Bolesne lekcje francuskiej siatkówki. „Nie dziwię się, że Olivia Różański gra dla Polski. We Francji nie lubią mocnych osobowości”

Bolesne lekcje francuskiej siatkówki. „Nie dziwię się, że Olivia Różański gra dla Polski. We Francji nie lubią mocnych osobowości”

Emile Rousseaux
Emile Rousseaux Źródło: PAP / Piotr Polak
Świetny sezon 2022 sprawił, że Polska znalazła się w czołówce najlepszych żeńskich reprezentacji świata. Nie można tego powiedzieć o kadrze Francji, która w przyszłym roku po raz pierwszy w historii wystąpi na igrzyskach olimpijskich. Selekcjoner „Trójkolorowych” Emile Rousseaux, ojciec Helene i Tomasa w rozmowie z „Wprost” belgijski trener opowiada o bolączkach francuskiego volleya czy karierze dzieci.

Reprezentacja Polski na początek sezonu reprezentacyjnego 2023 rozegrała dwa sparingi z Francją. Oba zakończyły się zwycięstwami 4:0. Przez większość meczów rywalki znacząco odstawały od biało-czerwonych siatkarek. Obie ekipy znajdują się w różnych miejscach. Dla Polek najważniejsze w tym roku są kwalifikacje olimpijskie i zbieranie punktów do rankingu FIVB, który będzie kluczowy w przypadku porażki w turnieju eliminacyjnym.

Francja z kolei wygrała los na loterii. Dzięki organizacji przyszłorocznych igrzysk, reprezentantki „Trójkolorowych” po raz pierwszy w historii wystąpią na imprezie tego typu. Próżno szukać wielkich sukcesów w tamtejszej żeńskiej siatkówce. W mistrzostwach świata Francuzki występowały trzykrotnie. Ostatni raz miał miejsce w 1974 roku. Po zwycięstwie w Złotej Lidze Europejskiej 2022 wzrósł apetyt na walkę z najlepszymi.

Od pięciu lat za wyniki kadry odpowiada Emile Rousseaux. Belg przed laty był reprezentantem kraju. Z żoną Karin (również byłą siatkarką) doczekał się kontynuatorów sportowych tradycji. W Polsce najbardziej znamy Helene i Tomasa, którzy rywalizowali w Tauron Lidze i PlusLidze w barwach wielu klubów. Szkoleniowiec reprezentacji Francji dzieli się spostrzeżeniami dotyczącymi volleya nad Sekwaną, a także zdradza opowieści dzieci związane z występami w Polsce.

Michał Winiarczyk, „Wprost”: Jakie wnioski może pan wyciągnąć z dwóch sparingów z reprezentacją Polski rozpoczynających sezon reprezentacyjny 2023?

Emile Rousseaux: Rozgrywki ligowe kończą się w różnych momentach. Czasami nie docierasz do play-offów i żegnasz się z ze zmaganiami dosyć wcześnie. Możesz też odpaść na początkowym etapie np. ćwierćfinale albo grać do samego końca. Reprezentantki Francji grają w różnych miejscach, przez co przyjeżdżają na zgrupowanie w różnej kondycji i rozpoczynają treningi z dostosowanym do nich obciążeniem. Mam w zespole zawodniczki, które pracują ze mną 2-3 tygodnie, ale też takie, które są z zespołem zaledwie od kilku dni.

Takie sparingi to okazja do sprawdzania wielu wariantów gry i szansa dla występu dla szerokiego grona siatkarek. Doskonale zdaję sobie sprawę, że to nie była forma, jakiej wszyscy oczekujemy. Nadal brakuje nam dwóch zawodniczek – Heleny Cazaute i Leandry Olinga-Andeli. Wydaję mi się, że właśnie takie mecze są doskonałym testem dla młodych zawodniczek, które w normalnych warunkach, z pełnym zespołem, nie miałyby okazji do długich występów. Zmienniczki nie dostają zbyt wielu szans. Traktuję starcia z Polską jako interesującą szansę do nauki, testów. Nawet jeśli nie przywiązuje się wielkiej wagi do wyników sparingów, to na pewno każdego mocno frustrował fakt przegranego seta dwoma, trzema punktami. Od razu w głowie myślisz sobie, że gdybyś miał pełen skład, to pewnie urwałbyś jedną lub dwie partie, a mecz wyglądałby inaczej.

