Koszmar polskich pływaków. Kozakiewicz ostro: To wina Polskiego Związku Pływackiego i prezesa Słomińskiego

Koszmar polskich pływaków. Kozakiewicz ostro: To wina Polskiego Związku Pływackiego i prezesa Słomińskiego

Jan Kozakiewicz
Jan Kozakiewicz / Źródło: Instagram
Dowiadywanie się o takiej sytuacji na półtora tygodnia przed najważniejszymi zawodami w życiu to absurd, najwyższy czas na zmianę zarządu Polskiego Związku Pływackiego – mówi „Wprost” Jan Kozakiewicz, mistrz i rekordzista Polski w pływaniu, który ma reprezentować Polskę na Igrzyskach Olimpijskich w Tokio, choć wciąż nie wiadomo, czy mimo kwalifikacji mu się to uda.

Chciałam rozmawiać jedynie o twojej drodze na sportowy szczyt, ale muszę zacząć od pytania, czy w ogóle popłyniesz w Tokio?

Prawdopodobnie zostanę przywrócony do składu sztafet, ale i tak 6 osób ze składu naszej reprezentacji wypadnie (rozmawialiśmy tuż przed oficjalnym komunikatem to potwierdzającym – red.). Mam wrażenie, że to jakiś koszmarny sen, że to się nie dzieje naprawdę. Nie mam pojęcia jak można spieprzyć coś, co potencjalnie powinno być przygodą naszego-sportowców życia.

Zacznijmy od początku. Sześciu polskich reprezentantów wróci do kraju. Nie znaleźli się na listach startowych.

Światowa Federacja Pływacka, w kontekście Igrzysk Olimpijskich podlegająca Międzynarodowemu Komitetowi Olimpijskiemu, podważyła zasadność naszych kwalifikacji. Moich i jeszcze pięciu innych zawodników.

Podważyła upominając wcześniej Polski Związek Pływacki dwa, czy trzy razy. Ale związek nie reagował na uwagi, że reprezentantów na liście jest za dużo, nie poprawiliśmy tej listy, federacja potraktowała to jednoznacznie, wykreślając sześć osób. W tym mnie.

Morale w zespole umarło.

Czytaj też:
Tokio 2020. Przez błąd nie wezmą udziału w igrzyskach. Jest decyzja ws. polskich pływaków

Sytuację Mateusza Chowańca, Jakuba Kraski, Pauliny Pedy, Aleksandry Polańskiej, Alicji Tchórz i twoją, jako pierwszy opisał „Przegląd Sportowy”. Chodzi o to, że uzyskaliście na igrzyska minimum B, które daje prawo startu w sztafecie, a indywidualnie tylko w konkurencjach nieobsadzonych przez innych Polaków. Jak tłumaczył w rozmowie z dziennikarzami prezes Polskiego Związku Pływackiego, Paweł Słomiński, przepisy FINA mówią, że do pięciu zespołów sztafetowych można zgłosić maksimum 10 zawodników z uzyskanym minimum B. Jak dodał, „my tę normę przekroczyliśmy, mieliśmy zgłoszonych 14 takich zawodników”.

Dowiadywanie się o takiej sytuacji na półtora tygodnia przed najważniejszymi zawodami w życiu to absurd, najwyższy czas na zmianę zarządu Polskiego Związku Pływackiego. Nie widzę scenariusza, w którym ktoś nie byłby pokrzywdzony. Nie potrafię sobie wyobrazić bardziej obciążającej psychicznie sportowca sytuacji.

Przed startem najważniejszy jest spokój psychiczny, szczególnie w ostatnich tygodniach poprzedzających zawody. A tego spokoju nie mamy. Naprawdę ciężko racjonalizować sytuację na tyle, by się odciąć od widma zmarnowanych Igrzysk.

Zresztą nie za same kuriozalne problemy z listami polskich reprezentantów Polski Związek Pływacki powinien ponieść odpowiedzialność. Warunki, w których przyszło nam trenować teraz, w oczekiwaniu na ostateczną decyzję, też nie są idealne. Tu wina nie leży po stronie organizatorów.

Artykuł został opublikowany w 29/2021 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 2

Czytaj także