Dorota Świeniewicz dla „Wprost”: Mam mieszane uczucia przed ME. O jednym trzeba pamiętać

Dorota Świeniewicz dla „Wprost”: Mam mieszane uczucia przed ME. O jednym trzeba pamiętać

Dorota Świeniewicz
Dorota Świeniewicz Źródło: Newspix.pl / Rafał Bała / Agencja Przegląd Sportowy
Dwa razy w historii reprezentacja Polski siatkarek sięgała po tytuł najlepszej drużyny w Europie. „Złotka” prowadzone przez nieodżałowanego trenera Andrzeja Niemczyka wygrywały w 2003 i 2005 roku. Jedną z liderek tamtej kadry była Dorota Świeniewicz, która specjalnie dla „Wprost” zabrała głos przed startem ME 2023 z udziałem Biało-Czerwonych.

W latach 1991-2009 Dorota Świeniewicz rozegrała dla reprezentacji Polski aż 325 oficjalnych spotkań. Będąc przy tym jedną z najważniejszych postaci legendarnych „Złotek” trenera Andrzeja Niemczyka. Dwukrotna mistrzyni Europy (2003 i 2005 – w drugim turnieju wybrana MVP całych zmagań), obecnie szkoląca siatkarską młodzież. A dodatkowo pojawiając się też w roli ekspertki w TV.

Świeniewicz mocno trzyma kciuki za wyniki osiągane przez reprezentację Polski. Specjalnie dla „Wprost” podzieliła się spostrzeżeniami dotyczącymi ME, które potrwają od 15 sierpnia do 3 września. Biało-Czerwone zagrają w belgijskiej Gandawie a grupowymi przeciwniczkami Polek będą kolejno: Słowenki (18.08, g. 20:00), Węgierki (20.08, 20:00), Serbki (21.08, 17:00), Belgijki (22.08, 20:00) oraz Ukrainki (24.08, 17:00).

Wywiad z Dorotą Świeniewicz, byłą reprezentantką Polski w siatkówce

Maciej Piasecki („Wprost”): Będziemy mieć powody do radości w trakcie mistrzostw Europy siatkarek?

Dorota Świeniewicz (była reprezentantka Polski, dwukrotna mistrzyni Europy): Przyznam, że mam mieszane uczucia przed startem turnieju. Należy pamiętać, że na horyzoncie jest jeszcze kolejne ważne wyzwanie. Mam tu na myśli turniej kwalifikacyjny do igrzysk w Paryżu. Dlatego w mojej świadomości jest to, że nasz zespół na ME nie powinien zaprezentować tej stuprocentowej formy. Forma powinna jeszcze rosnąć, żeby w jak najlepszym stopniu przygotować się pod wrześniowe kwalifikacje olimpijskie.

Z drugiej strony dziewczyny tym dobrym, fajnym graniem w trakcie Ligi Narodów, rozbudziły we mnie kolejne nadzieje. Z niecierpliwością czekam na mistrzostwa Europy, bo chciałabym, żeby nasz zespół odniósł na takiej imprezie spektakularny sukces.

Zbudowanie dwóch szczytów formy w tak krótkim odstępie czasu jest możliwe?

To trudne wyzwanie. Jeśli mnie pamięć nie myli, w 2005 roku reprezentacja Niemczyka też musiała zanotować dwa szczyty formy w krótkim odstępie czasu. Na starcie sezonu kadrowego przegrałyśmy kwalifikacje do MŚ. Taki rozczarowujący wynik zaburzył cały okres przygotowań, który pierwotnie zakładał sztab reprezentacji.

Musiałyśmy zagrać, poza ME, jeszcze dodatkowe kwalifikacje do MŚ. Ten ekstra turniej odbywał się bodajże w Bułgarii. Wtedy musiałyśmy dwukrotnie „szczytować”, wyjścia nie było. Ale na szczęście udało się, zakwalifikowałyśmy się do MŚ na kolejny rok, a dodatkowo niedługo później obroniłyśmy tytuł mistrzyń Europy.

