Robert Korzeniowski, czterokrotnie złoty Polak na igrzyskach. Jedyny taki w historii!

Robert Korzeniowski, czterokrotnie złoty Polak na igrzyskach. Jedyny taki w historii!

Robert Korzeniowski
Robert Korzeniowski Źródło: PAP / Przemek Wierzchowski
„Złote momenty polskiego olimpizmu” to cykl, w którym przybliżamy największe sukcesy Polski na igrzyskach olimpijskich. Czas na cztery złote medale Roberta Korzeniowskiego.

Nie ma bardziej utytułowanego polskiego sportowca pod względem zdobytych złotych medali igrzysk olimpijskich. Tak wygląda stan na kocówkę marca 2024 roku. Do Roberta Korzeniowskiego, bo o nim mowa, na tegorocznych igrzyskach w Paryżu może dołączyć Anita Włodarczyk. Młociarka ma w swoim dorobku trzy złote medale IO (2012, 2016 i 2021). W przypadku „Korzenia” mowa o czterech złotach (1996, dwa w 2000 i 2004).

twitter

Robert Korzeniowski – czyli niezwykła sportowa historia

Urodzony w 1968 roku w Lubaczowie na wschodzie Polski Robert Korzeniowski pochodzi z rodziny kolejarzy. Jak sam przyznaje, podróż od małego była mu bliska, ale niekoniecznie chodząc, a marząc o byciu kolarzem. Jak jednak pokazała historia, chęci wzięcia udziału w Wyścigu Pokoju trzeba było odłożyć na półkę. A to nie jedyny pomysł na życie małego, ale niezwykle ambitnego Roberta.

„W 1982 roku w środku stanu wojennego zapragnąłem zostać mistrzem. Przydzielono mnie do sekcji dżudo, które trenowałem przez półtora roku. Realizująca się przygoda została przerwana remontem, po którym treningi nigdy nie zostały wznowione. I tak trafiłem na lekką atletykę, oczywiście tymczasowo […] Już od 1989 roku miałem stale miejsce w kadrze narodowej, zdobyłem pierwszy medal Mistrzostw Polski Seniorów, a w trzy lata po rozpoczęciu studiów zakwalifikowałem się do Mistrzostw Europy” – wspomina pierwsze sportowe kroki Korzeniowski na swojej oficjalnej stronie internetowej.

Od małego „Korzeń” miał problemy zdrowotne. Była mowa zarówno o początkach astmy, jak i wykryciu choroby reumatycznej. Jak jednak pokazała rzeczywistość, młody Robert nie zamierzał się poddawać i walczył o swoje marzenia. Stawiając czoła wyzwaniom, które czekały na późniejszych, najważniejszych zawodach o światowej randze.

Ta ambicja i chęć przezwyciężenia przeciwności losu została z nim na zawsze. Zwłaszcza wtedy, kiedy piął się po szczeblach kolejnych sukcesów, wchodząc na olimpijski szczyt.

Koszmar z Barcelony i spełnienie marzeń w Atlancie

Cztery złote medale na igrzyskach, trzy mistrzostwa świata i dwa Europy. To tylko kilka najważniejszych sukcesów w dorobku wielkiego mistrza. Choć pod względem wzrostu w siatkówce Korzeniowski mógłby się sprawdzić wyłącznie na pozycji libero (168 cm), to był i jest wielki duchem. Swoje serce i sentymenty zabierając życiowi ze sobą z podkarpackiej ziemi do Krakowa. Po drodze były Katowice (okres studencki) i… Francja (mieszkał i trenował przez wiele lat), ale Korzeniowskiego, nawet dzisiaj dużo częściej widywanego w Warszawie, można nazwać krakusem z wyboru.

Szersza publiczność poznała filigranowego lekkoatletę w 1996 roku. Igrzyska w Atlancie, dla „Korzenia” szczególne. Cztery lata wcześniej najpierw musiał jednak zejść z olimpijskiej trasy na 20 km. Upały na IO w Barcelonie (1992) okazały się nie do wytrzymania. Korzeniowski spróbował swoich sił na ponad dwa razy dłuższym dystansie, próbując odczarować stolicę Katalonii.

Ta przy drugim podejściu okazała się jeszcze mniej łaskawa. Korzeniowski został zdyskwalifikowany, właściwie tuż przed tunelem prowadzącym na stadion. To była sama końcówka, Polak był drugi, a decyzja amerykańskiego arbitra krzywdząca, nieprzypadkowo komentowana jeszcze długo po jej zapadnięciu.

Fakt był jednak taki, że Polak został z niczym.

Życie nie lubi jednak późni. Korzeniowski odkuł się cztery lata później, właśnie na IO w Atlancie. Zaczęło się od ósmej lokaty na 20 km. To miała być forma treningu przed atakiem na życiowy wynik na dystansie 50 km. Korzeniowski po kilku niepowodzeniach na międzynarodowych imprezach, zmienił technikę swojego chodu. Odwrócił też kartę względem ściągania z tras przez arbitrów, w szczególności jednego, który wręcz w tendencyjny sposób „upatrzył” sobie Polaka, odbierając mu szanse na sukces. Zwłaszcza, że konkurenci Korzeniowskiego popełniali takie same błędy, ale najczęściej uchodziły im na sucho.

W piątkowe, sierpniowe popołudnie w Atlancie zagrało jednak wszystko. Dokładnie 2 sierpnia 1996 roku Korzeniowski został mistrzem olimpijskim. To był przełom na igrzyskach, początek pięknej historii, która dla polskiego olimpizmu zapisała się złotymi zgłoskami. Do dzisiaj będąc punktem odniesienia i motywacją dla kolejnych pokoleń.

