Polaków krzyk pod wodą. Bojkot igrzysk olimpijskich miałby sens tylko pod jednym warunkiem

Polaków krzyk pod wodą. Bojkot igrzysk olimpijskich miałby sens tylko pod jednym warunkiem

Thomas Bach, prezydent MKOl
Thomas Bach, prezydent MKOl Źródło: Newspix.pl / Zuma / Xinhua
Mierzi mnie temat potencjalnego bojkotu igrzysk olimpijskich w Paryżu przez Polskę. Niby rozumiem i doceniam ideę, ale jednocześnie uważam, że to właśnie Biało-Czerwoni mogą stracić najwięcej. Bunt zaś miałby sens wyłącznie wtedy, gdyby spełniony został jeden niezbędny warunek.

Trudno zrozumieć to, co właśnie dzieje się w Międzynarodowym Komitecie Olimpijskim. Nie ma dnia, by w światowych mediach nie pojawiły się kolejne informacje na temat tego, jak Rosja i Białoruś próbują wrócić na sportowe salony bocznymi drzwiami, a MKOl im w tym pomaga. Władze federacji przekonują, że przedstawiciele dwóch państw-agresorów powinni móc występować w IO przynajmniej pod neutralną flagą. Innymi słowy – ktoś tu kogoś próbuje zrobić w balona, więc trudno się dziwić, że głosy o bojkocie są podnoszone.

Kamil Bortniczuk nawołuje do bojkotu Igrzysk Olimpijskich, ale czy słusznie?

W Polsce głośno powiedział o nim Kamil Bortniczuk. Gdy słuchałem jego wypowiedzi na ten temat w TVP Info, potakiwałem głową. Tak, to jest słuszne podejście. Owszem, tak trzeba zrobić. Jasne, są rzeczy ważne i ważniejsze.

To jednak tylko pierwsza myśl. Druga, trzecia i kolejne już takie radykalne nie były. Wydaje mi się, że nie sam gest będzie miał w tym wypadku znaczenie, lecz jego skala. W tym kontekście warto więc zadań sobie pytanie – czy nie wyskoczymy przed szereg? Bo jeśli tak, to jedynie polscy sportowcy na tym stracą. MKOl oraz Igrzyska Olimpijskie sobie poradzą, symboliczna decyzja nie zmieni nic i zostanie zapomniana. Nie o to chyba nam chodzi?

Historia jest w tym kontekście bezwzględna. Bojkotów w historii igrzysk kilka było, ale… O ilu pamiętamy tak z marszu? Bez buszowania po wyszukiwarkach?

W tym momencie tekstu należałoby zrobić chwilę przerwy, by poszukać w swojej głowie odpowiedzi na to pytanie.

twitter

Historia rozwiewa wątpliwości

Stawiam dolary przeciwko orzechom, że w lwiej części byłaby pustka, ewentualnie wspomnienie o imprezie w Los Angeles w 1984 roku, kiedy to akurat Polska stała (z przymusu) po tej gorszej, komunistycznej stronie. Nie ukrywajmy, raczej z politycznego przymusu w ramach nieszczęsnej „przyjaźni” z ZSRR, a nie realnym podejściem do sprawy. Był to odwet za wydarzenia sprzed czterech lat, gdy prezydent USA domagał się odebrania Moskwie możliwości zorganizowania igrzysk ze względu na atak na Afganistan. Mimo że do bojkotu przyłączyło się kilkadziesiąt państw, impreza odbyła się bez większych zakłóceń. Podobnie jak w Los Angeles, gdzie nikt za blokiem komunistycznym nie płakał.

Tak samo, jak w 1976 nikt nie tęsknił za państwami afrykańskimi, które zbuntowały się, ze względu na dopuszczenie do igrzysk Nowej Zelandii, za utrzymywanie sportowych stosunków (w rugby) z marginalizowaną RPA (ze względu na apartheid).

Z perspektywy historycznej Igrzyska i MKOl świetnie poradziły sobie także mimo protestów z 1956 roku, kiedy to z udziału wycofały się Egipt, Irak, Kambodża oraz Liban. Kraje te stawiły opór, ponieważ do IO mogli przystąpić zawodnicy z Wielkiej Brytanii, Francji i Izraela, mimo że wspólnie zaatakowały one Egipt, chcąc przejąć w swoją strefę wpływów Kanał Sueski. Z kolei Holandia, Hiszpania i Szwajcaria zrezygnowały, sprzeciwiając się masakrze, do której doszło na Węgrzech w 1956, gdzie miejscowa rewolucja została brutalnie stłumiona przez ZSRR.

