„Za nic nie mam do niego przekonania!” Radosław Kałużny ostro skrytykował reprezentanta Polski

„Za nic nie mam do niego przekonania!” Radosław Kałużny ostro skrytykował reprezentanta Polski

Wojciech Szczęsny
Wojciech Szczęsny / Źródło: Newspix.pl / Łukasz Grochala / Cyfrasport
Wojciech Szczęsny to jeden z winowajców przegranej reprezentacji Polski ze Słowacją. W 18. minucie meczu w pechowy sposób został autorem gola samobójczego, po którym Biało-Czerwoni nie potrafili odwrócić losów spotkania. To już kolejna wielka wpadka Szczęsnego na wielkim turnieju. Czy na pewno powinien być „jedynką” w naszej kadrze?

Bramkarz Juventusu to golkiper wielkiej klasy, aczkolwiek co jakiś czas daje powody do tego, by ostro go skrytykować. 15 czerwca reprezentacja Polski rozegrała swój pierwszy mecz na Euro 2020 ze Słowacją i poległa między innymi po samobójczym, choć pechowym trafieniu Szczęsnego właśnie. To mocny argument dla jego przeciwników, którzy woleliby oglądać w bramce Łukasza Fabiańskiego.

. Radosław Kałużny nie ufa Wojciechowi Szczęsnemu

Głos na ten temat zabrał między innymi Radosław Kałużny na łamach dzisiejszego wydania Przeglądu Sportowego. Były reprezentant Polski nie krył swoich sympatii i wątpliwości.

– W moim odczuciu przy pierwszym golu najbardziej zawiódł Szczęsny. Jest dobrym golkiperem, ale za nic nie mam do niego przekonania. Zdecydowanie pewniej czuję się, gdy broni Łukasz Fabiański. Jest bardziej przewidywalny. Nie kojarzę jego jakichś klopsów, a na pewno miał wiele występów oraz interwencji na wysokim poziomie. „Fabian” nigdy nas nie zawiódł, ale kolejni trenerzy kadry widzą Szczęsnego między słupkami. Za nic tego nie zrozumiem, jak można bramkarzowi wtłuc gola „krótki róg”, a on przecież mierzy niemal dwa metry. Stoi przy bliższym słupku i dostaje gola. No nie... – powiedział Kałużny

Euro 2020. największym pechowcem w kadrze

Tezę postawioną przez dawnego środkowego obrońcę da się zrozumieć. Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że był to już czwarty turniej, w którym Wojciech Szczęsny wziął udział i praktycznie w każdym albo popełniał kluczowy błąd, albo skrajnie brakowało mu szczęścia. W 2012 roku zobaczył czerwoną kartkę w starciu z Grecją, w 2016 doznał kontuzji po pierwszym meczu z Irlandią Północną, w 2018 przez jego niepotrzebne wyjście przegraliśmy z Senegalem, a w 2021 strzelił gola samobójczego. Trudno znaleźć większego pechowca wśród Biało-Czerwonych.

Czytaj też:
„Nie chcę robić z siebie klauna”. Grzegorz Krychowiak bije się w pierś po meczu ze Słowacją

Źródło: Przegląd Sportowy
+
 1

Czytaj także