, że pomysł nowego właściciela dotyczący budowania szerokich relacji biznesowych wokół klubu jest bardzo dobry i wierzę, że uda się go zrealizować. Mam przekonanie, iż to odpowiednia ścieżka.

To co pan teraz czuje? Ulgę? Zmęczenie po czterech latach rządzenia?

Ja lubię zmęczenie oraz rozwiązywanie problemów. Wiadomo, może nie za dużo i nie za często (śmiech), ale im sytuacja jest trudniejsza, tym bardziej można się wykazać! W działaniu musi być jednak jakiś większy sens. Ja czuję dużą satysfakcję z tego, z kim udało mi się nawiązać współpracę w Warcie. Fajni i szczerzy ludzie, z którymi rozmawiam tak samo otwarcie, jak i teraz z panem.

Jeden cel przyświecał mi w Warcie Poznań – szeroko rozumiany rozwój. Dokładny cel? Nie wiem! Przede wszystkim drażni mnie marnowanie okazji. Bardziej niż cel obraliśmy pewien nurt w działaniu i pracowaliśmy na zasadzie: „Możemy to zrobić? Okej, róbmy. A może tamto? Czemu nie, działamy”. Piłkarze muszą zapierniczać, ludzie z biura muszą zapierniczać, my musimy zapierniczać...

Bez zapierniczania nic się nie da zrobić, z tym się nie da dyskutować.

No właśnie. Jak mi się zachce pomarańczy, to też muszę pojechać do sklepu, same do mnie nie przyjdą (śmiech).

Kiedyś stwierdził pan, że chciałby być oceniany jedynie przez efekty swoich działań. To jak je pan oceni z perspektywy czasu?

Przede wszystkim niczego nie żałuję, bo zawsze patrzę do przodu. Wszędzie szukam szans, a nie zagrożeń. Nie zrealizowaliśmy wielu rzeczy, ale zdecydowanie więcej osiągnęliśmy, zwłaszcza sportowo. Nie oszukujmy się, wyniki determinują wszystko. Wokół nich buduje się strukturę klubów.

Oprócz samych rezultatów najbardziej dumny jestem z osób, które poznałem w tym okresie. Dlatego wierzę, iż pozostawiam Wartę Poznań w dobrych rękach. One mogą wprowadzić ją na wyższy poziom. Nie ma co w tej chwili rzucać obietnicami i deklaracjami, tylko spróbować iść do przodu – organizacyjnie czy finansowo.

Źródło: WPROST.pl
 0

Czytaj także