Piotr Śliwka dla „Wprost”: Siatkarsko trochę trudno wyjść z cienia brata

Piotr Śliwka dla „Wprost”: Siatkarsko trochę trudno wyjść z cienia brata

Piotr Śliwka, siatkarz Gwardii Wrocław
Piotr Śliwka, siatkarz Gwardii Wrocław Źródło: Patrycja Bargieł/Gwardia Wrocław
Mistrz świata (2021) z młodzieżową reprezentacją siatkarzy oraz wicemistrz Europy (2022). Prywatnie brat Aleksandra Śliwki, czyli serca kadry, która zdobyła wszystko, co było do zdobycia w 2023 roku. Piotr Śliwka w rozmowie dla „Wprost” opowiada o tym, jak to jest mieć słynnego brata i kochającą, siatkarską rodzinę. Przyjmujący pierwszoligowej Gwardii Wrocław przed którym kariera sportowa stoi otworem.

Piotr Śliwka w czerwcu 2023 skończył 20 lat. Wychowanek Spartakusa Jawor, klubu w którym zaczynał też jego najsłynniejszy jaworski talent siatkarski, Aleksander Śliwka. Prywatnie brat naszego rozmówcy. Jedną z założycielek Spartakusa była za to… mama Piotrka i Olka, Dorota.

facebook

Co więcej, trenerką w Spartakusie jest za to siostra obu przyjmujących, Marta. Druga z sióstr Anna również miała krótki siatkarski epizod. Nie będzie zatem zdziwienia w tym, że ojciec młodzieżowego i etatowego reprezentanta Polski, Jan, w przeszłości również grał w siatkówkę.

Nasz rozmówca był za to niemal skazany siatkarską codzienność, z którą – jak sam przyznaje – jest mu bardzo dobrze. I wierzy, że najlepsze ciągle przed nim, a posiadanie tak znanego brata, to powód do dużej dumy, nie pisząc już o wielkiej motywacji.

twitter

Rozmowa z Piotrem Śliwką, siatkarzem Gwardii Wrocław, młodzieżowym reprezentantem Polski

Maciej Piasecki („Wprost”): Jak to jest być bratem Aleksandra Śliwki?

Piotr Śliwka (siatkarz Gwardii Wrocław, młodzieżowy reprezentant Polski): Ogólnie dobrze jest być bratem Olka. Jestem dumny z tego, co osiąga. Dodatkowo mogę liczyć na jego sporą pomoc, wsparcie jak od starszego brata.

Siatkarsko jest jednak trochę trudno wyjść z cienia brata. Ludzie patrzą na mnie głównie ze względu na to, że jestem bratem słynnego Olka Śliwki. Może też trochę ujmują mi tego, co starałem się osiągnąć do obecnego momentu siatkarskiej drogi. A jestem na jej początku w seniorskim wydaniu.

Mierzysz się z tym na co dzień?

Mam to po prostu z tyłu głowy. Nie wyłapałem jednak, żeby ktoś brał mnie do zespołu ze względu na to, że jestem bratem Olka. Choć często się nad tym zastanawiałem. To takie zderzenie umiejętności i nazwiska, staram się, żeby liczyło się tylko to, co pokazuje na boisku. Bardzo mocno na to pracuję.

Czy nie wychodzi z ciebie zbyt duża skromność?

Trudno powiedzieć.

Dopiero jakiś czas temu nabrałem pewności, że mam w umiejętności, żeby grać dzisiaj na pierwszoligowym poziomie. Nie zawsze tak było. Wtedy, na tym najwcześniejszym etapie mojej siatkarskiej drogi, mogłem jednak liczyć na duże wsparcie bliskich. To nie uległo zmianie i jestem za to wdzięczny, że wywodzę się z takiej sportowej rodziny.

Rodziny, dodajmy, jednego z najsłynniejszych siatkarskich klanów w Polsce. Ciekaw jestem, jakie masz pierwsze wspomnienie związane z siatkówką?

