Ślepsk Malow Suwałki to zakochani po uszy kibice
Artykuł sponsorowany

Ślepsk Malow Suwałki to zakochani po uszy kibice

Ślepsk Małow Suwałki
Ślepsk Małow SuwałkiŹródło:Materiały prasowe
Ważna jest również odpowiedzialność społeczna. Nie wiem czy jesteśmy dziś w stanie docenić sukces, który wspólnie osiągamy. Do Suwałk przyjeżdżają wybitni sportowcy w swojej dziedzinie. Medaliści igrzysk olimpijskich, mistrzostw świata, mistrzostw Europy, mistrzowie poszczególnych lig, mistrzowie Polski, zwycięzcy ligi mistrzów – mówi w rozmowie z Wprost Wojciech Winnik, prezes siatkarskiej drużyny, na co dzień grającej w PlusLidze Ślepsk Malow Suwałki.

Jak wyglądały początki klubu z Pana perspektywy?

Wojciech Winnik, prezes Ślepsk Malow Suwałki: Klub powstał w 2004 roku, w Augustowie. Po latach walki w drugiej lidze i zdobyciu awansu na zaplecze PlusLigi w 2009 roku doszło do przeniesienia zespołu do Suwałk. Wszystko za sprawą Śp. Józefa Gajewskiego, ówczesnego prezydenta miasta. Osobiście dołączyłem do biało-niebieskich w 2012 roku i już wtedy był to zespół walczący w pierwszej lidze, cały czas poszukujący swojej tożsamości, a jednocześnie gruntujący swoją pozycję na pierwszoligowych parkietach. Wspólnie z rodziną Państwa Wiszniewskich rozpoczęliśmy drogę ku dalszemu rozwojowi klubu. Niespełna trzy lata później, w 2015 roku, powierzono mi funkcję dość nietypową, bowiem musiałem łączyć obowiązki zawodnicze z funkcją prezesa klubu. Był to dla mnie jasny sygnał do rozpoczęcia budowy zespołu, który w przyszłości pokusi się o awans do PlusLigi.

Jak doszło do powrotu Wojciecha Winnika do Suwałk?

Historia jest taka, że po dość trudnym sezonie w Olsztynie i kontuzji, która mi się przytrafiła, nie miałem po zakończeniu sezonu 2011/2012 zadowalających mnie propozycji z innych klubów. Zdecydowałem się wrócić do Suwałk, do rodzinnego miasta, aby w pełni zregenerować swój organizm, a jednocześnie cierpliwie poczekać na rozwój sytuacji. W międzyczasie rozpocząłem przygotowania do kolejnego sezonu ze Ślepskiem Suwałki (obecnie Ślepsk Malow Suwałki). Po upłynięciu dwóch tygodni Michał Wiszniewski, ówczesny prezes suwalskiego klubu, zaczął namawiać mnie do pozostania w Suwałkach i wniesieniu doświadczenia zebranego w PlusLidze do stale rozwijającej się drużyny. Atmosfera panująca w klubie, dobrze zbilansowany zespół i sztab szkoleniowy pozwalający na dalszy rozwój pomogły mi w podjęciu decyzji o rozpoczęciu sezonu na pierwszoligowych parkietach. Pojawiły się później oferty z lig francuskiej i belgijskiej, ale zdania nie zmieniłem.

Jak po latach ocenia Pan słuszność tej decyzji?

To decyzja, która wiele w moim życiu zmieniła. Rozpoczynając od czynników sportowych, a kończąc na sferze prywatnej. Ostatnie dziesięć lat to okres bardzo wytężonej pracy. Pierwszoligowa, solidna drużyna stała się prężnie rozwijającym się siatkarskim ośrodkiem, z ambicjami na grę o wysokie lokaty w PlusLidze. To właśnie w Suwałkach, po powrocie z Olsztyna, poznałem moją żonę, z którą do dziś prowadzimy wspólny biznes. Urodziła mi się w tym czasie dwójka dzieci - Antoś i Zosia. Przedszkole i żłobek, które prowadzimy wspólnie z żoną, to najstarsza, a zarazem największa, niepubliczna placówka w mieście. Warto dodać, że mają one sportowy charakter. Dzieci rozwijają swoje umiejętności w komfortowych warunkach, w oparciu o nowoczesne, nierzadko innowacyjne systemy nauki.

Jak trudne było łączenie obowiązków zawodniczych i funkcji prezesa klubu?

