Na ile gotowym projektem jest Legia Kosty Runjaicia?

Na ile gotowym projektem jest Legia Kosty Runjaicia?

Piłkarze Legii Warszawa
Piłkarze Legii Warszawa Źródło: PAP / PAP/Leszek Szymański
Legia jest liderem, więc trener i dyrektor sportowy klubu odbierają zasłużone gratulacje. Pod względem wyników nie można narzekać, ale kibic z Łazienkowskiej może mieć pewne poczucie niedosytu, bo jego drużyna nadal nie jest stabilna, zwycięstwa nie są przekonujące, a styl nie porywa. Taka jest prawda o Legii na połowę wrześnie 2022 roku.

Ligowa przerwa na mecze reprezentacji jest dobrym momentem, by pokusić się o pierwsze oceny zespołu Legii, która do bieżącego sezonu wystartowała pod wodzą nowego trenera – Kosty Runjaicia. Po dziesięciu kolejkach Ekstraklasy drużyna z Łazienkowskiej jest liderem tabeli, więc kibice nie mają prawa – przynajmniej teoretycznie – narzekać.

Szczególnie, że przez pierwszą część poprzedniego sezonu zespół był pogrążony w ciężkim kryzysie i jeszcze w grudniu 2021 w oczy zaglądało mu widmo degradacji do 1. ligi. Na samo wspomnienie tych przykrych chwil kibice Legii dostają ciarek na plecach. Bo tak źle nie było z ich klubem od czasów II wojny światowej.

Ale tak zły sezon, jak poprzedni, zdarza się na Łazienkowskiej raz na 50 lat, więc jasne było, że Legia musi się podnieść i znów walczyć o najwyższe miejsca w Ekstraklasie. Takie są oczekiwania kibiców i takie same są oczekiwania także w klubie. Nawet jeśli wszyscy wiedzą, że obecna Legia jest finansowo dużo uboższa niż jeszcze sezon czy dwa sezony temu.

Jak konstruowano drużynę?

Dziurę w budżecie postanowiono łatać pomysłowością przy robieniu transferów. Sytuacja finansowa zmusiła Legię, by pozyskiwać z rynku zawodników bez kontraktów, graczy z kartą na ręku. Dyrektor Jacek Zieliński dostał całą władzę w pionie sportowym i robi porządek według swojej koncepcji. – Nie stać nas na duże kwoty odstępnego, ale będziemy sprowadzali do Legii wolnych zawodników, którym damy godny kontrakt, bo na to mamy środki – mówił Zieliński.

Właśnie w ten sposób (czyli bez kwoty odstępnego) Legia sprowadziła aż pięciu piłkarzy: bramkarza Dominika Hładuna (poprzednio Zagłębie Lubin), pomocnika Roberta Picha (wcześniej Śląsk Wrocław), napastnika Blaza Kramera (FC Zürich), Rafała Augustyniaka (Ural Jekaterynburg) i Pawła Wszołka (Union Berlin). Jakie to były wzmocnienia? Co do przydatności Hładuna i Picha zdania są podzielone, ale już pozostała trójka to zawodnicy – jak na Ekstraklasę – z górnej półki.

Legia miała tu trochę szczęścia, bo Wszołek – mimo ważnego kontraktu z Unionem – nie był w stanie wzbić się na poziom Bundesligi i zdecydował się – ratując swoją karierę – rozwiązać w Niemczech umowę i przejść do Legii, do której był wcześniej jedynie wypożyczony.

Z kolei Augustyniak – który już za czasów selekcjonera Paulo Sousy był powoływany do reprezentacji – chciał odejść z Rosji, ze względu na agresję tego kraju na Ukrainę. Oferta z Warszawy wybawiła Augustyniaka z kłopotów, a sam zawodnik stał się ważnym punktem warszawskiej drużyny, grając na pozycji stopera. Za to sytuacja z Blazem Kramerem rozwinęła się w Legii w złym kierunku. Słoweniec szybko doznał poważnej kontuzji i okazało się, że trener Runjaić będzie musiał sobie radzić bez tego napastnika przez dłuższy czas.

Kramer obecnie właśnie wrócił do zdrowia i do gry w Legii, ale w okresie, gdy go nie było, szkoleniowiec warszawian musiał szukać rozwiązań zastępczych, bo innego napastnika po prostu nie miał. W linii ataku pojawiał się, a to skrzydłowy Maciej Rosołek, a to środkowy pomocnik Ernest Muci, ale było widać, że żaden z nich nie jest typowym snajperem.

Legia była na tyle zdesperowana, że postanowiono kupić napastnika. Zastanawiano się nawet nad tym, by ponownie dać szansę Tomasowi Pekhartowi, ale ostatecznie zdecydowano się na gotówkowy transfer (czyli wbrew przyjętej wcześniej dyscyplinie finansowej) piłkarza dobrze na Łazienkowskiej znanego, czyli Carlitosa. Za Hiszpana zapłacono Panathinaikosowi Ateny około 400 tys. euro, ale napastnik od razu w meczu ze Stalą Mielec zdobył gola i dał Legii trzy punkty, a kilka dni później dołożył dwie bramki w spotkaniu z Termaliką Nieciecza w Pucharze Polski i dał Legii awans do kolejnej rundy.

Gotówkę musiała Legia wydać latem także na dwóch innych zawodników. Aż 1,5 mln euro trzeba było wydać na Maika Nawrockiego, który był wcześniej do klubu z Warszawy jedynie wypożyczony z Werderu Brema. Teraz trzeba było już Niemcom zapłacić za transfer definitywny, ale młodemu stoperowi eksperci przepowiadają wielką karierę, więc pieniądze wydane na Nawrockiego to jedynie inwestycja. I to raczej dobra.

Trudno to samo powiedzieć, o skrzydłowym, który za 300 tys. euro trafił na Łazienkowską z tureckiego Göztepe. Makana Baku był pamiętany w Polsce jako niezwykle groźny skrzydłowy Warty Poznań, ale w Warszawie na razie niczym specjalnym się nie wyróżnił.

Źródło: WPROST.pl
 0

Czytaj także