Zaskoczyła pana gra polskiego zespołu?

Poziom reprezentacji Polski jest na ten moment zdecydowanie lepszy. Macie dobry, szeroki skład. Byłem pod wrażeniem gry najmłodszych zawodniczek. Dysponujecie naprawdę dużym potencjałem na przyszłość. We Francji jest duża różnica jakości i warunków fizycznych pomiędzy pierwszą szóstką, ósemką zawodniczek a drugą połową. U was tego problemu nie ma. Wszystkie siatkarki są mocne i wysokie. Mogliśmy równać się z wami głównie, jeśli chodzi o środkowe. W pozostałych przypadkach już nie. Podstawy siatkówki kobiet stoją w Polsce na lepszym poziomie niż we Francji.

Jak podchodzi pan do pracy wiedząc, że reprezentacja Francji kobiet po raz pierwszy w historii wystąpi w turnieju olimpijskim? Nie dość, że mówimy o przełomowym wydarzeniu, to dodatkowo nie musicie mierzyć się w kwalifikacjach jak reszta świata.

To niesamowita okazja dla francuskiej siatkówki kobiet. Gdy obejmowałem ten zespół w 2018 roku, znajdował się na 55. pozycji w rankingu FIVB. Dziś zajmujemy 21. lokatę. W zeszłym sezonie wygraliśmy Złotą Ligę Europejską. To był pierwszy tak duży sukces od wielu, wielu lat. Widzę, że wykonaliśmy sporą robotę. Doceniam każdy progres. Jestem świadomy tego, że nie będziemy się liczyć w walce o podium na igrzyskach. Dążę jednak do tego, by zespół nakładał dużą presję na przeciwniczki. Jeśli ktoś będzie uważał, że mecz z Francuzkami będzie spacerkiem, to ja już dopilnuję, by odpowiednio tym zmotywować moje dziewczyny. „Będą lały się z ich ciał litry potu. Będą płakać, ale my się nie poddamy” – coś w tym stylu. Robimy wszystko, aby stworzyć świetnie zgraną ekipę pod igrzyska. Jeśli przyjedziecie do Paryża w przyszłym roku, to zobaczycie zespół, który będzie chciał uprzykrzać życie innym reprezentacjom.

Czy w związku z brakiem kwalifikacji olimpijskich mistrzostwa Europy jawią się jako wasz główny cel?

Nie, najważniejszą imprezą jest Challenger Cup, turniej o awans do przyszłorocznej Ligi Narodów. Francja będzie gospodarzem zmagań najlepszych kandydatów do gry w VNL pod koniec lipca. Chcemy wygrać ten turniej i zameldować się w kolejnym sezonie w zmaganiach z najmocniejszymi ekipami świata. Uważam, że występy w Lidze Narodów tuż przed igrzyskami byłyby doskonałym sprawdzianem.

Co stanowi największe wyzwanie jeśli chodzi o obecną francuską siatkówkę kobiet?

Szkolenie dzieci. To kwestia, którą trudno zmienić z dnia na dzień. Musimy mierzyć się z błędami i zaniedbaniami przeszłości. Nie zwracano należytej uwagi na szkolenie dziewcząt w wieku 5-11 lat. Jest dużo młodych zawodniczek w koszykówce, piłce ręcznej, piłce nożnej, ale nie w siatkówce. Nie mamy wystarczająco dużo juniorek. We Włoszech jest 2,4 razy więcej siatkarek w wieku do 13 lat niż we Francji. Tam możesz dokonać dobrego wyboru, przebierać w kandydatkach. Jak nie masz dużego zaplecza, to nie możesz wykonać dobrej selekcji. A jak nie masz dobrej selekcji, to twój pierwszy zespół nie jest konkurencyjny względem rywali. Co można zmienić „na już”? Można pracować najlepiej jak się da z pierwszym zespołem z zastrzeżeniem, że podstawowy skład stoi na najlepszym możliwym poziomie, a w drugim masz młode, utalentowane zawodniczki z potencjałem fizycznym na rywalizację na najwyższym poziomie. Warunki fizyczne to rzecz, której nikt nie przeskoczy. Nie mogę jako trener nikogo „podwyższyć”.

