Rafał Kot dla „Wprost”: Chcemy, by Thurnbichler się otworzył. Kadra była zabetonowana

Rafał Kot dla „Wprost”: Chcemy, by Thurnbichler się otworzył. Kadra była zabetonowana

Reprezentacja Polski w skokach narciarskich
Reprezentacja Polski w skokach narciarskichŹródło:Newspix.pl / EXPA
Nowy sezon Pucharu Świata w skokach narciarskich już za rogiem. Po decyzjach FIS na pewno będzie się on różnił od tego poprzedniego. Na temat wprowadzonych zmian oraz o sytuacji w kadrze na łamach „Wprost” wypowiedział się Rafał Kot – członek zarządu PZN. – FIS strzelił sobie w oba kolana. Nie widzę żadnych pozytywów w tych ruchach – uważa.

Przed tym sezonem skoków narciaskich FIS wprowadził wiele zmian. Jedną z największych różnic względem poprzedniego sezonu jest zmniejszenie puli startowej, przez co najlepsze nacje mają mniej zawodników do dyspozycji w Pucharze Świata. Na ten i wiele innych tematów porozmawialiśmy z Rafałem Kotem – członkiem zarządu PZN.

Wywiad z Rafałem Kotem, członkiem zarządu PZN

Norbert Amlicki, „Wprost”: Wielkimi krokami zbliża się sezon Pucharu Świata. Jakie ma pan w zwiazku z nim oczekiwania?

Rafał Kot, PZN: Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie mamy żadnych oczekiwań. Chcielibyśmy, żeby nasi reprezentanci jak najlepiej nasi wypadli w Pucharze Świata. Liczymy na czołowe miejsca, włączenie się do walki o Kryształową Kulę i to, że będziemy się liczyć w Turnieju Czterech Skoczni. Każde zawody będą ważne, byłoby dobrze, gdyby nasi skoczkowie plasowali się na wysokich miejscach. Nie zawsze będzie to podium, ale żeby punktacja pozwalała nam mieć dwóch Polaków w pierwszej dziesiątce.

A czy PZN ma jakieś oczekiwania względem młodych? Nie martwi was, że nasi weterani są powoli u schyłku kariery, a – póki co – nie widać na horyzoncie młodych, którzy walczyliby z nimi o miejsce w kadrze A i dorównywali im poziomem?

Tu mamy do czynienia z odwiecznym problemem, który dotyczy wprowadzania młodych. Trzeba tę sprawę umiejętnie poukładać. Absolutnym błędem jest wprowadzanie niedoświadczonych zawodników do zmagań najwyższej rangi, czyli mowa tu o Pucharze Świata, Turnieju Czterech Skoczni, czy mistrzostwach świata w lotach. W tych sytuacjach byłbym ostrożny.

Skoczkowi nie można patrzeć w PESEL i odsuwać go tylko z tego względu, żeby wprowadzić młodego. Oni muszą sobie zasłużyć. Dawniej tak było, że zawodnik musiał bardzo dobrze skakać i nie wystarczyło pokazanie się w jednym konkursie.

Czytaj też:
Robert Mateja dla „Wprost”: Młodzi Polacy muszą pokazać, że zasługują na szansę

Mówi tu pan o Tomaszu Pilchu?

Taki właśnie błąd miał miejsce w jego przypadku. Wystąpił dobrze w jednym z konkursów Pucharu Kontynentalnego. Dobrze, że dostał szansę, ale nie w Turnieju Czterech Skoczni, który jest bardzo wymagający. Niestety od tej pory go nie ma i ciężko mu wrócić na odpowiednie tory.

Uważam, że ci starsi zawodnicy, skaczący dużo lepiej od tych mniej doświadczonych powinni w tych ważnych turniejach startować. Jestem przeciwnikiem rzucania młodych za wszelką cenę na głęboką wodę. Jeśli osiągają dobre i powtarzające się wyniki, w takiej sytuacji jak najbardziej. Trzeba ich wówczas sprawdzać w pierwszej reprezentacji, żeby już powoli zaczęła się wymiana pokoleniowa.

Poziom Pucharu Kontynentalnego jest odpowiedni, by przygotować młodych skoczków do tych zawodów wyższej rangi, np. do lotów narciarskich?

Warto zaznaczyć, że nie ma nawet takiej możliwości, by trenować na Mamutach. Są to tylko skoki próbne, treningowe i kwalifikacyjne przed danymi zawodami. Jeżeli zawodnik oddaje próby na bardzo wysokim poziomie na obiektach dużych, poradzi sobie na obiekcie do lotów narciarskich. Oczywiście potrzeba paru prób, żeby się w to wdrożyć.

