Cierpienia za administracyjne błędy jak u polskich pływaków? W piłce nożnej to nie nowość

Cierpienia za administracyjne błędy jak u polskich pływaków? W piłce nożnej to nie nowość

Bartosz Bereszyński, Henning Berg i Marta Ostrowska
Bartosz Bereszyński, Henning Berg i Marta Ostrowska / Źródło: Newspix.pl / Piotr Kucza / FotoPyK
Wykluczenia przez błędy organizacyjne to w ostatnich dniach gorący temat ze względu na sytuację polskich pływaków, którzy nie wezmą udziału w igrzyskach olimpijskich. Tego typu historie zdarzają się też w innych sportach, na przykład w piłce nożnej. Oto kilka najbardziej znanych przypadków.

W Tokio 2020 nie wezmą udziału niektórzy polscy pływacy ze względu na administracyjny błąd popełniony przez PZP. Tego typu historie zdarzały się często także w piłce nożnej. Prezentujemy najbardziej znane i absurdalne przypadki, gdy o zwycięstwach decydowała nie dyspozycja sportowa, lecz organizacyjne niedopatrzenia.

Sprawa Bartosza Bereszyńskiego

Bezwzględnie najbardziej znanym przypadkiem jest ten z Legią Warszawa w roli głównej. Stołeczna drużyna bliska była upragnionego awansu do fazy grupowej Ligi Mistrzów pierwszy raz od niemal dwóch dekad. Wojskowym szło bardzo dobrze – w pierwszym starciu pokonali Szkotów 4:1, w rewanżu zaś wygrywali 2:0.

W 87. minucie doszło jednak do „tragedii”. Na murawie pojawił się Bartosz Bereszyński w ramach zmiany za Michała Żyrę. Boczny obrońca nie powinien był jednak grać tego wieczoru, ponieważ nie odcierpiał jeszcze kary za czerwoną kartkę z poprzedniego sezonu i nie był uprawniony do występu. W efekcie UEFA przyznała Celticowi walkower, a Legia o Champions League mogła zapomnieć. Wszystkiemu winna była Marta Ostrowska, ówczesna kierownik drużyny, która nie dopilnowała kwestii kary dla Bereszyńskiego.

Walka o przedłużenie umowy i protest trenera

Kilka lat później szerokim echem odbiła się sprawa Michała Grabowskiego, który przeszedł z Wisły Kraków do Termaliki Bruk-Bet Nieciecza w ramach wypożyczenia. Bocznemu obrońcy kończył się wtedy kontrakt, więc nową umowę podpisał już z tym drugim klubem. Jak się później okazało, Biała Gwiazda zdążyła wcześniej skorzystać z opcji jednostronnego przedłużenia kontraktu z piłkarzem, który zdążył rozegrać kilka spotkań w barwach innej drużyny. Sąd Polubowny później przyznał rację Wiśle, ale Termalica nie została ukarana walkowerami.

Kilka lat temu swoich sił w trenerce próbował Krzysztof Przytuła – niegdyś ekspert piłkarski Canal Plus, a obecnie dyrektor sportowy ŁKS-u Łódź. W 2013 roku pracował jednak jako szkoleniowiec w imienniku obecnego pracodawcy, czyli w ŁKS-ie Łomża. Pod koniec listopada Przytuła został zwolniony dyscyplinarnie, co nie zdarza się często w środowisku futbolowym. Był to efekt świadomego wystawienia dwóch nieuprawnionych do gry piłkarzy w starciu z Mrągowią Mrągowo. Miał to być protest wobec zarządu, który rzekomo nie dotrzymywał obietnic w sprawie szeroko rozumianego rozwoju klubu.

Zapominalski Liverpool

Różne historie tego typu zdarzały się nie tylko w Polsce. Najbardziej znany przypadek z ostatnich lat to ten z meczu Liverpoolu i MK Dons. Zespoły te mierzyły się ze sobą w Carabao Cup, a po boisku biegał Pedro Chirivella, którego The Reds zapomnieli zgłosić do rozgrywek po tym, jak wrócił z wypożyczenia do Extremadury (klubu z Hiszpanii). Mówiło się, że Liverpool może zostać wykluczony z rozgrywek, ale skończyło się „tylko” na 200 tys. funtów kary dla drużyny Juergena Kloppa.

Karygodne błędy w europejskich pucharach

Walkowery przyznawano natomiast w rozgrywkach międzynarodowych. W 1997 roku w eliminacjach do Ligi Mistrzów mierzyły się PSG i Steaua Bukareszt. Francuzi przegrali w pierwszym spotkaniu wyjazdowym 2:3, ale że wystąpił w nim Laurent Fournier, który powinien był pauzować za żółte kartki, skończyło się walkowerem na korzyść Rumunów. Mimo tego PSG zdołało zwyciężyć w rewanżu aż 5:0 i przeszło do dalszego etapu rozgrywek.

Jeszcze wcześniej rywalizowały ze sobą Leeds United i VfB Stuttgart. Ten drugi zespół prowadził wówczas Christoph Daum, który popisał się zupełną nieznajomością przepisów. Na siedem minut przed końcem spotkania wpuścił na boisko Jovo Simanicia. Był on czwartym obcokrajowcem, który w tym samym czasie brał udział w grze swojego zespołu, mimo iż ówczesne przepisy przewidywały, że maksymalnie trzech graczy w jednej drużynie może przebywać jednocześnie na murawie. To sprawiło, że wynik meczu zmieniono z 1:4 na 0:3. W pierwszym przypadku, dzięki bramkom zdobytym na wyjeździe, to Niemcy przeszliby dalej. Przez błąd trenera odpadli jednak z rozgrywek, a on sam został zwolniony w następstwie tej historii.

Szwajcarskie cierpienia za ban transferowy

Ogromny błąd sprawił również, że w 2011 roku surowe konsekwencje poniósł klub FC Sion. Szwajcarzy dostali wtedy zakaz transferowy w związku z historią sprzed kilku lat. Mimo tego latem do drużyny dołączyło aż sześciu nowych piłkarzy, którzy zagrali w play-offach Ligi Europy z Celtikiem. W pierwszym spotkaniu padł remis 0:0, w drugim wygrał FC Sion 3:1, ale oba spotkania zweryfikowano jako walkowery na korzyść The Bhoys. Później sprawa miała jeszcze ciąg dalszy – Szwajcarów ukarano odjęciem punktów w lidze, co z kolei skończyło się ich spadkiem na drugi poziom rozgrywkowy. Do europejskich pucharów FC Sion wrócił dopiero w 2015 roku.

Czytaj też:
Leśnodorski i Ways o sprawie polskich pływaków. „Odpowiedzialni za błąd powinni podać się do dymisji”

Źródło: WPROST.pl
+
 0

Czytaj także