Za nami piąty etap Tour de Pologne. Kraksa i piorunujący finisz przed metą w Rzeszowie

Za nami piąty etap Tour de Pologne. Kraksa i piorunujący finisz przed metą w Rzeszowie

Od lewej: Patryk Stosz i Kamil Małecki oraz lider Sergio Higuita z Kolumbii
Od lewej: Patryk Stosz i Kamil Małecki oraz lider Sergio Higuita z Kolumbii Źródło: PAP / Darek Delmanowicz
Tour de Pologne rozkręciło się na dobre. W piątym dniu rywalizacji w tej imprezie kolarskiej sportowcy mieli do przebycia blisko 180 kilometrów. Na finiszu doszło do wielkich przetasowań w stawce, a do tego byliśmy świadkami kraksy. Ten etap wygrał Phil Bauhaus.

W tegorocznej edycji Tour de Pologne nie brakuje emocji. Za nami już pięć etapów tej niezwykle popularnej kolarskiej imprezy. W kolejnym dniu wyścigu zawodnicy rywalizowali na długiej trasie, wynoszącej niemalże 180 kilometrów. Tym razem przyszło im rywalizować na ostatnim odcinku na terenie Podkarpacia. Rywalizacja rozpoczęła się w Łańcucie, a zakończy się w Rzeszowie. Obecnie pozycja lidera – pomimo kraksy na finiszu czwartego etapu – należy do Sergio Higuity pochodzącego z Kolumbii.

Piąty dzień Tour de Pologne. Dwóch Polaków w ucieczce, jeden z nich załapał się na premię lotną

Dość szybko, bo już po kilkunastu kilometrów byliśmy świadkami pierwszej ucieczki, w której znaleźli się również Polacy – Jakub Murias i Mateusz Grabis. Niedługo potem dołączył do niej również Michal Schlegel, choć przewaga między przodującą grupą a resztą stawki była spora, wahała się od 2:50 do 3:20 minuty. Dopiero w chwili, gdy do mety pozostało 100 kilometrów, różnica zaczęła jeszcze rosnąć.

To też ci zawodnicy, którzy długo utrzymywali się w grupie ucieczkowej, wywalczyli premię lotną w Dynowie. Podzieliło ją między siebie trzech kolarzy: Sean Quinn, który dotarł do tego punktu jako pierwszy, a także Boy van Poppel i Jakub Murias. Niedługo potem ucieczka złożona z ośmiu zawodników dotarła również do premii górskiej. Tam z kolei pierwszy był Murias, drugi Schlegel, a trzeci Mads Wurtz Schmidt.

Jewgienij Fiodorow dogonił czołówkę w piątym dniu Tour de Pologne

Co ciekawe im bliżej było mety, tym mocniej topniała przewaga liderującej ekipy nad peletonem. Na 48 kilometrze od finiszu zmierzono, że różnica wynosi zaledwie dwie minuty. Niedługo potem dwóch kolarzy postanowiło zdobyć się na jeszcze jeden zryw i spróbować zostawić w tyle pozostałą szóstkę kolarzy. Uczynili to Quinn oraz Schmidt mniej więcej w momencie, kiedy do mety brakowało 30 kilometrów. Naturalnie to właśnie ten duet skorzystał z drugiej premii górskiej, a wraz z nimi, niedługo potem również Jewgienij Fiodorow.

Na ostatnich kilkunastu kilometrach cały peleton podgonił szóstkę, która przez sporą część wyścigu jechała między nim a dwójką uciekinierów. Tym mocno we znaki dawało się zmęczenie, a do tego teren się wypłaszczył, co sprzyjało doganianiu liderów. Na taki niemal desperacki krok zdecydował się również Fiodorow w końcówce piątego etapu. O zwycięstwo na tym odcinku ostatecznie walczyło więc trzech kolarzy. Mniej więcej wtedy też peleton „połknął” dwójkę Polaków początkowo zaliczających się do ucieczki.

Wielkie emocje na finiszu piątego etapu Tour de Pologne

Wielkie emocje towarzyszyły kibicom i samym kolarzom tuż przed metą. Przede wszystkim odpuścił wspomniany wcześniej Fiodorow, który nie dotrzymał tempa Quinnowi i Schmidtowi. Ci z kolei bronili się desperacko, ponieważ na pięć kilometrów przed metą mieli już tylko osiem sekund przewagi nad peletonem. W końcu jednak zostali połknięci. Mało tego, tuż przed finiszem doszło do kraksy, w której udział wzięło wielu zawodników. W efekcie wyścig ten wygrał Phil Bauhaus. Drugi był Arnaud Demare, trzeci zaś Nikias Arndt, a tuż za podium dojechał Max Kanter.

Czytaj też:
Zamienił Grzegorz Krychowiak siekierkę na kijek? Trener dla „Wprost” o lidze arabskiej

Źródło: WPROST.pl
 0

Czytaj także