Co łączy wszystkie wymienione przypadki? Ano fakt, że za każdym razem z igrzysk musieli rezygnować nie ci, co powinni zostać wywaleni bez większej dyskusji, lecz ci, których dotykała krzywda, albo ci, którzy na krzywdę innych byli wrażliwi.

Jeśli sytuacja powtórzy się również w przypadku IO w Paryżu, będę oburzony, a z drugiej strony zdziwi mnie to równie mocno, co opady śniegu w styczniu.

Czytaj też:
Były siatkarz nie chce bojkotu igrzysk olimpijskich. Podał jeden konkretny powód

Obrzydliwy jak Thomas Bach, prezydent MKOl

W tym kontekście obrzydliwe jest więc działanie Thomasa Bacha, prezydenta MKOl, który ostatnio zwrócił się do Ukraińskiej federacji z kuriozalnymi pretensjami. W dużym skrócie: szef światowej organizacji przekonywał, że grożenie bojkotem, mającym związek z wojną i chęcią dopuszczenia do startów w IO sportowców z krajów-agresorów, stanowi pogwałcenie Karty Olimpijskiej i jest sprzeczne z rezolucją ONZ dotyczącą dyskryminacji w ruchu olimpijskim.

Według tej logiki Bacha, jednocześnie pogwałceniem Karty Olimpijskiej i przepisów ONZ nie jest:

  • inwazja wojskowa na sąsiednie państwo,
  • toczenie krwawej wojny przez rok,
  • regularne dokonywanie masakr na ludności cywilnej przez żołnierzy z armii agresora,
  • ostrzeliwanie budynków cywilnych broniącego się państwa,
  • jawne grożenie wielu innym krajom,
  • prowadzenie ogólnoświatowej propagandy na rzecz poparcia dla wojny wywołanej w imię wyimaginowanych idei (denazyfikacja Ukrainy i tym podobne).

Napisać, że to się kupy nie trzyma, to jak nie napisać nic. Rzecz w tym, że z perspektywy historii nie trzymało się jej prawie nigdy.

Bojkot Igrzysk Olimpijskich w Paryżu może się udać, ale pod jednym warunkiem

Druga lekcja, która z tego płynie, to to, że bojkot może mieć sens jedynie w przypadku, gdy zdecyduje się na niego wielu. Nie 3 państwa, nie 10, nawet nie dwa razy tyle. Tu potrzeba jest niemal ogólnoświatowego ruchu, w którym udział wezmą także ci najwięksi. Ostatnio ultimatum postawili Łotysze – albo na IO pojadą oni, albo Rosjanie i Białorusini. Z całym szacunkiem – wydaje mi się, że wybór MKOl-u będzie oczywisty i bynajmniej nie na korzyść tego niespełna dwumilionowego kraju.

Żeby coś takim protestem wskórać, musieliby do niego dołączyć giganci. Czyli w moim mniemaniu te państwa, które na gospodarczo-politycznej mapie świata mają największe znaczenie i których sportowcy co cztery lata zdobywają garść medali. Innymi słowy – na igrzyska musiałoby nie pojechać tyle gwiazd, by sportowo straciły sens, marketingowo i finansowo nie miały sensu się spiąć a do tego stracić niemal cały swój prestiż.

Szkoda, że Chiny stoją w tej rozgrywce po złej stronie. Ale już Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Japonia, Australia… Jeśli tego rodzaju kraje w jednoznaczny sposób postawią weto, wtedy cała akcja będzie miała sens. Natomiast jeżeli Polska będzie w swoim ultimatum odosobniona, nie osiągnie nic.

Łatwo mówić

Nie ma się bowiem co oszukiwać – decyzja o rezygnacji z udziału w IO będzie miała wymiar polityczny, a nie sportowy. Dobro naszych reprezentantów zejdzie na dalszy plan. Z jednej strony da się to zrozumieć. Z drugiej strony to jednak też straszne.