Obozy letnie, kiedy jeszcze nie byłem zawodnikiem, a jeździłem z moją mamą. Właściwie zaczęło się już jak miałem cztery lata. Nie było mnie z kim zostawić w domu, tata też pracował, więc zaliczałem kolejne obozy siatkarskie. Próbowałem nawet coś odbijać, ale to były takie niewinne początki, dużo bym zabawy.

Miłość od pierwszego odbicia czy niekoniecznie?

Dzisiaj trudno sobie to wyobrazić, ale siatkówka nie była moją miłością od początku. Więcej było frustracji, bo wiele elementów po prostu nie wychodziło. Im bardziej starałem się w treningach, uczyłem się, wychodziło, to tym więcej miałem jednak radości. Stawałem się coraz lepszy, a siatkówka okazała się moim pomysłem na codzienność.

A kiedy nadszedł moment w którym zrozumiałeś, że będziesz grał?

Pierwszy raz poczułem to w młodzikach, to był przełomowy moment. Spartakus Jawor po wielu latach dostał się do ćwierćfinałów mistrzostw Polski. Ostatecznie nie awansowaliśmy do fazy półfinałowej, ale zagrałem solidny turniej. Zrozumiałem wtedy, że granie w siatkówkę jest tym, co naprawdę lubię robić. Podoba mi się rywalizacja z innymi.

Wtedy byłeś jeszcze rozgrywającym?

Nie, grałem już jako przyjmujący.

Słyszałem dużo dobrego o tym, jak byłeś odpowiedzialny za drugie odbicie.

Czasami, kiedy mam trochę gorsze momenty siatkarsko, zastanawiam się nad tym przejściem z pozycji na pozycję. Pojawia się w głowie pytanie: Czy czasem nie zrobiłem błędu? Decyzję jednak podjąłem z prostego powodu, chciałem atakować. Spodobało mi się, radziłem i radzę sobie, ale do rozegrania też podobno miałem smykałkę. W grupach młodzieżowych jeszcze przeskakiwałem z pozycji na pozycję.

Z perspektywy czasu myślę, że poradziłbym sobie jako rozgrywający, ale na niższym poziomie niż obecnie jestem.

Kiedy przyjeżdżasz do rodzinnego Jawora, jest jakiś sposób na uniknięcie siatkówki w rozmowach z najbliższymi?

Raczej nie ma takiej możliwości. (śmiech)

Od wejścia do domu trzeba zdać relację, co tam się działo w ostatnich meczach. Najczęściej rodzice dopytują, lubią wiedzieć, jak dana sytuacja, spotkanie, wyglądały z naszej perspektywy.

Jeszcze do niedawna, jak mieliśmy więcej czasu, to rywalizowaliśmy z Olkiem w takim domowym pojedynku. Pomiędzy deska do prasowania imitująca siatkę, a my odbijaliśmy gumową piłką. Rywalizacja była naprawdę zacięta.

Co ciekawe, wszystkie nasze gry tego typu opierały się o akcenty techniczne, grę z blokiem w różnych formach. Brat jest dzisiaj specjalistą w tej dziedzinie, mnie też całkiem nieźle idzie. Sądzę, że taka rywalizacja mogła mieć na to jakiś mały wpływ.

Kto częściej wygrywał?

Zdarzało się, że wygrana była po mojej stronie. Ale Olek też zaliczył kilka triumfów.

Brat sporo się napodróżuje w trakcie sezonu, zwłaszcza tego reprezentacyjnego. Macie wtedy stały kontakt?

Tak, nawet jeśli Olek był w Chinach na niedawno zakończonym turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk, to mieliśmy czas na to, żeby porozmawiać. Łączyłem się akurat przed snem, znaleźliśmy czas dla siebie. W rozmowach nie dominują jednak siatkarskie tematy.

twitter

Brat bardzo chce mi pomagać, wspiera mnie. To taki przykładny starszy brat.

Zawsze taki był?