W tym roku będziemy mieli po raz pierwszy do czynienia z dość niecodzienną sytuacją. O tym się jeszcze nie mówi, ale prawdopodobnie Puchar Kontynentalny będzie na tak wysokim poziomie, że będzie ciężko w nim brylować.

FIS strzelił sobie w oba kolana, zmniejszając pulę zawodników w Pucharze Świata. Nie wiem, dlaczego Sandro Pertile, który zna się na skokach, dał się w to wciągnąć. Tłumaczy tę decyzję chęcią wyrównania poziomów i tym, żeby inne nacje mogły wprowadzić więcej swoich reprezentantów. Jest to równia pochyła w dół, jeśli chodzi o poziom sportowy PŚ!

Zawodnicy z najlepszych nacji, którzy wypadną z Pucharu Świata, będą startować w Kontynentalu. Podniosą oni niebotycznie poziom tych zawodów. Pierwsza liga straci na rywalizacji stricte sportowej. Niestety prawda jest taka, że będzie więcej słabszych rywali, a mniej tych lepszych.

Przed sezonem pojawiły się spore dyskusje na temat kadry B, która wyraźnie odstaje poziomem od tej pierwszej. Jakiś czas temu były opiekun tej drużyny Maciej Maciusiak powiedział w TVP Sport, że „dzieje się coś niedobrego”. Jak to teraz wygląda?

Na początku dochodziły nas słuchy, że skoczkowie sobie nie do końca radzą i jest tam trochę chaosu. Natomiast zapewnił, że bardzo dobrze mu się współpracuje z Davidem Jiroutkiem, realizują wspólny program, konsultują go ze sobą.

Po pierwszych zawirowaniach są przesłanki, że wszystko zaczyna się układać. Jednak z krytyką trzeba poczekać. Każdy trener musie mieć czas na wykazanie się i udowodnienie, że jego zawodnicy idą do przodu, np. w Pucharze Kontynentalnym w przypadku kadry B. Wygląda na to, że sytuacja zmienia się na lepsze.

Skąd pana zdaniem wynikają takie dysproporcje między pierwszą a drugą kadrą? Zawodnicy z tej drużyny B nie dorównują formą do tych z zespołu A. Wcześniej pojawiła się krytyka, że te pozostałe zostały odstawione na boczny tor i skupiano się tylko na tym, co jest tu i teraz.

Dlatego teraz chcielibyśmy to zmienić, żeby nie było tak, że patrzymy tylko na czołowych skoczków. Dany zawodnik znajduje się w kadrze A na podstawie wyników, ten kto nie miał tak dobrych notowań, musi znaleźć się szczebelek niżej i walczyć o pierwszy skład.

Nigdy nie będzie tak wyglądało, że wszyscy skoczkowie będą na równi. Posłużę się przykładem. Jak ci z zaplecza mają dorównać w przygotowaniach tym najlepszym, kiedy kadra A od niedawno skakała w fantastycznych śnieżnych warunkach w Lillehammer, po wypoczynku na Cyprze. W tym czasie drużyna B siedziała w domu, trenowała tutaj, albo i nie, bo podmuchy wiatru utrudniały przeprowadzanie ćwiczeń. Nie ma u nas śniegu, nie ma też już igelitu, bo już przygotowujemy siatki na zimę. Drugi skład nie ma niestety takich warunków.

Nie było możliwości, by zabrać ich z kadrą A, albo zorganizować też coś dla nich?

Tak postanowił trener. Chciałbym, żeby nie było „betonowania kadry”. Do tej pory mieliśmy taką sytuację za Horngahera. Osiągnął z naszą reprezentacją niebotyczne wyniki. Nie spodziewaliśmy się, jaką furorę zrobi ten szkoleniowiec i jego podopieczni. Ale była ona zabetonowana, było nieważne, czy któryś z zawodników słabo skakał, nikt z zaplecza nie miał prawa doskoczyć do nich. Oczywiście powielił to Doleżal i teraz chcemy, by Thurnbichler się otworzył, by nie powtórzyć tych błędów.

Jednak po mistrzostwach Thurnbichler ogłosił skład, który będzie startował w pierwszych zawodach. Wcale nie byli najlepiej skaczącymi kadrowiczami w tym turnieju. Taka jest jego decyzja, trzeba ją uszanować, bo może ma głębiej ukryty plan. W trakcie trwania Pucharu Świata trzeba to uelastycznić, by ten, kto wyróżnia się z zaplecza, zastępował tego, kto zawodzi w tych zmaganiach.