To było głównie podtrzymanie formy?

Tak, to właściwie było jedyne rozwiązanie. Na budowanie czegoś na krótko po jednym wyzwaniu, a tuż przed drugim, zabrakłoby odpowiedniego zakresu czasu. Dlatego uważam, że w przypadku naszej obecnej kadry krótki okres pomiędzy ME a turniejem walki o igrzyska w Paryżu, będzie korzystny.

Pozostanie krótki odpoczynek po pierwszym wyzwaniu i odpowiednie zadbanie o to, co wypracowały wcześniej, a przecież wiemy, że w tej drużynie drzemie ogromny potencjał.

Jest jeszcze ten zły scenariusz, tfu, który dodatkowo odpukuję w niemalowane. Czyli kiedy na ME nie osiągniemy dobrego wyniku, impreza skończy się dla nas przedwcześnie, aniżeli zakładamy. Wtedy ten turniejowy, niewykorzystany czas, będzie musiał zamienić się w kolejny etap wzmocnienia naszego zespołu.

Czytaj też:
Martyna Łukasik dla „Wprost”: Stefano Lavarini od początku w nas wierzył. Pokazałyśmy, że Polski też trzeba się obawiać

Turcja, Serbia, Włochy i Polska. Takiego zestawu spodziewa się pani w walce o medale podczas mistrzostw Europy?

Myślę, że tak, nie przewiduję jakichś większych niespodzianek.

Skupiając się na naszej reprezentacji, wierzę mocno, że dziewczyny zdobędą medal. Spełnieniem marzeń byłby ten złoty, ale z racji tego, że zespół cały czas jest na etapie budowy, to nie chciałabym narzucać dziewczynom presji zdobywania mistrzostwa Europy tu i teraz. Niech to będzie krążek jakiegokolwiek koloru.

Drabinka turniejowa wskazuje, że na drodze Polek staną Turczynki. Wyniki niedawnych sparingów pomiędzy tymi drużynami należy brać pod uwagę?

Zazwyczaj mówi się, że wyniki w sparingach przed ważnymi turniejami, należy traktować jako sprawę drugorzędną. Zespoły spotykają się głównie po to, żeby się sprawdzić, skonfrontować, najlepiej z przeciwnikiem podobnej klasy sportowej, a nawet lepszymi. Żeby było wiadomo, nad czym można popracować, które elementy poprawić.

Podczas ME nikt nie będzie pamiętał o tym, co działo się przed turniejem. To będzie nowa, czysta karta do zapisania. Każda z drużyn będzie grała przede wszystkim o wynik.

Mistrzostwa Europy to najtrudniejszy turniej obok olimpijskiego?

Na pewno jest więcej zespołów, które prezentują podobny poziom czy styl gry, spoglądając na Europę. W takiej imprezie jak ME decyduje często dyspozycja dnia.

Trudno uwierzyć, że w tym roku wybija równo 20 lat od pani pierwszego złota w reprezentacji na ME?

No pewnie, że tak. Mam te szczątkowe wspomnienia z tamtego pięknego czasu. Tych najważniejszych momentów, kiedy stałyśmy na najważniejszym podium, odbierając złote medale. Wyjątkowe było też wysłuchanie Mazurka Dąbrowskiego. Mam to przed oczami. Choć ta cała droga turniejowa, każdy element, po 20 latach nie jest już aż tak istotny. Nie pamięta się tego aż tak szczegółowo, przynajmniej ja tak mam.

Trudno uwierzyć, że za nami już dwie dekady, a my dalej piękne i młode. (śmiech)

Byłaby pani w stanie wskazać, co takiego miałyście, że skończyło się na dwóch tytułach mistrzowskich?

Dwadzieścia lat temu byłyśmy w trochę innej rzeczywistości. Nasz kraj nie był wówczas tak doceniany pod względem siatkarskim. Każda z nas miała głód i chęć zagranicznego wyjazdu. Żeby móc się sprawdzić, zobaczyć inny świat.