Na początku wydawało mi się to niemożliwe. Pierwsza liga to zawodowe granie. Dwa treningi dziennie, wyjazdy. Bywały momenty, że organizm odmawiał posłuszeństwa. Determinacja i reorganizacja życia pozwoliła mi jednak wszystko dobrze poukładać i połączyć te dwa etaty. Rozpocząłem od wcześniejszego wstawania. Dzień rozpoczynałem od spraw formalnych i typowo organizacyjnych. W momencie, w którym moi koledzy z boiska wybierali się na lunch po porannym treningu, ja wracałem do biura i pracowałem na rzecz klubu. Każdy taki dzień kończyłem wieczornym treningiem. Koło się zamykało. Czasami zastanawiam się jak wytrzymałem ten okres, ale udało się.

Czy na przestrzeni lat jest Pan zadowolony z obranej drogi? W jakim kierunku zmierza Ślepsk Malow Suwałki?

Nie wszystko udało się zrealizować, bo zawsze można zrobić coś lepiej, coś więcej dodać od siebie. Wiele pomysłów siedzi nam w głowach, wiele rzeczy w bieżącym funkcjonowaniu wymaga poprawy. Gdybym miał jednak ocenić ostatnią dekadę, bez zastanowienia postawiłbym szkolną "5" z plusem. Gra w najwyższej klasie rozgrywkowej, elitarnej PlusLidze, była tak odległym marzeniem, a wręcz nieosiągalnym. Ostatnie lata pracy pokazały, że jesteśmy w czubie klubów pierwszej ligi, co krok po kroku złożyło się na awans, powstanie Hali Sportowo-Widowiskowej "Suwałki Arena" i stałe gruntowanie pozycji na siatkarskiej mapie Polski. Wiele podejmowanych obecnie działań ma jednak charakter krótkoterminowy. Los podrzuca nam różne kłody. Rozpoczynając od pandemii, a kończąc na napiętej sytuacji geopolitycznej. Patrzymy jednak w przyszłość z optymizmem i stale dążymy do zbudowania zawodników, którzy w przyszłości powalczą o europejskie puchary. Suwałki są miastem o średniej wielkości, ale drzemią tu duże ambicje. Wierzę, że znajdziemy pomysł i sposób na sfinansowanie tego projektu na tyle, że marzenia staną się rzeczywistością.

Śleps Małow Suwałki

Walka z klubami finansowanymi przez spółki skarbu państwa nie jest łatwa. Gdzie dostrzegacie Państwo szansę na doścignięcie krajowych potentatów?

W czasach gry na pierwszoligowych boiskach stworzyliśmy hasło: "Razem możemy więcej", które stało się naszą klubową filozofią. Patrząc na ostatnie lata wiem, że wspólnymi działaniami możemy osiągnąć wiele. Oczywiście, zawsze jest łatwiej mieć u swojego boku finansowego giganta, który jest pewnego rodzaju parasolem ochronnym. Czasy, w których obecnie żyjemy, są tego dowodem. Czerpiemy jednak garściami z dużej grupy partnerów, których posiadamy i czuję, że ciężką pracą, zawziętością oraz determinacją, jesteśmy w stanie napsuć sporo sportowej krwi klubom o zdecydowanie większym budżecie. Wspólnota, którą tworzymy z naszymi sponsorami i kibicami, w mojej ocenie wyróżnia nas w kraju.

Jak wsparcie udzielane klubowi przez Województwo Podlaskie wpływa na jego działalność?

Współpraca z Urzędem Marszałkowskim w Białymstoku rozpoczęła się w 2019 roku. To wartość nieprzeceniona. Nie powiem, że na wagę złota, ponieważ liczymy na stały rozwój tej współpracy i dostrzegamy wiele obszarów, w których możemy tego dokonać. Podejmujemy wiele wspólnych działań. Pierwszym z nich była organizacja klubowego, obrandowanego autokaru, który na co dzień jest pojazdem rejsowym, będącym w bieżącym użytkowaniu jednej z wojewódzkich spółek. Budujemy siatkarską jedność nie tylko w obrębie Suwałk. Zauważamy, że sukcesy naszego zespołu dostrzegane są również w całym województwie podlaskim. Jesteśmy za to bardzo wdzięczni.

Jak odebrał Pan wiadomość o przyznaniu nagrody „Orły Wprost”?