Czytaj też:
Thomas Thurnbichler dla „Wprost”: Pragnę zbudować w Polsce coś, co przetrwa w niej dłużej ode mnie

Przechodząc do Letniego Grand Prix 2023, były to pierwze zawody od 2015 roku, w którym zabrakło polskiego skoczka na podium. Żyła był czwarty, piąty, a Zniszczoł siódmy. Może to być złym prognostykiem przed sezonem PŚ?

Absolutnie nie. Nasi reprezentanci mieli całkiem inny cykl przygotowań do zimy. Letnie GP jest po to, by się sprawdzić. Trzeba też zwrócić uwagę, w ilu zawodach nie brali udziału nasi najlepsi skoczkowie. Thurnbichler wie, co robi i przygotowuje naszych zawodników na Puchar Świata.

A forma Władimira Zografskiego pana zaskoczyła?

Zaskoczył i chylę czoła przed Grzegorzem Sobczykiem, który skupił się na tym jednym kadrowiczu. Jest bardzo doświadczonym skoczkiem. Szkoleniowiec potrafił na końcowe lata jego kariery jeszcze go tak zmobilizować i wdrożyć treningi, że wygrał letnie Grand Prix. Natomiast nie przeceniałbym tego wyczynu, bo wielu zawodników nie tylko naszych, ale i Austriaków, Norwegów, czy Niemców odpuściło całkowicie GP.

Zostając w klimacie doświadczonych skoczków u schyłku kariery, Noriaki Kasai mimo 51 lat na karku dalej chce skakać i znaleźć się w kadrze na mistrzostwa świata oraz igrzyskach olimpijskich w 2026 roku. Myśli pan, że zobaczymy go w tym sezonie Pucharu Świata?

Będzie mu bardzo trudno się przebić w składzie Japonii do zawodów tej rangi. Nie patrzmy Japończykom w PESEL, bo są zawodnikami długowiecznymi. Pamiętam, jak jeszcze byłem w kadrze, słynny Takanobu Okabe wygrał konkurs Pucharu Śiwata w Kuopio, a miał już prawie 40 lat (Zmagania z 10 marca 2009. Okabe po 11 latach wygrał w PŚ – przyp. red.).

Prywatnie go bardzo lubię. Ma taki pomysł na życie, chce bić kolejne rekordy długowieczności w skakaniu i niech to robi. Jeżeli uda mu się wystartować, to w zawodach drugiej ligi u siebie, ale przebicie się do ścisłej kadry Japonii, będzie trudne.

Wcześniej wspomniał pan, że FIS strzelił sobie w oba kolana, a czy pana zdaniem któraś z ich decyzji FIS się broni?

Nie widzę żadnych pozytywów w ruchach FIS. Po ich ostatnich decyzjach ta piękna dyscyplina, jaką są skoki narciarskie, cały czas tylko traci. Nie widzę ani jednej rzeczy, która by spowodowała coś pozytywnego.

W przypadku kombinezonów wprowadzono z wielkim szumem pomiary 3D. Jak sobie popatrzyłem na letnie GP, nie widzę, by coś się zmieniło. Wszyscy zobaczą, że na pierwszych konkursach Pucharu Świata w Ruce zawodnicy będą mieli takie same „worki” na wykroku, jak w sezonie poprzednim. To są pozorowane działania. Doskonale skrytykował tę sytuację Jakub Wolny, który powiedział, że trzeba się nieźle nagimnastykować z kombinezonem i naciągać go przed skokiem. Pokazuje to, że w tej sprawie nie zrobiono nic!

Ze ski-stopperów FIS już się wycofał.

One nie były nikomu potrzebne. Byłyby dodatkowym obciążeniem sprzętu, a moim zdaniem wcale bezpieczeństwa nie poprawią. W tej akurat sprawie sami zawodnicy zastrajkowali, więc szybko się wycofano z tego. Przede wszystkim trzeba iść w sprawiedliwe pomiary wiatru. Ten przelicznik jest uśredniony, a sami zawodnicy podkreślają, że on nie oddaje rzeczywistości.

Powinni się tym zająć specjaliści. Nie może być tak, że skoczek ma odejmowane punkty, podczas gdy wychodząc z progu, dostaje silny podmuch pod narty, który go wyhamowuje i nie jest w stanie odlecieć, mimo tego sprzyjającego podmuchu. Tak samo w drugą stronę, kiedy ma dodatnie pkt za wiatr w plecy nad bulą, a później otrzymuje podmuch pod narty i może odlecieć. Przeliczniki powinny oddawać, co się dzieje na skoczni w danej sytuacji, a w tym jasności pełnej nie ma.

