Raków niewyraźny jak boisko po racowisku. Pokaz siły Jagiellonii, bohaterem Taras Romanczuk

Raków niewyraźny jak boisko po racowisku. Pokaz siły Jagiellonii, bohaterem Taras Romanczuk

Taras Romanczuk i inni zawodnicy Jagiellonii
Taras Romanczuk i inni zawodnicy Jagiellonii / Źródło: Newspix.pl / Kamil Swirydowicz / Cyfrasport
Mecz Jagiellonii Białystok z Rakowem Częstochowa był ostatnim spotkaniem Ekstraklasy, które zaplanowano na niedzielę 1 sierpnia. Drugi z wymienionych zespołów przystąpił do tego starcia mocno osłabiony personalnie i było to wyraźnie widać na boisku.

Z różnych względów trener Rakowa zdecydował się nie wystawiać przeciwko Jagiellonii kilku ważnych zawodników. Ivi nawet nie znalazł się w kadrze, na ławce zasiedli Wdowiak, Tudor, Cebula, Kun czy Gutkovskis. W efekcie zespół ten zaprezentował się bardzo słabo i ostatecznie uległ Jagiellonii, mimo że ta długo nie olśniewała swoją grą.

Kilka minut, które wstrząsnęły Rakowem

Przez pierwsze dwa kwadranse na boisku nie działo się nic, jednak to Raków zawodził bardziej. Podopieczni Marka Papszuna grali równie nijako, co w starciach z Suduvą w eliminacjach Ligi Konferencji. Jagiellonia natomiast była cierpliwa, ale też nie przekładało się to na dobre sytuacje bramkowe.

Dopiero w 34. minucie dostaliśmy jakiś konkret, a dokładnie bramkę autorstwa Romanczuka. Jego uderzenie sprzed pola karnego było ładne, ale cała akcja zrodziła się z chaosu. Wydawało się, że z tej sytuacji nic już nie będzie, kiedy chwilę wcześniej Nastić skiksował, próbując strzelić z woleja, ale jeden z częstochowian wybił piłkę wprost pod nogi defensywnego pomocnika, który okazał się dla nich bezlitosny. Trzy minuty później było już 2:0 po trafieniu Imaza, który swojego gola strzelił na raty. Najpierw uderzył głową prosto w Perkinsa, lecz piłka odbiła się i znów trafiła do Hiszpana. Lewą nogą uderzył już skutecznie.

Nie pomogły ani zmiany, ani tym bardziej racowisko

W drugiej połowie Marek Papszun posłał do boju kilku wcześniej wymienionych wielkich nieobecnych, aczkolwiek nie przełożyło się to na zdobycze bramkowe. Płynność akcji Rakowa faktycznie wzrosła, atakujący tej drużyny rozegrali parę szybkich akcji opartych na podaniach z pierwszej piłki, ale defensywa gospodarzy spisywała się bezbłędnie, szczególnie Pazdan.

Przeciwników łapiących rytm postanowili z niego wybić… Kibice Jagiellonii. Około 70 minuty mecz zamienił się w racowisko i gra została przerwana na mniej więcej osiem minut. W końcówce spotkania częstochowian dobił ten, który rozpoczął strzelanie w tym starciu. Romanczuk dostał dośrodkowanie z rzutu rożnego idealnie na głowę, a że nikt go nie pilnował, z łatwością pokonał Kovacevicia i ustalił wynik meczu na 3:0.

twitterCzytaj też:
Dwie czerwone kartki i końcówka pełna zwrotów akcji. Śląsk Wrocław wymęczył triumf z Cracovią

Źródło: WPROST.pl
 0

Czytaj także