Krążyły legendy o tym, jak trenuje się np. we Włoszech. Każda chciała wyjechać, zobaczyć, poczuć to na własnej skórze. Gra w reprezentacji była oknem wystawowym, witryną do lepszej przyszłości. Dodatkowo to były też czasy w których każda z dziewczyn chciała grać w kadrze, żadna nawet nie myślała o tym, żeby odmówić selekcjonerowi. Kierował nami głód sukcesu, udowodnienia innym, że jesteśmy zdolne do wielkich rzeczy, zarówno indywidualnie, jak i zespołowo. Pokazania, że w Polsce też się solidnie trenuje, a nasze zawodniczki w starciu z najlepszymi mogą osiągać sukces. Tak się właśnie stało.

Czyli paradoksalnie dzisiaj nasze siatkarki mogą mieć trudniej?

Trudno to jakkolwiek zestawić.

W większości polskich klubów mowa dzisiaj już o w miarę profesjonalnych strukturach. Zmieniła się też mentalność zawodniczek, dodatkowo także inaczej trenuje się w Polsce. Nie mamy się czego wstydzić. Z tego względu nasze siatkarki muszą sobie szukać trochę innych celów, wyzwań, co do sukcesów reprezentacyjnych.

Trzeba pobudzać swój organizm, sportową ambicję, do osiągania kolejnych szczebli na zawodowej drabince. Tylko dzięki temu każda z dziewczyn może się rozwinąć. I to nie tylko na krajowym podwórku. Trzeba próbować ryzyka wyjazdu zagranicznego. Taki krok pozwala na jeszcze większe doświadczenie, które może zaprocentować w kluczowych momentach. Również w trakcie grania na poziomie reprezentacyjnym.

Co do turnieju, faktycznie istnieje ten słabszy moment, gorszy mecz?

Obecnie ME to już inna impreza niż za czasów, w których grałam w reprezentacji. Przede wszystkim pod względem objętości spotkań. Rozpoczynamy teoretycznie 15 sierpnia, a kończymy 3 września. Kiedyś turniej trwał w okolicach dziesięciu dni. To oczywiście efekt zwiększenia liczby drużyn, co powoduje również, że poziom poszczególnych meczów jest zróżnicowany.

Trzeba być jednak cały czas uważnym, mocno skoncentrowanym, Optymalnie wykorzystać wolny czas, jaki pojawi się w terminarzu turniejowym. Gorsze momenty mogą się przytrafiać, to wydaje się normalne. Sztuką jest, żeby eliminować takie ryzyko. Albo starać się zrobić tak, aby nie przytrafiły się w kluczowych momentach turnieju.

A jak „Złotka” spędzały czas wolny w trakcie ME, o ile takowy się pojawiał?

Czasu nie było wiele, ale pamiętam te momenty na złapanie oddechu.

Przykładowo my obowiązkowo przed śniadaniem wybierałyśmy się na wspólny spacer. Niby to miała być forma rozruchu, ale naszemu sztabowi szkoleniowemu zależało na tym, żebyśmy od rana były odpowiednio dotlenione.

Panowała też dowolność w naszej kadrze. Mogłyśmy czas spędzać razem, ale nie brakowało też momentów, w których miałyśmy swoje grupki. Jak to po prostu jest w zespołach, niezależnie od czasów. Ważne, żeby widzieć wspólnie jasny cel, razem do niego dążyć.

Malwina Smarzek na turnieju nie zagra. Pomysł z ustawianiem jej na boisku w roli przyjmującej ma przyszłość?

Jak popatrzymy na przykład Turczynek i generalnie tendencji światowej, to rozwiązanie z Malwiną Smarzek nie jest jakąś wielką niespodzianką. Kierunek jest jasny, trwają poszukiwania mocnych siatkarek, szukania prostej siatkówki.

twitter

Wiemy, że kluczem jest zagrywka, która jest coraz trudniejsza i mocniejsza. Dużo zespołów ma problemy z idealnym przyjęciem czy chociażby dograniem piłki do siatki. Zespoły skupiają się bardziej na rozwiązaniach przy graniu na tzw. wysokiej piłce, do prawego i lewego ataku.