Następna sprawa, jak można było z igrzysk olimpijskich wymiksować konkurs drużynowy, który jest ozdobą każdej tej imprezy. Dla mnie jest to niepojęte. Robi się wszystko, by tę dyscyplinę w ciągu najbliższych lat zniszczyć.

No i oczywiście największym błędem FIS-u było obniżenie kwot startowych. Sprawi to, że część zawodników, którzy mogli osiągać bardzo dobre wyniki na arenie międzynarodowej, będzie albo kończyła karierę, albo startowała w Pucharze Kontynentalnym. Spowoduje zawyżenie poziomu, w sytuacji, kiedy w Pucharze Świata on niestety spadnie.

Żeby uzmysłowić kibicowi, porównam tę sytuację do piłki nożnej. Jakby w naszym kraju zechciano wyrównać poziom Ekstraklasy, jak FIS zrobił w skokach, przedstawiciele ligi musieliby ogłosić, że skład lepszych drużyn nie będzie liczył już 11 graczy, a dziesięciu. Ponadto ich bramka byłaby większa, niż pozostałych klubów, które będą grały jednego zawodnika więcej.

Przez te zmiany wprowadzone przez FIS do składu z kadry A nie załapał się , który decyzją Thomasa Thurnbichlera będzie się szykował z zespołem B...

To bardzo mądra decyzja.

Czytaj też:
Kacper Juroszek dla „Wprost”: Nie byłem pogodzony z decyzją Thurnbichlera. To naturalne

... A w rozmowie z Eurosportem Austriak stwierdził, że zmniejszenie liczby miejsc dla niektórych będzie to stanowiło dodatkową motywację, a dla innych wręcz przeciwnie.

Tu trener ma całkowitą rację. Dla niektórych przeciwnie, bo skoczkowie będą się zastanawiać, czy jest sens dalszego skakania i trenowania. Zmniejszy to popularność dyscypliny i jej oglądalność.

Szukając jeszcze jakiegoś pozytywu w ruchach FIS, chciałbym zapytać o organizację polskiego turnieju w Wiśle, Szczyrku i Zakopanem. Jak pan to ocenia?

Zawsze takie turnieje generują dodatkowe zainteresowanie. U nas w Polsce jest ono tak duże, że bym się nie obawiał. W tym roku może się zmienić podejście zawodników do tych zmagań, bo będą to zawody punktowane do Pucharu Świata, a skoczkowie będą motywowani nagrodami i rywalizacją turniejową.

Przechodząc do typowania, kto może zaatakować Kryształową Kulę w tym sezonie? Halvor Egner Granerud już zapowiadał, że chętnie powtórzyłby ubiegłoroczny sukces?

Na pewno będzie jednym z faworytów. Ponadto ochotę na triumf w Pucharze Świata mają Niemcy, którzy ostatnie występy pod wodzą Horngahera mieli takie sobie. Liczono na więcej, po furorze w Polsce. Na pewno najmocniejsi będą Austriacy i któryś ze Słoweńców. Oczywiście my się w to wszystko włączymy.

W osobie Dawida Kubackiego, czy ?

Piotrek będzie chciał bardzo mocno namieszać. Sam zapowiada, że chce, by ten nadchodzący sezon był jeszcze lepszy od poprzedniego, co w jego przypadku oznacza podium w klasyfikacji generalnej.

W takim razie kto może być największym zaskoczeniem w tym sezonie?

Jestem ciekawy poczynań Zografskiego. Zobaczymy, czy wyniki z Letniego Grand Prix będzie w stanie przenieść do Pucharu Świata. No i Deschwanden, który stoczył z nim kapitalną walkę. Tę dwójkę będę bacznie obserwował. Zobaczymy, czy ktoś młody z Niemiec, Austrii, czy Słowenii może się pojawić.

U nas na młodzież bym nie liczył na razie. Nie widzę nikogo, kto w tym sezonie mógłby zawojować w Pucharze Świata. Na pewno będzie ciekawie. Zawody w Ruce i Kussamo nic nie pokażą, bo będą one loteryjne i wietrzne jak co roku. Dopiero papierkiem lakmusowym będą skoki w Engelbergu.

Czytaj też:
Adam Małysz dla „Wprost”: Skoczkowie nie muszą od razu wygrywać. Dobrze byłoby mieć swojego Daniela Tschofeniga
Czytaj też:
Kamil Stoch dla „Wprost”: Nie składam żadnych deklaracji. Chcę wziąć udział w tym „cyrku obwoźnym”