Tak. Pamiętam, że jak wyjechał do Spały, to po powrotach do domu, poświęcał mi wiele czasu. To było budujące. Mogę na niego liczyć. Siatkarsko w ostatnim czasie pojawił się pomysł, żeby wspierał mój rozwój podpowiadając coś, na podstawie obserwacji moich meczów, nagrywanych w I lidze. Jeszce tego nie wprowadziliśmy, ale domyślam się, że to będzie kolejna cegiełka do mojego rozwoju. Co tu kryć, jestem Olkowi wdzięczny.

Brat z Jawora ruszył do Spały, ty obrałeś kurs na Warszawę. Nie przytoczyła cię stolica po małym dolnośląskim mieście?

Trochę zderzyłem się z Warszawą i jej realiami. Pamiętam moje zdziwienie, że na trening muszę dojeżdżać 40 minut metrem. To wielkie miasto. Choć dla mnie w skali mikro, bo mieszkałem w internacie w małym pokoju, z trzema kolegami. Warszawa ma też taką odsłonę, bardziej w skali mikro.

Bywało różnie, ale raczej nie miałem momentów zwątpienia, chęci powrotu do Jawora. A jak zatęskniłem, to wsiadałem w pociąg i przyjeżdżałem do rodziny. Działo się to w miarę często bo też w rodzinnym mieście miałem dziewczynę.

Siedzimy już kawałek czasu i obserwując cię, jesteś bardzo spokojnym gościem.

Raczej trudno jest mnie wyprowadzić z równowagi. A jak już się denerwuję, to właściwie głównie na boisku.

Podczas mistrzostw Europy 2021 brat w rozmowie z „Super Expressem” powiedział o tobie tak: „Brat jest lepszy we wszystkim, ale nie chcę mu mieszać w głowie”.

Piotr z uśmiechem wysłuchuje tych słów.

Uśmiechasz się, to widzę. A co odpowiesz?

Że czuję, że nie gram jeszcze tak, jak chciałbym grać. Dużo pracy przede mną, ale ja się jej nie obawiam, wiem, w jakim jestem momencie. Muszę sporo doszlifować, żeby być zadowolonym.

A uśmiechnąłem się, bo na pewno nie jest tak, jak Olek powiedział. (śmiech) Gdybym znalazł chociaż jeden taki element, w którym góruję nad bratem, to już byłbym zadowolony. Takie słowa są jednak bardzo miłe i będę dążył do tego, żeby kiedyś nie tylko się uśmiechać, ale też to potwierdzić na boisku.

Co siatkarsko najbardziej cenisz u brata?

Kreatywność. Potrafi znaleźć dużo sposobów na zdobywanie punktów. Lubię taki niekonwencjonalny styl gry. Słynne kiwki, technika, którą Olek ma na bardzo wysokim poziomie. Zdobywanie punktów w nietypowy sposób smakuje podwójnie. Olek potrafi to robić, rywal po drugiej stronie siatki musi być przygotowany na każdy wariant.

Z perspektywy ostatnich lat uważam, że Olek zyskał dużą pewność siebie. I to taką pozytywną, umacniając m.in. swoją pozycję w reprezentacji Polski. Dzięki temu dużo lżej jest w głowie i łatwiej jest realizować boiskowe zadania.

Sezon 2022 był jednak trudny. Czuć było, że dużo spadło na jego barki?

Olek otrzymał na pewno sporo hejtu. Wspieraliśmy go jako rodzina, on sam odcinał się od kolejnych komentarzy czy artykułów. Brat raczej nie czyta tego, co pojawia się w sieci. W przeciwieństwie do naszego taty, który jest na bieżąco, monitoruje każdy komentarz, analizuje internetowe fora. Zatem przepływ informacji był, brat wiedział to, co wiedzieć powinien. Ale nie był przytłoczony liczbą tych wpisów.

facebook

Wspominałeś o Spale i wyjeździe brata, ale ty też tam trafiłeś. Jak wspominasz czasy w legendarnych spalskich lasach?