Jakkolwiek spojrzeć brak możliwości wyjazdu do Paryża to katastrofa dla każdego sportowca. Złamanie jego marzeń, a także zaprzepaszczenie wieloletnich starań, aby wspiąć się na ten niedostępny dla wielu poziom, który pozwala wystąpić w elitarnym gronie. Jak zmotywować się do wytężonej pracy i kolejnych kilku sezonów poświęceń? Jak odnaleźć w sobie ikrę do dalszego uprawiania sportu, jeśli – w wielu przypadkach – przepadnie prawdopodobnie jedyna szansa, aby wystąpić na igrzyskach? Jak podnieść się z kolan i dalej w siebie inwestować, gdy zabraknie pieniędzy, gdy marzenie o emeryturze olimpijskiej się rozwieje, gdy tysiące złotych poświęcone na treningi pójdą w błoto? Tu już nie chodzi jedynie ominięcie jednych z wielu igrzysk, lecz złamanie życiowych nadziei.

Ci, którzy do bojkotu namawiają, nigdy tego wszystkiego nie doświadczą. Nie zmieni on ich żyć w tak drastyczny sposób, więc łatwo im mówić. Sądzę więc, że akcenty w tym politycznym nacisku na MKOl powinny zostać zmienione. Zamiast kłaść główny nacisk na bojkot, lepiej byłoby wywierać bezpośrednią presję na to, aby Rosjan i Białorusinów nadal marginalizować. Tymczasem proporcje zostały nieco zachwiane – główna narracja częściej skupia się na potencjalnym buncie, a nie sednie problemu, czyli utrzymaniu całkowitego wykluczenia sportowców z obu agresywnych krajów.

Przykłady ze świata piłki nożnej – de facto najbardziej przeżartego brutalną komercjalizacją sportu – pokazują jednak, iż presja ma sens. Spartaka Moskwa czy innego Zenita Sankt Petersburg w rozgrywkach międzynarodowych nie uświadczymy i w najbliższym czasie się to nie zmieni. Podobnie rzecz ma się z kadrą Rosji, jeśli chodzi o eliminacje Euro 2024, czy wcześniejsze wyrzucenie jej z mundialowych baraży.

Tamta presja miała sens, choć trudno nie odnieść wrażenia, że wówczas była wywierana – banalnie rzecz ujmując – w sposób bardziej celny. Chodziło o to, by wyrzucić Sborną, a nie samych siebie. Główny przekaz brzmiał: „Rosję trzeba sankcjonować i wyeliminować ze wszystkich międzynarodowych rozgrywek”, a nie „jeśli Rosję dopuścicie, to my dziękujemy”. Różnica jest niby subtelna, ale ogromna i w kontekście igrzysk powinno to wyglądać podobnie. Powinno, bo aktualnie nie wygląda.

Polaków krzyk pod wodą

Czy warto więc aż tak poświęcać się w imię ryzykownej idei, jaką jest bojkot igrzysk, który w dodatku może nie przynieść żadnej korzyści, a wiele strat owszem? Moim zdaniem nie.

Jeśli już, znacznie bardziej wartościowym ryzykiem byłoby pojechanie do Paryża i ewentualne manifestowanie sprzeciwu już tam na miejscu. W wywiadzie udzielanym zaraz po zawodach, podczas ceremonii medalowej, na konferencji prasowej...

Owszem, to też może wiązać się z drastycznymi konsekwencjami. Myślę jednak, iż tego typu sprzeciw miałby zdecydowanie większą szansę na to, by zostać usłyszany, niż odgórny bojkot podyktowany z pobudek politycznych. Jego paradoks polegałby na tym, że sami siebie pozbawilibyśmy głosu. Nie byłoby nas w epicentrum wydarzeń, nie wskóralibyśmy nic. Ze sceny zawsze lepiej słychać niż zza bocznych drzwi.

Cieszy jednak sam fakt, że ktokolwiek próbuje lobbować i robić taki pressing na MKOl-u, by ostatecznie zmusić go do kategorycznego wykluczenia Rosjan i Białorusinów z igrzysk. Na razie jeszcze nie jest skuteczny, ale naiwnie wierzę, że gdy kolejne kraje, oby te największe, kraje również postawią się Thomasowi Bachowi i jego świcie, nie trzeba będzie uciekać się do tak desperackich i samokrzywdzących kroków jak bojkot.

Ten jedynie w makroskali może działać. Pojedynczo nie ma sensu, ponieważ sprawi, że nie stracą rosyjscy i białoruscy sportowcy, lecz nasi. Taki bunt byłby równie głośny i znaczący, co krzyk pod wodą.

Czytaj też:
Polski sędzia stawia ultimatum. Igrzyska bez Rosji lub brak wyjazdu
Czytaj też:
Polska zbojkotuje igrzyska olimpijskie? Bortniczuk: Musimy być na to gotowi

Źródło: WPROST.pl