Nowe informacje w sprawie pobicia ochroniarza przez piłkarzy Legii. Oto wersja Holendrów

Legia Warszawa przegrała 0:1 w meczu drugiej kolejki Ligi Konferencji Europy. Jednak nie to jest tym razem najważniejsze, tylko to, co się stało po meczu. Między ochroną a sztabem Wojskowych doszło do przepychanek, w których ucierpiał prezes klubu Dariusz Mioduski. Ponadto dwóch piłkarzy – Josue i Pankov trafili w kajdankach na komisariat.
Skandal po meczu AZ Alkmaar – Legia Warszawa. Wersja zdarzeń Holendrów
Dziennikarze „Przeglądu Sportowego” poinformowali, że gorąca atmosfera miała miejsce już przed meczem. Tuż przed wejściem na stadion miało dojść do pierwszych starć kibiców z Policją, co sprawiło, że na stadion weszło około 1000 kibiców, a drugie tyle zostało na zewnątrz po zamknięciu bramy. Według ustaleń dziennika po meczu sytuacja miała się powtórzyć, co sprawiło ponowne odcięcie stadionu. W tym czasie Josue i Pankov mieli jeszcze robić sobie zdjęcia z kibicami, przez co zostali oddzieleni od będących już w autokarze kolegów.
Holendrzy zrelacjonowali w rozmowie z dziennikarzami, co tam dokładnie miało się stać. Piłkarze mieli nalegać na otwarcie bramy, a kiedy ochroniarz dwukrotnie odmówił, jeden z zawodników miał zareagować agresywnie – kopnąć go i popchnąć na ścianę tak, że funkcjonariusz miał doznać złamania ręki w łokciu i wstrząśnienia mózgu.
„Piłkarze zostawili go leżącego, otworzyli z kopniaka bramę i przeszli ok. trzy metry do autobusu” – czytamy. Na miejsce została wezwana karetka i policja, która miała poprosić Josue i Pankova o wyjście z autobusu. Gdy ci odmówili, wyciągnięto ich siłą i zabrano na komisariat.
Polski dziennikarz zdementował doniesienia Holendrów
To jest wersja Holendrów. Wcześniej informowaliśmy o tym, że różni się ona od tej przedstawionej przez Tomasza Dębka. Dziennikarz „Faktu” był obecny w Holandii i wszystko widział na własne oczy. „Josue z nikim się nie szarpał. Pokrzyczał tylko, ale nie było rękoczynów z jego strony. Pankov odepchnął agresywnego chłopa, który chwilę poleżał i znów zaczął skakać mu do gardła, więc chyba nie był aż tak połamany… Stałem pół metra od Pankova i byłem jedną z osób, która starała się uspokoić sytuację (z marnym skutkiem). Mam nadzieję, że to wystarczająco blisko, by mieć dobre info” – napisał na Twitterze.