Najsłynniejsza dyskwalifikacja na wagę olimpijskiego złota

Sydney, cztery lata po sukcesie w Atlancie. W Australii Korzeniowski poprawił wynik osiągnięty w USA. Nie dość, że obronił tytuł najlepszego w chodzie na 50 km, to jeszcze dołożył sukces na krótszym dystansie, czyli dwudziestce.

Co ciekawe, Korzeniowski na mecie był drugi. Zwycięzcą został Bernardo Segura. Meksykanin narzucił jednak zawrotne tempo, które w oczach sędziów było niezgodne z przepisami. Chód sportowy ma swoje określone zasady, a tzw. podbieganie jest niedozwolone. Granica pomiędzy urwaniem ułamków sekundy a dyskwalifikacją, jest wyjątkowo cienka. W przeszłości Polak przekonywał się o tym wielokrotnie, ale w Australii los mu „oddał”. Meksykanin po euforii na mecie, kilkanaście minut później został z niczym.

Korzeniowski o swoim złocie dowiedział się… udzielając wywiadu polskiej telewizji. Z tego też względu to była jedna z najsłynniejszych dyskwalifikacji, po których Polska miała złoto olimpijskie.

Po swoje ostatnie mistrzostwo olimpijskie Korzeniowski sięgnął po ośmiu latach od pierwszego tak spektakularnego triumfu. Warto to podkreślać, ponieważ długowieczność w przypadku zawodowego sportu wcale nie jest taka oczywista, a tym bardziej łatwa. Korzeniowski ponownie wygrał na swoim koronnym dystansie 50 km.

Wzruszająca była ceremonia dekoracji. Czwarte złoto wręczała Korzeniowskiemu Irena Szewińska. Nieodżałowana polska mistrzyni (zmarła w 2018 roku), trzykrotnie złota na igrzyskach, z dumą zawiesiła na szyi „Korzeniowi” krążek, który uczynił go najbardziej utytułowanym sportowcem z Polski pod względem tytułów olimpijskich.

Do czterech złotych medali z obecnie startujących najbliżej ma wspomniana Anita Włodarczyk. W latach 2012-21 młociarka wygrywała trzykrotnie. W Paryżu (2024) na pewno będzie chciała znów triumfować, choć w obliczu kontuzji na przestrzeni okresu kończącej się olimpiady, osiągnięcie tego celu nie będzie prostym zadaniem.

Dawid Tomala zaczarował niczym Korzeniowski

Czterokrotny złoty medalista IO zakończył karierę w 2004 roku. Złoto w Atenach było zwieńczeniem kariery Korzeniowskiego.

– Występ olimpijski to nie jest walka o medal. To jest realizowanie siebie. Opowiadanie o sobie – cytował słowa Korzeniowskiego podczas transmisji z IO 2004 legendarny komentator i dziennikarz sportowy Włodzimierz Szaranowicz.

Korzeniowski błyskawicznie odnalazł się w tzw. życiu po życiu. Został szefem redakcji sportowej TVP, jednym z twórców tematycznego i funkcjonującego do dzisiaj TVP Sport. Medialnie w późniejszych latach „Korzeń” związał się z Eurosportem.

Organizował również Cracovia Maraton. Wspierał i wspiera polski sport w międzynarodowych strukturach, na czele z IAAF, czyli dzisiejszego World Athletics. Z otwartością wspierał też Polskę i Ukrainę przy organizacji piłkarskiego Euro 2012, będąc m.in. doradcą UEFA w zakresie PR. Korzeniowski to człowiek-instytucja, a jego sportowa kariera była fundamentem pod to, co robił po niej i robi nadal.

twitter

„Korzeń” doczekał się też swojego złotego następcy. Choć to zupełnie inne historie sportowe, naznaczone dodatkowo… zgrzytem (później wyjaśnionym) na linii obu panów, w konfiguracji trener-zawodnik. Dawid Tomala wygrał w chodzie na 50 km na „pandemicznych” igrzyskach w Tokio (2021). Jak zatem widać, chodzenie w wydaniu sportowym jest dla Polski olimpijsko szczególnie owocne.

XXXIII Letnie Igrzyska Olimpijskie w Paryżu już od 26 lipca

Stolica Francji już dwukrotnie była gospodarzem letnich IO w historii olimpizmu. Paryż gościł najważniejszą sportową imprezę jednak bardzo dawno, w 1900 oraz 1924 roku. Międzynarodowy Komitet Olimpijski zdecydował, że równo sto lat po ostatniej wyżycie na paryskiej ziemi, ponownie to serce Francji będzie główną areną zmagań letnich igrzysk.

Hasem IO 2024 jest: „Igrzyska szeroko otwarte”. Od środy 24 lipca (ceremonia otwarcia 26.07) do niedzieli 11 sierpnia zostanie rozegranych łącznie aż 329 konkurencji w 32 sportach. Udział w olimpijskiej rywalizacji weźmie łącznie ponad 10 tysięcy sportowczyń i sportowców. Co ciekawe, w Paryżu dojdzie do pełnego równouprawniania, dokładnie po 50 procent uczestniczek i uczestników na igrzyskach.

Reprezentacja Polski na ostatnich olimpijskich zmaganiach, podczas IO 2020 w Tokio (rozegrane w 2021 roku ze względu na pandemię COVID-19), zdobyła łącznie 14 medali. Złożyły się na to cztery złote oraz po pięć srebrnych i brązowych krążków. W stolicy Japonii przed trzema laty wystąpiło łącznie 211 polskich reprezentantek i reprezentantów.

Czytaj też:
Halina Konopacka, czyli pierwsza polska mistrzyni olimpijska. To ona zachwyciła świat
Czytaj też:
Złoty dzień pięściarskiej drużyny „Papy” Stamma. Mistrzowie z Polski rozbili ZSRR

Źródło: WPROST.pl