Trafiłem tam w drugiej klasie liceum. Początkowo nie wierzyli we mnie, nie dostałem szansy od początku. Z perspektywy czasu myślę, że tak się po prostu musiało stać. Spalski ośrodek będę bardzo dobrze wspominał. Wiadomo, lasy dookoła, nie ma nic innego do roboty poza nauką i siatkówką. A jak już masz dość, to żeby się wyżyć… idziesz na trening, spożytkować energię. Zamknięte siatkarskie koło.

Trener Michał Bąkiewicz dał ci tam najwięcej?

Odnośnie przyjęcia, zdecydowanie nauczyłem się od trenera Bąkiewicza bardzo dużo. Prowadził naszą kadrę młodzieżową i przez cały ten okres zrobiłem największy progres, jeśli spoglądam na element przyjmowania piłki. To trener, który ma ogromną wiedzę z boiska. Patrzył na mój sposób przyjmowania i już wiedział, co robię nie tak jak powinienem. To szczegóły, które w siatkówce są jednak decydujące. Ustawienie nóg, odpowiedni poziom ułożenia barków, nieco inna płaszczyzna niż ta, którą preferowałem wcześniej. Naprawdę trener Bąkiewicz się na tym znał, wiedział dobrze, jak pomóc i to przynosiło później efekty.

Do tego dopisaliście na swoje konto kilka spektakularnych tytułów w młodzieżowej kadrze Polski. Na czele z mistrzostwem świata kadetów w 2021 roku. Uwierzyłeś wtedy w siebie?

Uwierzyłem w to, że pojawią się szanse do gry w seniorskiej siatkówce. Wcześniej słyszałem wielokrotnie, że nie jestem wystarczająco wysoki. Tłumaczyłem sobie jednak to tak, że skoro sięgnęliśmy po kilka krążków na najważniejszych imprezach młodzieżowych, to ktoś musiał zobaczyć nasze sukcesy i dostrzec potencjał graczy.

Z dzisiejszej perspektywy mogę powiedzieć, że to faktycznie się sprawdziło. Gdyby nie nasze wyniki w reprezentacji młodzieżowej, trudno byłoby się przebić gdzieś wyżej. Teraz porozchodziliśmy się każdy w swoją stronę, ale miło jest czasem spotkać się pogadać, kiedy widzimy się np. po dwóch stronach siatki w ligowym graniu.

Z tamtego okresu najmilej wspominam złoto MŚ kadetów. Graliśmy wtedy najlepszą siatkówkę. Czuliśmy się ze sobą tak dobrze, że nawet nie patrzyliśmy na drugą stronę siatki, z kim przychodzi rywalizować. Byliśmy pewni tego, co potrafimy i jak gramy. To był idealnie złożony zespół, naprawdę przyjemnością było być jego częścią.

Czytaj też:
Pół roku z reprezentacją Polski. Historyczna seria siatkarzy w cieniu absurdu

Wspominałeś o wzroście, masz 188 cm. Przypominam, że Michał Kubiak ma 191 cm. Zatem może to wcale nie jest taki problem?

Od pewnego czasu nie słyszę tego zarzutu o niewystarczającym wzroście. Ale zdaję sobie sprawę, że to może być pewien kłopot. Kubiak jest jedyny na ileś tam setek zawodników, którzy przebili się przy takim wzroście. Niby dzielą nas trzy centymetry, ale jest ta magiczna granica 190 cm w siatkówce. I mam wrażenie, że też trochę inaczej trenerzy patrzą na zawodnika, jak ma przekroczony ten pułap.

Sezon 2023/24 rozpocząłeś jako siatkarz Gwardii Wrocław. Jak scharakteryzowałbyś ten zespół?

