Faworyt spotkania gubi punkty. Raków remisuje na wyjeździe z Górnikiem Łęczna

Faworyt spotkania gubi punkty. Raków remisuje na wyjeździe z Górnikiem Łęczna

Vladislav Gutkovskis i Kamil Pajnowski
Vladislav Gutkovskis i Kamil Pajnowski / Źródło: Newspix.pl / 400mm.pl
Raków Częstochowa pojechał do Łęcznej na mecz 13. kolejki PKO BP Ekstraklasy z tamtejszym Górnikiem. Podopieczni Marka Papszuna występowali w roli murowanych faworytów do zwycięstwa, ale ze względu na ich niską skuteczność i waleczną postawę przeciwników potyczka skończyła się bezbramkowym remisem.

Górnik Łęczna z meczu na mecz ma coraz mniej do stracenia. Zespół Kamila Kieresia po 12 meczach miał na swoim koncie sześć punktów. Raków Częstochowa przyjechał na Stadion GKS Górnika Łęczna w roli zdecydowanego faworyta, co z trudem przyszło im potwierdzić.

Niewykorzystany rzut karny podsumowaniem gry Rakowa

W pierwszej połowie znaczną przewagę w wykreowanych sytuacjach miał Raków Częstochowa, ale w żaden sposób nie przełożyło się na wynik. Podopieczni Marka Papszuna byli bardzo nieskuteczni, co znalazło swoje odzwierciedlenie w końcówce pierwszej połowy meczu z Górnikiem. Goście w ostatniej minucie doliczonego czasu gry zapędzili się w pole karne przeciwnika i wywalczyli rzut karny. Do wykonania stałego fragmentu gry podszedł Fran Tudor i... trafił w słupek. Jego późniejsza dobitka była niecelna, ale nawet jakby piłka wpadła do siatki, to sędzia musiałby bramkę unieważnić.

Mógł wygrywać Górnik, mógł wygrywać Raków, ale chyba nikt nie chciał

W drugą połowę lepiej weszli gospodarze, którzy na początku naciskali na defensywę rywala. Później jednak inicjatywę przejęli goście, którzy rozpaczliwie poszukiwali bramki. Fran Tudor, który zaprzepaścił szansę z rzutu karnego, rozgrywał po przerwie bardzo dobre zawody i wykreował swoim kolegom parę szans, z których przynajmniej jedna powinna zakończyć się golem. Chorwat atakował prawą stroną, gdzie obroną zajmował się u przeciwników Leandro. Trzeba przyznać, że w drugiej części spotkania ta strona boiska delikatnie gospodarzom „przeciekała”.

Gdyby Górnik Łęczna był bardziej precyzyjny, mógłby spokojnie wygrać to spotkanie. Niestety, pojedyncze szanse, jakie gospodarze dostawali od losu, były notorycznie marnowane na etapie strzału. Im bliżej końca meczu, tym bardziej intensyfikowały się ataki na bramkę drużyny Kamila Kieresia. W 84. minucie wspaniałą podwójną paradą popisał się golkiper Górnika Maciej Gostomski. Duży udział w tej obronie miał też Leandro, który zastawił piłkę i uniemożliwił dobicie jej do pustej brawie bramki.

Spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem, mimo że Raków był murowanym faworytem. W następnej kolejce Górnik Łęczna zmierzy się z kolejnym faworytem, mianowicie liderem Ekstraklasy – Lechem Poznań.

Czytaj też:
Płocka Wisła lepsza od tej z Krakowa. Nafciarze wygrywają z Białą Gwiazdą

Opracował:
Źródło: WPROST.pl
 0

Czytaj także