Przekleństwo Lewandowskiego

Przekleństwo Lewandowskiego

Dodano:   /  Zmieniono: 11
Gwiazda polskiej piłki, uznawany za najlepszego środkowego napastnika świata, człowiek, który spogląda na nas z billboardów, reklam w internecie, jest naszym przekleństwem. Może strzeli kilka bramek na mistrzostwach Europy, może da nam kilka chwil radości, ale na dobre przeorał marzenia młodych Polaków.

Taki Lewandowski mógłby sobie spokojnie funkcjonować, gdybyśmy mieli ze dwóch ekscentrycznych noblistów, kilku światowej sławy skrzypków, gdyby jeden z trzech tenorów był Polakiem, a w amerykańskich produkcjach co jakiś czas widzielibyśmy rodzimą gwiazdę. Ale nic z tego. Nie mamy już papieża, Wałęsa okazał się „Bolkiem”, Izabella Scorupco zagrała tylko dziewczynę Bonda, a potem jej gwiazda przygasła, naukowiec, który miał szansę na zaszczyty, okazał się współpracownikiem bezpieki, a wielcy niegdyś aktorzy ośmieszają się wypowiedziami o polityce. Nikt nie rozpala dziś tak wyobraźni młodych chłopców jak Robert Lewandowski. Zarabia miliony euro, bramki strzela na zawołanie, nie ma żadnych kompleksów, a w telewizji wypowiada się czytelniej niż większość intelektualistów. Na dodatek ma atrakcyjną żonę, która robi dodatkowe show. Żeby jeszcze Lewandowski źle się prowadził, był autorem skandali, burd czy zadym. Nic z tych rzeczy. Jest facetem, którego każda matka i każdy ojciec chcieliby mieć za zięcia, a każda dziewczyna za męża.

Niby powinniśmy się cieszyć z tego, że jest Polak, któremu się udało. Ale dlaczego to akurat musiał być piłkarz? Jak wytłumaczyć teraz ośmio-, dziesięcio- czy dwunastolatkowi, że powinien się uczyć? Że powinien długie godziny spędzać na żmudnych ćwiczeniach gry na skrzypcach, że matematyka to coś więcej niż liczenie pieniędzy, że czytanie książek rozwija wyobraźnię. Że wiedza jest bramą do wolności. Taki młody człowiek odpowie, że lepiej kopać piłkę, bo jest z tego kasa, popularność i szacunek. No, i co gorsze, będzie miał rację.

Z kim kojarzy się dziś człowiek z tytułem profesora? Z uzurpatorem, który jako sędzia stara się przyznać sobie władzę nadprezydenta, nadpremiera i nadmarszałka Sejmu. Z kim kojarzy się artysta? Z aktorem, który pisał przymilne listy do unurzanego we krwi szefa komunistycznej bezpieki. Z kim kojarzy się telewizyjna gwiazda? Z podstarzałym facetem, który udaje młodzieniaszka i robi karierę na wulgarności.

Nawet jeżeli sportowa rywalizacja też jest daleka od gry fair, to emocje, jakie budzi mecz piłkarski, są dużo czystsze. Nie przez przypadek więc to politycy zabiegają o względy sportowców i kibiców. A ministrowie i premierzy boją się ludzi, którzy nie wstydzą się swojej tożsamości. Tej klubowej, ale też przecież i patriotycznej.

Jeśli baner wywieszony na stadionie urasta do rangi pierwszoplanowego wydarzenia, a prezydent na żywo relacjonuje wydarzenia z szatni piłkarzy po zakwalifikowaniu się ich do Euro 2016, to muzycy, naukowcy, artyści, filozofowie nie mają szans. Muszą przegrać z Lewandowskim.

W starym dowcipie ojciec po powrocie z wywiadówki zamyka się z synem w gabinecie. Zamiast reprymendy pokazuje mu „Playboya”. Chłopak ogląda i drżącym głosem pyta: – Tato, z kim chodzą te wszystkie dziewczyny? – Z prymusami – odpowiada ojciec. Dziś powiedziałby jednak – z piłkarzami. Czasy, w których naukowiec mógł mieć romans z gwiazdą kina, już bezpowrotnie minęły. Z nimi motywacja młodych ludzi do nauki.

Cały felieton dostępny jest w 20/2016 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 11

Czytaj także