Nie wszystko było pod kontrolą, ale dwóch bohaterów zapewniło Wiśle zwycięstwo z Radomiakiem

Nie wszystko było pod kontrolą, ale dwóch bohaterów zapewniło Wiśle zwycięstwo z Radomiakiem

Marko Kolar i Mateusz Radecki
Marko Kolar i Mateusz Radecki Źródło: Newspix.pl / Łukasz Grochala / Cyfrasport
Ostatnim meczem trzeciej kolejki Ekstraklasy był pojedynek Wisły Płock z Radomiakiem. Choć starcia tego nie należało uznawać za hit kolejki, już po nim widzowie nie powinni narzekać. Były w nim i dobre tempo, i odrobina dramaturgii.

9 sierpnia odbyło się spotkanie, które zamykało trzecią kolejkę Ekstraklasy. Wisła Płock mierzyła się z Radomiakiem i ostatecznie to ten pierwszy zespół mógł cieszyć się ze zwycięstwa.

Ciekawa pierwsza połowa, zmysł Kolara

Mimo że ten mecz nie jawił się jako prestiżowy, od pierwszego gwizdka emocji nie brakowało. Skuteczności – owszem, bo lob Angielskiego wylądował idealnie w rękach Kamińskiego. Nieudane, choć groźne były też stałe fragmenty bite przez graczy obu zespołów. Zwłaszcza strzał Furmana z rzutu wolnego.

Nafciarze poszli za ciosem. Kolar, który niegdyś był gwiazdą Wisły Kraków, znów przypomniał o swoim talencie. Akcja rozpoczęła się od wysokiego odbioru Wolskiego, który później podał piłkę do wspomnianego napastnika. Ten co prawda potrzebował dwóch prób, aby pokonać Gradeckiego – pierwsza została zablokowana przez obrońcę – lecz przy dobitce golkiper nie miał już szans.

Chwilę później przed stratą drugiej bramki Radomiaka uratował Abramowicz, wybiciem piłki głową. Niewiele brakowało też Szwochowi, aby zaskoczyć bramkarza gości strzałem z dystansu, gdy wszyscy obrońcy spodziewali się dośrodkowania. Mimo prowadzenia pierwsza połowa dla Wisły Płock skończyła się źle, ponieważ kolejnej kontuzji doznał znakomicie dysponowany Wolski.

Kocyła bohaterem Wisły Płock

Druga połowa była nieco mniej ciekawa niż pierwsza, na co wpływ miało zmęczenie oraz liczbę roszady w obu zespołach. W tej części spotkania to Nafciarze stworzyli sobie pierwszą groźną sytuację, choć brakowało w niej nawet strzału. Dwóch piłkarzy drużyny gospodarzy zbyt szybko wbiegło w pole karne, ale samo wejście Kocyły prawym skrzydłem i jego centra po ziemi wywołały sporo zamieszania.

Ten sam zawodnik prawdopodobnie uratował drużynę przed stratą gola na 1:1 około 73. minuty. Gdyby nie jego wślizg, kilku graczy Radomiaka pomknęłoby w kontrze na bramkę Kamińskiego bez asysty żadnego obrońcy. Młodzieżowiec został jednak bohaterem swojej drużyny po raz drugi. To miano mógłby przywłaszczyć sobie także Sekulski, ale po podaniu Rasaka, w sytuacji sam na sam, strzelił wprost w Gradeckiego. Nafciarze utrzymali więc jednobramkowe zwycięstwo do ostatniego gwizdka.

Czytaj też:
Kamil Grosicki zostanie Baranem? Skrzydłowy może dołączyć do drużyny dwóch Polaków

Źródło: WPROST.pl
 0

Czytaj także