Przez wiele lat federacja myślała tylko o najbliższym sezonie. Brakowało długofalowego planu. Poza wynikiem na teraz musimy stworzyć fundamenty dla kolejnych generacji. Problem w tym, że w obecnej rzeczywistości i nowym społeczeństwie nikt nie chce robić czegoś na przyszłość. Każdy chce efektu „na już”, tu i teraz. Jesteśmy zajęci kreowaniem „naszej przyszłości”, ale nie przyszłości innych. Kiedyś zrobiłem szkolenie na temat szkolenia dzieci w wieku 5-10 lat.

(Rousseaux kręci palcem przy skroni – przyp. M.W)

Ludzie mówili, że mi odbiło. „Przecież nie możesz korzystać z tych dzieciaków” – mówili. Oczywiście, mieli rację. W tym wieku nie mogę z nich korzystać, ale za kilkanaście lat mogą wyrosnąć z nich przyszłe reprezentantki kraju. Dziś mam w składzie najlepsze siatkarki z Francji. Korzystam z pracy innych trenerów, którzy doprowadzili je do tego poziomu. Sam również pracuję dla następnych szkoleniowców, pracujących w przyszłości. Dziś każdy patrzy na czubek własnego nosa. To destruktywne myślenie dla rozwoju kolejnych generacji.

Siatkarek nie wkurza to, że znajdują się w cieniu męskiej kadry, aktualnych mistrzów olimpijskich?

Pewnie tak. Trzeba jednak powiedzieć, że męski zespół ma wielką jakość. Są w nich zawodnicy ze świetnymi warunkami fizycznymi. Francja może wystawić dwie podstawowe szóstki. Grasz z Patrym w ataku, ale jeśli jest potrzeba to wstawiasz Boyera i masz jakościowe zastępstwo jeden do jednego.

Polska dobrze przekonała się na ostatnich igrzyskach o bogactwie francuskiej kadry. Gdy słabo spisywał się Toniutti, wszedł Brizard.

Masz mnogość par na każdej pozycji. Dodatkowo do kadry wchodzą nowi, młodzi gracze z warunkami pozwalającymi na rywalizację z najlepszymi. Męski volley we Francji jest lepszy i bardziej interesujący dla kibiców. Niestety często zdarza się, że dziewczyny nie mają dużej wiedzy na temat siatkówki. Pytasz się 14-letniej zawodniczki:

Jaki jest twój wymarzony klub?

Nie wiem. Chcę grać we Włoszech.

We Włoszech? Ale gdzie dokładnie?

W Rzymie.

Dziewczyna nie wie, że nie ma tam dobrego klubu. Po prostu te miasto jako pierwsze przychodzi jej do głowy. Pytasz się jej, jaki jest jej cel jeśli chodzi o grę na środku, a ona nie potrafi udzielić odpowiedzi. Nie ma u nas rozwiniętej kultury żeńskiej siatkówki i zainteresowania ją. Musimy budować to od dołu.

W polskiej kadrze występuje Olivia Różański, która początkowo próbowała sił w młodzieżowej reprezentacji Francji. Tam usłyszała, że do niczego się nie nadaje i nie ma szans na profesjonalną karierę. Wkrótce przyjechała szkolić się do Polski, przeszła przez nasze szkolenie, a dziś stanowi o sile zespołu Stefano Lavariniego.

