Za nami rok krętacza. Polska piłka musi zacząć trzeźwieć

Za nami rok krętacza. Polska piłka musi zacząć trzeźwieć

Czesław Michniewicz
Czesław Michniewicz Źródło: Newspix.pl
Rozegranie najgorszego meczu na mundialu nie jest sukcesem, gorączkowe sprawdzanie wyniku z innego stadionu po ostatnim meczu grupowym nie jest awansem „zawdzięczanym tylko sobie”, „laga na Roberta” nie jest taktyką, którą ktokolwiek chce oglądać, dziennikarze (w większości) nie są fantastami i pijakami, pieniądze z premii nie były wirtualne, Czesław Michniewicz nie jest już trenerem kadry.

Kiedy obejmował kadrę, „Przegląd Sportowy” głosił, że „podzielił Polskę”, Stefan Szczepek pisał w „Rzeczpospolitej”, że „wolałby z Nawałką zgubić, niż z Michniewiczem znaleźć”, a ludzie znający pojęcie elementarnej przyzwoitości szczypali się, żeby sprawdzić, czy to aby nie sen.

Niestety, nie był to sen. Koszmar na jawie pod tytułem: „ selekcjonerem piłkarskiej reprezentacji Polski w piłce nożnej” dobiega końca po czarnych 11 miesiącach.

Na co liczyli włodarze PZPN, zatrudniając Michniewicza niemal rok temu? Celem był oczywiście awans na Mistrzostwa Świata w Katarze i utrzymanie kadry w najwyższej dywizji Ligi Narodów – i trener oba te zadania, przy furze sprzyjającego szczęścia, sportowo wykonał – ale w piłkarskiej centrali ktoś jednak musiał celować w poprawę wizerunku drużyny, osieroconej przez Paulo Sousę i rozbitej po głupiej przegranej z Węgrami na Stadionie Narodowym. O jakimś progresie sportowym, wypracowaniu stylu również musiała być mowa. Trudno uwierzyć, żeby władz związku zupełnie to nie interesowało.

Co udało się Michniewiczowi, jeśli przyjrzeć się tylko tej drugiej grupie celów?

Cały artykuł dostępny jest w 51/2022 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 1

Czytaj także