Prawda o polskiej piłce - nie ma obcokrajowców, nie ma pucharów

Prawda o polskiej piłce - nie ma obcokrajowców, nie ma pucharów

Dodano:   /  Zmieniono: 7
Ostatnie pojedynki polskich zespołów w europejskich pucharach były pierwszą okazją do sprawdzenia, jak Legia, Śląsk, Lech i Ruch radzą sobie po letnich wyprzedażach. Odpowiedź już znamy - nie radzą sobie, bo grają w nich... Polacy.
Po losowaniu przeciwników w trzeciej rundzie eliminacji europejskich rozgrywek wszyscy tradycyjnie byli zadowoleni z jego wyniku. A potem trzy z czterech polskich zespołów zderzyły się ze ścianą - lepsze okazały się drużyny z niżej notowanej ligi szwedzkiej i Viktoria Pilzno - zespół z budżetem na poziomie... Pogoni Szczecin (sic!).

Udało się tylko Legii. Dlaczego? Bo Legia to jedyny zespół, który nie pozbył się swoich zagranicznych gwiazd. Bez Danijela Ljuboji w składzie byłoby trudno wyeliminować przeciętny austriacki SV Ried. Można kpić z tego, że serbski napastnik nie lubi biegać. Można się na niego irytować za jego wieczne pretensje do świata i wymachiwanie rękoma. Można nazywać go piłkarskim emerytem. Wszystko to jednak nie zmienia faktu, że to Ljuboja niemal w pojedynkę przepchnął Legię do kolejnej rundy. Stołeczna drużyna w dwumeczu zdobyła cztery bramki - dwie jego autorstwa i dwie po jego asystach. Czy trzeba mówić coś jeszcze?

Spójrzmy prawdzie w oczy - jakiekolwiek sukcesy polskich zespołów w ostatnich latach to zasługa obcokrajowców. To Rudniew strzelił Juventusowi hat-tricka - nie Bartosz Ślusarski. To Manuel Arboleda dostawił głowę tam gdzie trzeba i wbił bramkę Manchesterowi City - nie Marcin Kamiński. W ubiegłym sezonie awans Legii do 1/16 finału Ligi Europejskiej zapewnił grający sezon życia Miroslav Radović. Wisła Kraków otarła się rok temu o Ligę Mistrzów dzięki grze izraelskiego rozgrywającego Meliksona. Gdy Izraelczyk złapał kontuzję, krakowski zespół zakończył sezon na siódmym miejscu w lidze.

A co potrafią polscy piłkarze? Pokazali nam to ci, którzy biegają po boiskach w koszulkach Ruchu Chorzów i Śląska Wrocław - cztery mecze, cztery porażki, bilans bramkowy 1:13.

Bez komentarza.
 7

Czytaj także