Beniaminek zaskoczył faworyta w meczu na śniegu. Sytuacja Śląska robi się coraz trudniejsza

Beniaminek zaskoczył faworyta w meczu na śniegu. Sytuacja Śląska robi się coraz trudniejsza

Victor Garcia i Szymon Drewniak
Victor Garcia i Szymon Drewniak Źródło: Newspix.pl / Adam Starszyński / PressFocus
Dwa – tyle ligowych meczów wygrał Śląsk Wrocław w ostatnich dziesięciu kolejkach. Starcie z Górnikiem Łęczna, czyli beniaminkiem teoretycznie było idealną okazją do przełamania się. W praktyce wyszło nieco inaczej.

Z uwagi na obfite opady śniegu niepewne było, czy to starcie w ogóle zostanie rozegrane, o czym z sędzią przed meczem rozmawiali przedstawiciele obu klubów. Ostatecznie jednak decyzja o rozpoczęciu starcia została podtrzymana mimo niekorzystnych warunków atmosferycznych.

Koncert Michała Szromnika, pokonał go własny obrońca

W tych znacznie lepiej odnajdowali się gospodarze, choć przed meczem za faworytów uznawano podopiecznych Jacka Magiery. Owszem, ci oddali kilka groźnych strzałów w pierwszej połowie (próby Jastrzembskiego czy Soboty), ale znacznie więcej okazji do wykazania się miał Szromnik. Gospodarz Wojskowych popisał się nie lada refleksem w wielu sytuacjach i dzięki temu ratował zespół przed utratą bramki.

W końcu jednak i tak skapitulował. Była końcówka pierwszej połowy, kiedy lewym skrzydłem pomknął Lokilo. Nie namyślał się długo, posłał wysokie, choć lekkie dośrodkowanie i okazało się, że po chwili łęcznianie cieszyli się z bramki. Początkowo zdawało się, że do siatki trafił Krykun, lecz powtórki wykazały, że Szromnika.

Krystin Szcześniak utrudnił zadanie Górnikowi Łęczna

Po przerwie spotkanie niestety nie było już tak emocjonujące. Fakt, że zawodnicy ślizgali się po murawie, sprawił, iż grali oni bardzo niedokładnie, a do tego zachowawczo. W efekcie oglądaliśmy znacznie więcej chaotycznych zagrań niż składnych akcji.

W 71. minucie sytuacja Górnika mocno się skomplikowała ze względu na faul Szcześniaka. Młodzieżowiec popełnił drugie przewinienie w ciągu kilku minut i za oba sędzia ukarał go żółtymi kartonikami. Niedługo potem wrocławianie wykorzystali grę w przewadze, zdobywając bramkę na 1:1. Bohaterami drużyny Magiery zostali zmiennicy. Akcję napędził bowiem Pich, a do siatki trafił Łyszczarz, minąwszy wcześniej dwóch przeciwników.

WKS-owi zabrakło już czasu i skuteczności (w ostatnich sekundach spotkania dogodną okazję zmarnował Pich), aby przeważyć szalę na swoją korzyść, w związku z czym obie ekipy musiały zadowolić się jednym punktem.

Czytaj też:
Legia Warszawa chce przechwycić trenera drużyny walczącej o mistrzostwo Polski. To byłby szok

Źródło: WPROST.pl