Gwardia Wrocław to drużyna, którą warto oglądać. Bywają takie zespoły, przy których przychodzisz na mecz i wiesz, co się wydarzy. W naszym wypadku tej pewności nie ma, jesteśmy mocno nieprzewidywalni. Mam wrażenie, że mecze Gwardii będzie się oglądać bardzo ciekawie, więc już teraz do tego zachęcam. Z perspektywy kibica chciałbym przychodzić na takie mecze.

facebook

Te problemy przed sezonem was scaliły?

Coś w tym jest. Co nas nie zabije, to nas wzmocni. W okresie przygotowawczym pojawiały się różne plotki o tym, kto odejdzie i dokąd. Nie było też wiadomo, czy przystąpimy do sezonu. Ostatecznie zostaliśmy jednak w takiej grupie, w jakiej trenowaliśmy praktycznie od początku.

To dodatkowo nas scaliło, uważam, że jesteśmy solidną drużyną. Ten zespół sprawi sporo radości swoim kibicom. W tym sezonie będzie groźny dla każdego.

Widziałem szanownych rodziców na meczu Gwardii we Wrocławiu. To zresztą stały obrazek na waszych meczach. Po meczu analiza czy wspierają jako kibice?

Zdecydowanie jako kibice, to takie rodzinne wsparcie. Jeśli tylko pojawia się możliwość, cała rodzina pojawia się na trybunach. Sam też wielokrotnie dopingowałem Olka, kiedy jeszcze grałem w grupach młodzieżowych i było więcej czasu.

Choć co zabawne, wymyśliliśmy z rodzicami ostatnio, że przynoszą na moich meczach pecha. Jak przyjeżdżają oglądać moje pojedynki na żywo, to nie idzie mi za dobrze na boisku. Na tym pierwszym meczu u siebie, o którym wspomniałeś, początkowo ich nie zauważyłem. Kiedy miałem gorszy moment, zszedłem do kwadratu, dostrzegłem rodziców na trybunach. Uśmiechnąłem się tylko, wszystko się wyjaśniło… (śmiech)

Życiowo co najbardziej różni Piotrka i Olka Śliwków?

Nie do końca wiem, jak to opisać jednym słowem. Olek jest jednak człowiekiem, który lubi mieć dopięte sprawy na ostatni guzik. Wie, co, kiedy i jak robi. Ja lubię zostawić trochę przestrzeni do spontanicznego rozwoju wydarzeń. Zobaczę, co się stanie, nie planuję też dużo. Być może to też kwestia wieku, ale na dzisiaj tak to wygląda.

Mam też trochę głowę w chmurach, jak teraz o tym myślę. Czasem zdarzy mi się o czymś zapomnieć. Pod tym względem z pewnością różnimy się z bratem.

A po czym najbardziej można poznać, że jesteście braćmi, poza oczywistymi kwestiami rodzinnymi, sportem, czy pozycją na boisku?

Postawiłbym na miłość do rywalizacji i dążeniu do postawionego sobie celu.

Muszę zadać to pytanie. Jeśli zdobyty punkt, to wolisz mocny atak czy sprytne obicie bloku?

Wybieram sprytne wybicie.

Nie jestem zaskoczony.

Tak się domyślałem! (śmiech)

Ale to naprawdę sprawia dużo większą satysfakcję, spojrzenie na drugą stronę po takiej akcji, na blokujących i ich frustrację. Oczywiście bez złośliwości i prowokacji. To też jednak może na nich wpłynąć, kiedy przegrywają poszczególne akcje w taki sposób. Dlatego też wybór obicia, można nawet nazwać je perfidnym, jest moją odpowiedzią.

A gdyby po drugiej stronie siatki pojawił się brat?

Na pewno próbowałbym kiwki. Nie wiem, czy znalazłbym na niego sposób, ale z pewnością próbowałbym ograć Olka.

Zdenerwowałby się?

Jeśli powtórzyłbym to kilka razy, na pewno. (śmiech)

Czytaj też:
Zwycięskie zamknięcie sezonu polskich siatkarzy. Maraton w meczu z gospodarzami
Czytaj też:
Odważna deklaracja Nikoli Grbicia. Zdradził swoje plany