Cały świat zmierza w tę stronę, szuka się mocnych i fizycznych zawodniczek. Podejrzewam, że trener Stefano Lavarini też ma taki plan. Niestety Malwina Smarzek została wyeliminowana przez kontuzję z ME, ale najwyraźniej jej przyszłość będzie się wiązała z pozycją przyjmującej w kadrze.

Ważne jest to, że niektóre siatkarki, grające w nieco inny sposób niż większość świata, pokazały już w poprzednim sezonie, że potrafią wygrywać. To duży atut naszej reprezentacji, która może zaskoczyć przeciwniczki różnymi rozwiązaniami na boisku.

Do tego w roli atakującej świetnie sprawdza się Magdalena Stysiak. W przypadku Smarzek pomyślałem o tym, jaką rolę spełniał w przeszłości w kadrze Bartosz Kurek. Może za kilka lat siatkarka powróci na atak w reprezentacji?

Trudno dywagować, co będzie działo się za kilka lat.

Czytałam niedawno wywiad (dla „Wprost” autorstwa Michała Winiarczyka dop. eMPe), w którym sama Stysiak przyznała, że najistotniejsze jest, żeby wszystkie najlepsze zawodniczki w niej były i chciały grać. Tego się trzymajmy. Nie szukajmy różnych dziwnych podtekstów w funkcjonowaniu reprezentacji.

Ważne, żeby ta kadra miała spokój. Dziewczyny powinny być skupione przede wszystkim na wykonywanej pracy. Decyzje dotyczące poszczególnych pozycji na boisku, tu decyduje sztab na czele z pierwszym trenerem. A oni wiedzą, co robią.

Czytaj też:
Magdalena Stysiak dla „Wprost”: W końcu dorosłyśmy do sukcesów. Medal przełamał złą passę

Jest coś, co panią zastanawia w kontekście występu naszej kadry na ME? Może wejście do składu Joanny Wołosz?

O to jestem spokojna. Aśka w opinii wielu ekspertów jest najlepszą rozgrywającą na świecie. Ma to coś, ten błysk, siatkarski polot. Dodatkowo daje przy tym dużo spokoju na boisku. Spoglądając na nadchodzące wyzwanie kadry na ME, czuję się zniecierpliwiona. Głównie za sprawą tego, że nasze dziewczyny grają bardzo dobrze.

Zastanawiam się w kontekście reprezentacji Polski, czy dziewczyny popracowały dodatkowo nad zagrywką. Tutaj na pewno jako zespół mamy jeszcze bardzo duże rezerwy. Więc ciekawa jestem, co zobaczymy w tym elemencie w trakcie turnieju.

A grupowy mecz z Serbkami to będzie pierwszy egzamin Polek?

Wyciąganie wniosków zostawmy sobie po turnieju. Nie ma co narzucać zbyt dużej presji po kolejnych spotkaniach. Mimo młodego wieku reprezentantek mowa o bardzo doświadczonej drużynie i one wiedzą, co mają robić na boisku.

Dodatkowo dziewczyny mają poukładane w głowach, wiedzą, jak podejść do tego turnieju. Cel jest daleko i trzeba do niego kroczyć małymi krokami. Tylko taka rzetelna praca, z treningu na trening, z meczu na mecz, da naprawdę duże wyniki.

Trzymajmy mocno kciuki za nasz zespół. Dziewczyny mogą nam przynieść dużo radości, ale z pewnością konkurencja już wie o tym, że reprezentacja Polski jest mocna i groźna. Więc to będzie trudniejsze wyzwanie niż w przypadku niedawnej Ligi Narodów.

Czytaj też:
Stefano Lavarini odsłonił karty. Znamy skład Polek na mistrzostwa Europy
Czytaj też:
Wyboista droga Julii Szczurowskiej do kadry. Druzgocąca rzeczywistość polskiej siatkówki

Źródło: WPROST.pl