Antoni Piechniczek dla „Wprost”: Zwolnienie trenera to nie tylko jego porażka, lecz całego klubu

Antoni Piechniczek dla „Wprost”: Zwolnienie trenera to nie tylko jego porażka, lecz całego klubu

Antoni Piechniczek
Antoni Piechniczek Źródło: Newspix.pl / Łukasz Grochala / Cyfrasport
– Wiele zwolnień trenerów w polskim futbolu jest nieuzasadnionych, czasem nawet bezsensownych, ale każda przerwa to doskonały moment, by poszerzać swój warsztat lub uczyć się języków. To nie musi być czas zmarnowany – mówi „Wprost” Antoni Piechniczek, legendarny trener reprezentacji Polski.

Dariusz Tuzimek, „Wprost”: W ubiegłym tygodniu zwolniono z Lechii Gdańsk trenera Tomasza Kaczmarka. Człowieka, który wprowadził ten klub do europejskich pucharów. Miał być na lata, a przetrwał zaledwie rok. W Polsce chyba za bardzo nie szanuje się szkoleniowców, prawda?

Antoni Piechniczek: Zawsze chętnie bronię trenerów, bo uważam, że powinni dostawać szansę na wyciągnięcie drużyny z kryzysu, a z reguły takiej okazji nie dostają.

Tomasz Kaczmarek miał teraz w Lechii swój pierwszy poważny kryzys i go nie przetrwał. Nie siedzę w szatni gdańskiego klubu, więc trudno mi oceniać czy wyczerpała się chemia pomiędzy drużyną a szkoleniowcem i czy decyzja o zwolnieniu była na pewno koniecznością. Ale na pewno Kaczmarek dał się poznać jako zdolny człowiek, bo odnosił z drużyną sukcesy w poprzednim sezonie, czyli chyba zasłużył sobie na minimum zaufania.

Mnie się wydawało, że on dobrze kontynuował to, co całkiem udanie zbudował wcześniej w Lechii Piotr Stokowiec. Teraz pewnie było tak, że prezes Lechii rozmawiał z piłkarzami, pytał ich o współpracę z trenerem Kaczmarkiem, o perspektywy, o opinie i tak dalej. Nie wiem, jakie dostał odpowiedzi, ale zwolnienie szkoleniowca jest porażką nie tylko jego samego, lecz też całego klubu, w tym oczywiście osób, które go wcześniej zatrudniały. Przegranym nie jest wyłącznie trener, przegranym jest cała Lechia.

No właśnie, czy to nie jest tak, że prezes czy właściciel klubu, żeby mieć spokój z niezadowoleniem kibiców, rzuca im na pożarcie trenera, pokazując, że to właśnie on jest winny, bo zarząd przecież robi co może? A nowy trener to nowe otwarcie, nowe nadzieje – i w ten sposób zarządzający klubem kupują sobie trochę czasu. De facto często właśnie zwolnieniem trenera kryją własną niekompetencję.

Tak właśnie jest. Trener to szef projektu, któremu powierza się – niczym dyrektorowi – najważniejsze i najdroższe aktywa w przedsiębiorstwie, czyli piłkarzy. Logicznie rzecz biorąc, prezes czy właściciel powinien się bardzo dobrze i głęboko zastanowić komu oddaje w ręce te ekskluzywne, drogie „zabawki”. Skoro je powierza konkretnemu człowiekowi i ma do niego zaufanie, to nie powinien go tracić przy pierwszych trudnościach, jakie tamten napotyka.

Proszę się głębiej zastanowić: jeśli drużyna dołuje, przegrywa mecz za meczem, to czy to oznacza, że trener pracuje wtedy gorzej, mniej się przykłada do obowiązków niż wtedy kiedy wygrywał? Bardzo wątpliwe. Raczej jest odwrotnie. Taki szkoleniowiec nie śpi po nocach, szuka przyczyn złej formy drużyny, zastanawia się, gdzie popełnił błąd i często wychodzi z takiego kryzysu mądrzejszy i bogatszy w doświadczenie. Tylko że zazwyczaj nie ma już gdzie wprowadzić korekt, czegoś poprawić, bo został właśnie zwolniony.

Czytaj też:
Tomasz Kaczmarek, kozioł ofiarny z Lechii Gdańsk. Trener zapłacił posadą za cudze winy

Oczywiście nie chcę generalizować i ślepo bronić każdego trenera, bo przypadki są różne i dochodzi też do takich sytuacji, że formuła współpracy szkoleniowca z zespołem się wyczerpała czy trener jest wypalony, więc zatrudnienie nowego lidera staje się koniecznością. Chodzi tylko o to, by tej konieczności nie nadużywać.

Dobrze wybrany trener to jest ktoś, kto może podnieść wartość przedsiębiorstwa, więc tak naprawdę problem nie polega jedynie na tym, że trenerów się zwalnia. Raczej na tym, że się ich nieuważnie i bez przekonania zatrudnia. Jeżeli prezes zatrudni jakiegoś szkoleniowca z pełnym przekonaniem, to później za nim stoi, broni swojej decyzji. A jeśli nie broni, to świadczy to tylko o jakości pierwotnej decyzji o zatrudnieniu trenera. I to jest bardziej świadectwo o prezesie niż o zwalnianym trenerze.

Źródło: WPROST.pl
 0

Czytaj także