Szczerze mówiąc byłem bardzo zaskoczony. Jadąc do Białegostoku na uroczystą galę miałem przekonanie, że będę odbierał nagrodę przyznaną klubowi, jako jednostce promującej region. Okazało się jednak, że wystąpienie, które ułożyłem w swojej głowie w czasie podróży, będę musiał nieco zmodyfikować… Każda indywidualna nagroda, wśród tak znakomitego grona ludzi i o tak prestiżowym charakterze, jest czymś, co trudno opisać słowami. Dawniej otrzymywałem wyróżnienia za postawy czysto sportowe, tym razem jednak z dumą trzymałem w rękach nagrodę za działalność na rzecz lokalnego sportu. Kiedy odbierałem nagrodę „Włócznię Jaćwingów” z rąk Prezydenta Miasta Suwałk powiedziałem, że wierzę, że jest ona orężem w walce o PlusLigę. Tak też się stało. Awansowaliśmy po dwóch latach sportowej rywalizacji. Podobnie było i tym razem. Wierzę, że ten orzeł uskrzydli nasz klub, abyśmy pofrunęli wysoko, w kierunku naszych marzeń o grze w europejskich pucharach.

Marka klubu wśród lokalnej społeczności zdaje się rosnąć niemal rokrocznie. Jak ocenia Pan zaangażowanie mieszkańców regionu w codzienną działalność Ślepska Malow Suwałki?

To, że sporo mówi się o siatkówce w Suwałkach, dawniej było w sferze marzeń. Dyskutuje się sporo. Czasem lepiej, czasem gorzej, ale mam poczucie, że ludzie żyją tym sportem. Nierzadko docierają do mnie różne komentarze. Nie wszystkie są zadowalające, co jest czymś naturalnym, ale Ślepsk Malow Suwałki stał się klubem, który interesuje. Prężnie działa Klub Kibica, który podąża za drużyną po całym kraju, pokonując setki kilometrów nawet w dni robocze. Sporo w działaniach promocyjnych i angażujących lokalną społeczność namieszał okres pandemiczny, który w mojej ocenie spustoszył nieco sportowe areny w całym kraju. Warto przypomnieć, że w naszym historycznym sezonie w PlusLidze po bilety ustawiały się długie kolejki, a drugie tyle musiało obejrzeć mecz przed telewizorem, z uwagi na brak dostępności wejściówek. Wierzę, że sezon 2021/2022 będzie jednak kamieniem milowym w tej nowej rzeczywistości. Kibice doświadczyli, że cały czas można świetnie bawić się w hali i cieszyć sportem na najwyższym poziomie. To zupełnie inne doznania. Bardzo byśmy chcieli, aby Hala Sportowo-Widowiskowa „Suwałki Arena” znów wypełniała się do ostatniego krzesełka.

Dlaczego w Pańskiej ocenie warto zostać partnerem klubu?

Dostrzegam w tym same plusy. Bardzo ciekawa i stale rozwijająca się społeczność jest jednym z nich. Obecność w gronie osób czynnie wspierających zespół otwiera nowe możliwości. Dbamy także o tych najmłodszych, m.in. poprzez utworzenie strefy dziecka, gdzie najmłodsze pociechy mogą bawić się pod opieką wykwalifikowanych animatorów w czasie ligowych meczów Ślepska Malow Suwałki. Ważna jest również odpowiedzialność społeczna. Nie wiem czy jesteśmy dziś w stanie docenić sukces, który wspólnie osiągamy. Do Suwałk przyjeżdżają wybitni sportowcy w swojej dziedzinie. Medaliści igrzysk olimpijskich, mistrzostw świata, mistrzostw Europy, mistrzowie poszczególnych lig, mistrzowie Polski, zwycięzcy ligi mistrzów. Tworzymy z ponad osiemdziesięcioma partnerami projekt, który na stałe wpisuje się w sportowej historii regionu. Siatkówka, na tym poziomie, to także świetne wartości ekspozycyjne marki. Wszystkie mecze PlusLigi są transmitowane na antenach ogólnopolskich mediów. Uważam, że zdecydowanie taniej jest zainwestować klub, niż wykupić tę reklamę w telewizji. Siatkówka jest sportem bardzo medialnym. Nie wyobrażam sobie projektu o nazwie "Ślepsk Malow Suwałki" bez tych dziesiątek zakochanych po uszy w sporcie ludzi. Cieszę się, że są razem z nami.