„Włodzimierz Szaranowicz. Życie z pasją”. Publikujemy fragmenty książki

„Włodzimierz Szaranowicz. Życie z pasją”. Publikujemy fragmenty książki

Włodzimierz Szaranowicz
Włodzimierz Szaranowicz / Źródło: Newspix.pl / Rafał Oleksiewicz/ PressFocus
Włodzimierz Szaranowicz jest legendą dziennikarstwa sportowego, a jego głos wielu kibicom kojarzy się z triumfami Adama Małysza, Kamila Stocha czy lekkoatletów. Dwa lata temu komentator zakończył przygodę z telewizją, wykorzystując ostatnie miesiące na przedstawienie historii swojego życia. W szczerej rozmowie z córką Szaranowicz opowiedział o swoim dzieciństwie, początkach pracy w mediach i chorobie.

Książka „Włodzimierz Szaranowicz. Życie z pasją” pojawiła się na rynku nakładem wydawnictwa SQN. Zapis rozmowy Marty Szaranowicz-Kusz z jej ojcem to przejmująca opowieść o karierze jednego z najpopularniejszych i najbardziej rozpoznawalnych dziennikarzy sportowych w Polsce.

Dzięki uprzejmości SQN publikujemy fragmenty książki, w której syn imigrantów z Jugosławii opowiedział o swoim dzieciństwie.

Nie miałem poczucia, że jestem traktowany jak nie swój. Urodziłem się w Polsce. Mówiłem płynnie po polsku. W szkole wołano na mnie »Włodek«. Rozumiałęm język serbski, ale rodzicom zawsze odpowiadałem po polsku. Zdarzało się jednak, że gdy mama wychodziła na balkon i wołała do mnie po serbsku, na podwórku krzyczeli za mną: Jude! – wspominał Szaranowicz.

Początki pracy w radiu

Szaranowicz od dawna marzył, by pracować w sporcie jako trener lub dziennikarz. Ostatecznie zdecydował się na drugi z zawodów, stawiając swoje pierwsze kroki w Polskim Radiu. W rozmowie z córką dziennikarz opowiedział o początkach w rozgłośni.

Bogdan Tuszyński, szef sportu w radiu, obejrzał mnie, ale nie odezwał się ani słowem. Powiedział jedynie, że przesłuchania odbędą się we wtorek, a na poniedziałek mam przygotować tekst dotyczący awansu jednej z naszych drużyn piłkarskich do wstępnej fazy Pucharu UEFA. Napisałem artykuł w niedzielę. Dla rozluźnienia postanowiłem na chwilę pójść do dyskoteki. Tam spotkałem koleżankę z dzieciństwa, którą akurat napastował jakiś chuligan. Zacząłem jej bronić i niestety dostałem »z byka« w nos. Następnego dnia rano stawiłem się w radiu nieco spuchnięty i lekko pokiereszowany. Tuszyński krzyknął: Panie! Nie wiedziałem, że jest pan pięściarzem – opowiadał Szaranowicz.

Walka o życie syna

Książka to nie tylko zbiór ciekawych anegdotek z pracy Szaranowicza, ale również przejmująca opowieść o trudnych momentach z życia dziennikarza. Legendarny komentator opowiedział o tym, jak w 1978 roku krótko po przyjściu na świat jego syn Luka zaraził się gronkowcem i zaczął gorączkować.

Gdy dojechaliśmy do szpitala, nikt nie zamierzał się nami zająć. W pewnym momencie wydałem z siebie dziki okrzyk rozpaczy, żeby zwrócić na nas uwagę. Powiedziałem, że nie dopuszczę do tego, by mój syn umarł, że będą to mieli na sumieniu. Pielęgniarka podniosła na mnie głos. Pojawił się lekarz i dostrzegł moją desperację. Wreszcie się nim zajęli. Gdyby Luka nie dostał natychmiast antybiotyku, to skończyłoby się tragedią – zdradził.

Zdarzenie miało miejsce w czasie, gdy rozgrywano mistrzostwa świata w Argentynie. Szaranowicz miał z tego powodu wiele obowiązków redakcyjnych, a jego współpracownicy nawet w obliczu choroby syna nie chcieli mu pomóc.

Przez następne dni musiałem kilka razy dziennie wozić Magdę na karmienie do szpitala. To spowodowało spore perturbacje w mojej pracy. Próbowałem wszystko pogodzić. Ale byłem wściekły, bo nikt nie chciał mnie zastąpić i zrobić relacji z przylotu naszych piłkarzy z Argentyny. Koledzy reporterzy powiedzieli, że nie mają tego w planach. To był akurat mój dyżur reporterski – wspominał.

Pierwsze spotkanie z Małyszem

Szaranowicz przez kilkadziesiąt lat nie tylko komentował sukcesy gwiazd polskiego sportu, ale również był świadkiem pierwszych kroków w karierze stawianych przez młodych zawodników, którzy dopiero kilka lat później zaczynali zdobywać medale dla Polski. Dziennikarz zdradził m.in., kiedy po raz pierwszy zobaczył na skoczni Adama Małysza.

W 1995 roku na mistrzostwach świata w narciarstwie klasycznym w kanadyjskim Thunder Bay. Szczupły, z tym swoim wąsikiem, wyglądał jak zadziorny cherubinek. Z jednej strony wydawał się szalenie nieśmiały, z drugiej pewny siebie. Pomyślałem, że jest z niego materiał na zawodnika, którego nic nie przeraża – żaden trening, żadne obowiązki, żaden wysiłek – opowiadał.

Koniec kariery i choroba

W marcu 2019 roku Szaranowicz zakończył swoją przygodę z telewizją. „Nie można przeciągnąć kariery i doprowadzić do tego, że staniesz się dla widza postacią zbędną lub męczącą. W ostatnich latach pracy odczuwałem kolosalne zmęczenie. Nie wytrzymywałem presji. Nie wytrzymywałem fizycznie. Wtedy jeszcze nie wiedziałem o chorobie, ale czułem ogromną słabość” – przyznał.

Dziennikarz zmaga się z chorobą Parkinsona, która miała wpływ na to, jak czuł się w ostatnich latach.

To nie mój wiek powodował te problemy, ale choroba, która zrobiła już swoje. Rozpoznanie nastąpiło dość późno. Staram się nie myśleć o tym, że ta choroba jest ze mną. Już kiedyś powiedziałem, że ten facet przysiadł się do mnie i do mojego życia nieproszony. I czuje się bardzo dobrze jako mój współtowarzysz. Ja z nim próbuję się uładzić, bo nie chcę się zaprzyjaźnić. Zaprzyjaźnienie byłoby poddaniem się – skwitował.
Źródło: WPROST.pl
 0

Czytaj także