Czy Michniewicz powinien pozostać selekcjonerem reprezentacji Polski? Wątpliwości jest wiele

Czy Michniewicz powinien pozostać selekcjonerem reprezentacji Polski? Wątpliwości jest wiele

Czesław Michniewicz
Czesław Michniewicz Źródło: PAP / Leszek Szymański
Czesław Michniewicz próbował wpoić wszystkim, że w Katarze reprezentacja Polski osiągnęła wielki sukces, bo wyszła z grupy w fatalnym stylu. Niestety, z każdym kolejnym dniem ten „sukces” coraz bardziej jawi się jako katastrofa i to nie tylko sportowa. Trudno nie pytać więc, czy to aby na pewno właściwy człowiek na właściwym miejscu.

Zacznijmy od kwestii całkowicie fundamentalnej – już samo zatrudnienie go było błędem. Czesław Michniewicz nigdy nie powinien zostać selekcjonerem reprezentacji Polski. Nigdy. Po mistrzostwach świata w Katarze ma na swoją obronę jeszcze mniej argumentów.

Cień „Fryzjera”

Ktoś, komu prokuratura udowodniła 711 połączeń telefonicznych z „Fryzjerem” – czyli szefem piłkarskiej mafii, która ustawiała mecze – nigdy nie powinien dostąpić zaszczytu prowadzenia najważniejszej drużyny w polskim sporcie. Nie ma tu wielkiego znaczenia, że sąd nie skazał szkoleniowca, a prokuratura nie postawiła mu zarzutów.

Jego rola w całym procederze i charakter współpracy Michniewicza z prokuraturą nigdy nie zostały wyświetlone. On sam unika szczerych rozmów na ten temat, a próby wyjaśnień, że dzwonił do „Fryzjera”, bo szukał lekarza dla żony, albo kogoś, kto mu sprowadzi auto z Niemiec, trudno uznać za poważne.

Wątpliwości co do etyki Michniewicza były w środowisku znane od dawna. Mimo wszystko szef PZPN, czyli Cezary Kulesza, zamknął oczy i 31 stycznia tego roku nominował Michniewicza na selekcjonera kadry. Od początku ten kontrowersyjny ruch szefa związku, przynosił dużo szkód wizerunkowych i do dzisiaj się to nie zmieniło.

Oczy szeroko zamknięte

Już na jednej z pierwszych konferencji prasowych Michniewicz straszył sądem jednego z dziennikarzy, bo ten miał odwagę pytać o słynne 711 połączeń. Wtedy zamiast o sporcie więcej mówiło się o mrocznej przeszłości trenera. Wątpliwości co do etyki nowego selekcjonera miało nie tylko środowisko piłkarskie, które zna Michniewicza od dawna, ale także kibice, którzy dawali o tym mocno znać w mediach społecznościowych. Dlatego w dzień po nominacji „Przegląd Sportowy” dał okładkę z nowym selekcjonerem i tytułem: „Podzielił Polskę”.

Z kolei gdy w rozmowie w TVP dziennikarz Jacek Kurowski pokazał trenerowi tę okładkę, Michniewicz miał do niego tak głęboki żal, że po meczu Polski ze Szwecją, udzielając wypowiedzi na żywo, „ulżył” sobie, obrażając niewybrednie reportera i przy okazji kilku innych dziennikarzy.

Dopiero później miało się okazać, że kłótnie na konferencjach i obrażanie dziennikarzy to będzie powracający motyw w działalności publicznej nowego selekcjonera. Już na mundialu „cisnął” przedstawicielom mediów bez zahamowania. Dziennikarzowi, który pozwolił sobie na krytykę stylu gry w spotkaniu z Meksykiem, wypalił, że chyba budzi się z łyżeczką musztardy w buzi, bo jest taki zgorzkniały i nic go nie cieszy. Innego dziennikarza trener pytał, czy oglądał mecz kadry… plecami, albo czy w czasie tego spotkania był na cateringu. Kolejnego pouczał, że nie umie zadać własnego pytania, tylko powołuje się na opinie piłkarzy i marnuje czas.

Z kolei dziennikarza, który przedstawił się, że jest z Sao Paulo i zapytał o fatalny styl reprezentacji Polski, Michniewicz przez pomyłkę wziął za Argentyńczyka i poradził mu, żeby najpierw jego reprezentacja wygrała z Arabią Saudyjską. Wprowadził tym w zakłopotanie skonsternowanego Brazylijczyka i w poczucie wstydu obecnych tam Polaków, bo brak kindersztuby na pewnym poziomie jest jednak niewybaczalny. Tak, jakby Michniewicz nie rozumiał, że na mundialu reprezentuje Polskę. To były popisy na poziomie sołtysa w wiejskiej remizie.

Źródło: WPROST.pl
 1

Czytaj także