"Polacy wierzą swojej drużynie, sytuacja jest jeszcze bardziej ekscytująca"

"Polacy wierzą swojej drużynie, sytuacja jest jeszcze bardziej ekscytująca"

Dodano:   /  Zmieniono: 
Franciszek Smuda na treningu kadry (fot. PAP/Bartłomiej Zborowski)
Mistrzostwa Europy dostały się na czołówki austriackiej prasy. I choć obywatele tego kraju nie są fanami piłki nożnej, zainteresowanie imprezą rośnie z godziny na godzinę. Media przypominają, że zbojkotowali ją politycy.
- Polacy wierzą swojej drużynie. Oczekiwania polskich kibiców są ogromne – stwierdził w wieczornym wydaniu informacji komentator austriackiej telewizji publicznej ORF, która od kilku dni obserwuje przygotowania do Euro 2012. Jego zdaniem Polacy są dobrej myśli, ponieważ wierzą, że wylosowali słabszych partnerów. "Tymczasem w grupie, w której każdy czuje się potencjalnym zwycięzcą, liderów z pewnością nie zabraknie i właśnie dzięki temu sytuacja jest jeszcze bardziej ekscytująca" – uważa austriacka telewizja publiczna.

Dziennik "Die Presse" przypomina natomiast w swoim wydaniu internetowym, że Polacy podczas mistrzostw Europy w roku 2008 nie wyszli nawet ze swojej grupy. "To tak jak my" – napisał dziennik i zauważył, że polska reprezentacja znalazła się teraz w takiej samej sytuacji jak austriacka przed czterema laty, wchodząc do turnieju jako gospodarz Euro 2012.

Polacy postawili na "legionistów z Bundesligi"

"Ale jest pewien drobiazg. Dziś Polacy postawili na »legionistów z niemieckiej Bundesligi« Roberta Lewandowskiego, Jakuba Błaszczykowskiego i Łukasza Piszczka" – podkreśla austriacki dziennik. W 2008 roku Austria zremisowała w Wiedniu z Polską 1:1. "W sumie okazaliśmy się jednak gorsi. Graliśmy z Polakami osiem razy i wygraliśmy tylko trzy, raz padł remis, a czterokrotnie schodziliśmy z boiska pokonani" – przypomina "Die Presse".

Przed czterema laty wielu Austriaków nie ukrywało wstydu z postawy podopiecznych trenera Hickersbergera twierdząc, że nie zasłużyli sobie na udział w finałach. Organizacja "Osterreich zeigt Ruckgrat" ("Austria zachowuje twarz") wezwała nawet trenera do rozwiązania narodowej drużyny.

Jej członkowie wpadli na oryginalny pomysł. Zaczęli rozdawać flagi z podretuszowanym godłem Austrii. Na flagach kibiców orzeł z postrzępionymi piórami miał zamiast głowy piłkę, a wokół niej kilkanaście pęknięć, co sugerowało, że został przygwożdżony do bramki twardym, piłkarskim kopniakiem. Na żarcie nie poznali się urzędnicy ratusza w Innsbrucku. Za wizerunek znokautowanego orła fani zostali ukarani grzywną w wysokości 1500 euro wymierzoną "za obrazę państwowych symboli narodowych".

"Podopieczni Smudy mają mało doświadczenia"

Austriackie media elektroniczne nie kryją jednak obaw. "Polska odnosiła sukcesy w 1974 i 1982 roku, ale tym razem podopieczni selekcjonera Smudy mają mało doświadczenia i muszą stawiać czoła »korupcjom i skandalom« – twierdzi dziennik "Die Presse", przypomniając o "chuligańskich wyczynach polskich kibiców". Zauważa również, że zachodni kibice byli ostrzegani przed wyjazdem na Ukrainę, ale takie zachowanie nie jest uzasadnione. "To, co się dzieje we Lwowie, to po prostu lokalny patriotyzm w mieście o bogatej przeszłości historycznej i różnorodnych tradycjach kulturowych" – tłumaczy dziennikowi austriacki attache w Kijowie Andreas Wenninger.

Mistrzostwa Europy zbojkotują jednak członkowie austriackiego rządu. To przejaw solidarności polityków z Julią Tymoszenko. Takie stanowisko przedstawili 2 maja kanclerz Werner Faymann i wicekanclerz Michael Spindelegger. Przez pewnien czas spekulowano nawet, że Euro może zostać przeniesione do Austrii, ale Norbert Darabos – minister obrony, który odpowiada również za sport, stwierdził, że Austria nie jest przygotowana do tak wielkiej i skomplikowanej operacji logistycznej.

Wiedeń też gotowy do Euro

Austriacy nie są aż tak zagorzałymi fanami piłki nożnej. Mimo to Wiedeń przygotowuje się na ME z dużą starannością. Ogromne telebimy stanęły nad Dunajem w centrum miasta. O ile dopisze pogoda, kilka tysięcy Austriaków będzie mogło oglądać mecze w strefach dla kibiców na leżakach, które ustawiono na piaszczystych plażach (w Hermann Park 3 i Adria Wien). Bardziej bogaci i spragnieni mocnych wrażeń mogą wynająć cały wagonik Diabelskiego Młyna (Wiener Riedenrad) w Praterze – najstarszym publicznym parku rozrywki w Europie i oglądać ME, rozkoszując się jednocześnie widokiem Wiednia z wysokości 65 metrów. Koszt takiej imprezy z kolacją dla dziesięciu osób wynosi 3900 euro.

zew, PAP

 0

Czytaj także