Tragedia w pierwszym meczu Euro 2020. Oceny dla reprezentantów Polski za starcie ze Słowacją

Tragedia w pierwszym meczu Euro 2020. Oceny dla reprezentantów Polski za starcie ze Słowacją

Jan Bednarek
Jan Bednarek / Źródło: Newspix.pl / Piotr Kucza / FotoPyK
14 czerwca reprezentacja Polski zmierzyła się ze Słowacją w pierwszym meczu na Euro 2020. Występ większości kadrowiczów był fatalny, więc zasłużenie przegraliśmy 1:2, tym samym sprawiając, że awans do fazy pucharowej wydaje się celem niemal niemożliwym do osiągnięcia. Oto oceny dla poszczególnych kadrowiczów za starcie ze Słowacją.

Pierwsze spotkanie Biało-Czerwonych na tegorocznych mistrzostwach Europy miało być tym najłatwiejszym, ale to nasi południowi sąsiedzi okazali się silniejsi, a przede wszystkim sprytniejsi i bardziej konsekwentni. W efekcie przegraliśmy 1:2 całkowicie zasłużenie. Jak oceniamy ten mecz w wykonaniu poszczególnych graczy?

Wojciech Szczęsny (4) – Przy bramce Skriniara nie miał nic do powiedzenia, ale ta pierwsza po części idzie na jego konto. Jakkolwiek spojrzeć Robert Mak uderzył niecelnie, bo trafił w słupek i dopiero wtedy futbolówka odbiła się od Szczęsnego i wpadła do siatki. Pech? Owszem, aczkolwiek zdaje się, że gdyby golkiper Juventusu, choć musnął piłkę palcami, udałoby się nam uniknąć tragedii. Może był dobrze ustawiony, ale nie interweniował odpowiednio.

Bartosz Bereszyński (3) – Najsłabsze ogniwo naszego bloku defensywnego. To jemu Robert Mak puścił piłkę między nogami w akcji na 1:0 dla Słowacji. Sytuacja ta naznaczyła jego występ. Widać było później, że zgubił nieco pewności siebie i nie był solidnym punktem polskiej defensywy.

Kamil Glik (4) – Przyzwoicie, aczkolwiek trudno oprzeć się wrażeniu, że powinien zablokować uderzenie Skriniara, czego nie zrobił. Oprócz tego dobrze spisywał się przede wszystkim w pojedynkach powietrznych. Miał też dobrą okazję do zdobycia bramki po jednym ze stałych fragmentów, lecz uderzył niecelnie.

Jan Bednarek (4) – Kiedy stoper Słowacji zdobywał bramkę na 1:2, nasz trzeci środkowy obrońca zawinił podobnie co Glik. W doliczonym czasie miał dobrą okazję do wyrównania, lecz zdaje się, że nieczysto trafił w piłkę. Nie zaliczył też żadnej ważnej, spektakularnej interwencji, dzięki której pozytywnie zapamiętalibyśmy jego występ.

Kamil Jóźwiak (2) – Już wiadomo, dlaczego Paulo Sousa zawsze wprowadzał go z ławki w drugich połowach. Tylko z Andorą gracz Derby County zagrał od pierwszej minuty. W meczu o wielką stawkę wychowanek Lecha po prostu się spalił. Zupełnie odpuścił Makowi w akcji, po której padł gol na 0:1, co było po prostu skandaliczne. Później przyszło mu kryć Skriniara w sytuacji, gdy ten strzelił na 1:2 i w tym też zawiódł. Poza tym Jóźwiak przez cały czas był bardzo nerwowy – to po jego stratach groźną sytuację miał Juraj Kucka, a także Grzegorz Krychowiak zarobił pierwszą żółtą kartkę. Katastrofalny występ.

(1) – Największy antybohater starcia ze Słowacją. Zaliczając dwa głupie faule w środkowej strefie boiska, zarobił dwie żółte kartki, przez co przez pół godziny Polska grała w dziesiątkę. Skrajna nieodpowiedzialność zawodnika, który przecież właśnie z niej słynął. W ogóle nie był to dobry mecz pomocnika Lokomotivu Moskwa, ponieważ przeciwnicy nie mieli większych kłopotów z prowadzeniem gry tuż pod jego nosem.

Karol Linetty (5) – Człowiek, który dał nam wiarę. Zdobył bramkę na 1:1 w 46. minucie, dzięki której wróciliśmy do gry, zanim nasze nadzieje na korzystny wynik zgasili Krychowiak ze Skriniarem. To duża zasługa, choć trzeba przyznać, że piłkarz Torino dobrze wyglądał tylko krótkimi okresami. Szkoda, że zmarnował jeszcze jedną niezłą okazję do pokonania bramkarza, choć trzeba też przyznać, iż nie było ona łatwa do wykończenia.

Mateusz Klich (5) – Powinien być bardziej aktywny w pierwszej części meczu, ale to zarzut, który można postawić każdemu Biało-Czerwonemu. Później miał asystę drugiego stopnia przy trafieniu Linettego (podawał do Rybusa), posłał też kilka niezłych, odważnych podań, ale koledzy nie zrobili z nich użytku.

Maciej Rybus (5) – Wyciągając średnią dla wahadłowego za ten mecz, należy rozgraniczyć defensywę i ofensywę. W obronie nie zawsze radził sobie wystarczająco dobrze, mimo że jego rywalem był Lukas Haraslin, etatowy rezerwowy w Sassuolo. W grze do przodu Rybus spisywał się już dużo lepiej, bo między innymi zaliczył asystę przy trafieniu Linettego. Kilka razy zdarzyło mu się obiecująco przyspieszyć akcję, lecz potem jego partnerzy nie potrafili zrobić z użytku z jego podań.

Piotr Zieliński (5) – Jako jeden z niewielu udźwignął stawkę meczu, choć pod jego koniec nie był już tak aktywny, jak tego potrzebowaliśmy. Natomiast kiedy jeszcze miał siłę, brał na siebie odpowiedzialność za rozegranie, a rozdawanie piłek kolegom i poruszanie się między Słowakami to dwie rzeczy, które wykonywał na dużym luzie. To też on dośrodkowywał do Glika w sytuacji, w której ten zmarnował dobrą sytuację do pokonania bramkarza.

Robert Lewandowski (3) – W meczach często dwoi się i troi, pomagając kolegom w rozegraniu akcji, przez co potem brakuje go w polu karnym. Tym razem jednak nie był wystarczająco aktywny i dokładny w skutecznej grze ofensywnej. Parę razy miał okazję do przyspieszenia akcji i posłania otwierającego podania na wolne pole, lecz zazwyczaj popełniał wtedy proste błędy techniczne skutkujące stratami. Duży zawód.

Przemysław Frankowski (4) – Nic nie zepsuł, ale też nic pozytywnego nie wniósł do gry Biało-Czerwonych, a przecież spędził na murawie ponad kwadrans. Jedyny moment, w którym jakkolwiek się pokazał, to ten z końcówki, gdy przypadkowo wyłożył piłkę Bednarkowi do strzału.

Tymoteusz Puchacz (5) – Wszedł na boisko w tym samym momencie co Frankowski, ale niewiele zdziałał. Na pewno na plus należy mu zapisać interwencję, która zatrzymała jedną z groźnych kontr Słowaków już przy stanie 1:2.

Karol Świderski (bez oceny) – Grał za krótko.

Jakub Moder (bez oceny) – Grał za krótko.

Czytaj też:
Rzecznik PZPN o zachowaniu Polaków po meczu. Podał „jedyne usprawiedliwienie”

Źródło: WPROST.pl
 0

Czytaj także