Wielki triumf wstydliwego i dręczącego futbolu

Wielki triumf wstydliwego i dręczącego futbolu

Czesław Michniewicz
Czesław Michniewicz Źródło: PAP/EPA / Friedemann Vogel
Futbol jest grą radosną, a my Polacy potrafimy się nią totalnie udręczyć. Czy jest w tym jakaś klątwa, czy może polski fatalizm, że nawet jeśli już wyjdziemy z grupy na mundialu, to robimy to w takim stylu, który nie pozwala nam się cieszyć pełną piersią? Czy naprawdę – mając tak znakomitych piłkarzy, jak Robert Lewandowski i Piotr Zieliński – nie można inaczej?

To nie był awans, po którym wybuchł jakiś nieokiełznany entuzjazm w narodzie: nie strzelają korki od szampanów, ludzie nie jeżdżą samochodami po mieście z wywieszonymi flagami, trąbiąc i krzycząc z radości. Raczej jest poczucie skołowania, dyskomfort, lekkie zawstydzenie. No bo awans jest, ale no właśnie taki jaki jest.

ma oczywiście, wartość samą w sobie. Ale nie usprawiedliwia wszystkiego.

I tak jak nie można powiedzieć, że awans nic nie znaczy (bo znaczy), to też nie można powiedzieć, że w ogóle nie liczy się styl. Liczy się. Mundial to największa witryna wystawowa na świecie. Taki mecz Polski z Argentyną oglądały setki milionów ludzi. I co zobaczyli? Przestraszonych Biało-czerwonych i ich trenera z gigantycznym cykorem. Grających bez żadnego stylu, futbol bojaźliwy, wstydliwy a momentami nawet haniebny.

Oczywiście Michniewicz i jego zwolennicy będą się bronić, że liczy się sam wynik i nic więcej. Dla nich styl, którego domagają się ci rozczarowani kibice, jest nieważny. To spór nie do rozstrzygnięcia, to jest jak odwieczna wojna postu z karnawałem. Obie strony mocno się okopały na swoich stanowiskach i do jakiegokolwiek porozumienia nawet nie chcą zmierzać.

Polski pomysł na mundial

Świat patrzy ze zdziwieniem na polski pomysł na mundial. Niemiecki dziennikarz opisał grę naszej reprezentacji w meczu z Argentyną w taki sposób: „W pierwszej połowie Polacy postawili we własnym polu karnym autokar. A w drugiej połowie, z jego kół wypuścili powietrze i ten pojazd nie był już w stanie stamtąd odjechać”. W podobnym tonie wypowiadają się również inne zagraniczne media. Trochę jednak ich dziwi, że Polska, mając tak dobrych piłkarzy, w ogóle nie próbuje grać w piłkę. A że nie próbuje wskazują przecież wszystkie kompromitujące nas statystyki z tego meczu.

Ktoś powie: spokojnie, taki właśnie był plan Michniewicza. To chyba jednak żarty. Jaki plan? Przecież my wywiesiliśmy białą flagę i czekaliśmy na to, co przyniesie los.

Kiedy Meksykanie strzelili trzecią bramkę Arabii Saudyjskiej, byliśmy już przez kilkadziesiąt sekund poza mundialem. Uratował nas VAR, odwołał gola dla Meksyku. Polacy nie mieli już na to żadnego wpływu. Przez 6 minut nasi piłkarze patrzyli w telefony. Ich los ważył się na zupełnie innym boisku. Michniewicz miał fart, ale nie nazywajmy tego planem. O tym, że zostajemy na mistrzostwach zdecydował ślepy los. Nic więcej.

Przecież gdyby Argentyna potrzebowała do awansu zwycięstwa trzema golami, to by strzeliła nam trzy. A gdyby potrzebowała pięciu, to strzeliłaby nam pięć. Na szczęście nie potrzebowała…

Przewidywałem, że Polska wyjdzie z grupy

Już przed mistrzostwami przewidywałem, że Polska wyjdzie z grupy. Nie z powodu wiary w geniusz strategiczny selekcjonera – co to, to nie – ale dlatego, że wiadomo było, iż mamy z najsłabszą reprezentacją Meksyku w ostatnich dekadach. Uważałem, że przy dużym potencjale reprezentacji Polski, jesteśmy w stanie spokojnie wyjść z grupy. Ale w ogóle nie podejrzewałem, że Michniewicz zredukuje piłkarzy Barcelony, Napoli, Juventusu, Romy, Wolfsburga, Feyenoordu do roli prymitywnych przeszkadzaczy, którzy mają w ogóle nie grać w piłkę. W głowie mi się nie mieściło, że na mundialu chcemy światu pokazać akurat taką twarz. A jednak…

Źródło: WPROST.pl
 1

Czytaj także