Zabrzmię brutalnie, ale nie dziwi mnie to, że gra teraz dla Polski. We Francji nie lubią mocnych osobowości. Chcą byś był potulny jak baranek, słuchał ich bardzo pilnie i niczego nie kwestionował. Z chłopakami jest może trochę inaczej. Spójrz na takiego Earvina N’Gapetha. To typ walczaka. Jeśli zwrócimy uwagę na jego zachowanie pozaboiskowe, to mówimy o czymś nieakceptowalnym. Patrząc przez pryzmat etyki, nigdy nie postawisz na kogoś takiego jak on. Jeśli jednak potrzebujesz zwycięskiej mentalności i walki do upadłego, to od takich osób jak N’Gapeth rozpoczynasz ustalanie składu.

W przypadku dziewczyn, trenerzy we Francji preferują siatkarki, które będą pokorne i pilnie słuchały. Przez to czasami brakuje nam takich walczaków w żeńskich zespołach. Z góry przykleja im się łatkę trudnych zawodniczek.

instagram

Jest pan ojcem Tomasa i Helene, dwójki siatkarzy mocno związanych z naszymi rozgrywkami. Co panu opowiadali o grze w Polsce?

Z opowieści Tomasa wynika, że PlusLiga to rozgrywki skupione na siłowej rywalizacji. Jest w niej pełno atletów. Warunki fizyczne odgrywają tu olbrzymią rolę. Czasem nie są to rozgrywki piękne dla oka, bo mamy do czynienia z masą błędów serwisowych. Tomas lubił tu grać, choć nie był zawodnikiem, który pasował do wzorca siatkarza polskiej ligi. To typ skocznego i zwinnego siatkarza, który jednak nie jest tak potężny fizycznie jak wielu rodzimych zawodników. Wiem, że chciał spróbować sił na południu Europy. Już miał chyba dość polskiej zimy. Postanowił przeżyć coś innego. Do tego doszła wojna w Ukrainie. Opowiadał mi, że ludzie w Polsce byli mocno zaniepokojeni trwającym konfliktem. Myślę, że to był odpowiedni moment dla niego, by zmienić klub.

Helene to z kolei najlepsza siatkarka ligi, gdy występowała w Developresie Rzeszów. Była mocno podekscytowana występami w waszym kraju. Ją i Tomasa cechuje różna mentalność. Córka kocha siatkówkę, ale nie przepada za długimi pobytami w jednym miejscu. Lubi zmieniać miejsca zamieszkania. Potrzebuje nowych wyzwań i nowych ludzi wokół siebie. Ma przyjaciół w każdym zakątku świata. Kręcą ją miejsca, których jeszcze nie odwiedziła i ligi, w których jeszcze nie występowała. Tomas jest inny. Spędził w Polsce wiele lat. Czuł się tutaj bardzo dobrze. Chwalił PlusLigę i doceniał ją za to, że pozwoliła mu rozwinąć się siatkarsko.

Wiem, że dla Helene bolesna była gra w reprezentacji Belgii. Nie ma jej w niej od lat.

Powiedzmy wprost, córka nie gra w reprezentacji ze względu na osobę trenera (Gerta Vande Broeka – przyp. M.W). Uznała – bardzo słusznie – że nie będzie niszczyć swojego ciała i głowy dla tego człowieka. Chciała grać w siatkówkę i być szczęśliwą osobą. Odejście z reprezentacji podziało dobrze na jej stan psychiczny.

Rozpoczęliśmy od francuskiej siatkówki, to i nią zakończmy. Czego można jej życzyć na przyszłość?

Ludzie we francuskiej siatkówce muszą wiedzieć, że jeśli będą pracować dużo i dobrze, to mogą uzyskać takie same efekty jak inne reprezentacje. To nie jest tak, że tutaj ludzie do niczego się nie nadają i są skazani na porażkę. Absolutnie, francuski żeński volley stać na wiele. Potrzeba mentalności na zasadzie: „będziemy mocno pracować, starać się, walczyć o każdy progres”. To jest właśnie cel na teraz – poczucie, że jesteśmy w stanie zbudować coś, co w przyszłości przyniesie Francji upragnione sukcesy.

Czytaj też:
Będzie rewolucja w PGE Skrze Bełchatów. Te nazwiska są łączone z klubem
Czytaj też:
Polskie siatkarki z udanym wejściem w sezon. „Głód gry jest z sezonu na sezon coraz większy”