Polski skoczek został królikiem doświadczalnym. Wyjawił, co chciał osiągnąć

Polski skoczek został królikiem doświadczalnym. Wyjawił, co chciał osiągnąć

Aleksander Zniszczoł
Aleksander Zniszczoł Źródło: Newspix.pl / EXPA/Tadeusz Mieczyński
Aleksander Zniszczoł znów został królikiem doświadczalnym w reprezentacji Polski. W Lahti znów użył nowego sprzętu, a po konkursie wyjaśnił, co miał na celu.

Sezon 2023/24 w wykonaniu polskich skoczków można uznać praktycznie za stracony. Tylko jeden z nich od pewnego czasu prezentuje się zadowalająco. Mowa oczywiście o Aleksandrze Zniszczole, który też słabo wszedł w obecną edycję Pucharu Świata, ale z czasem zyskiwał i w końcu stał się najlepszym z biało-czerwonych. Co ciekawe 29-latek pełni w naszej kadrze także inną, wyjątkową rolę. W Lahti znów został królikiem doświadczalnym.

Aleksander Zniszczoł dał radę w Lahti

W tym kontekście warto wspomnieć jednak, że w konkursie, który został rozegrany w ramach tego, którego nie udało się dokończyć w Szczyrku, Zniszczoł spisał się naprawdę dobrze. Jako jedyny awansował do drugiej serii, a przede wszystkim zakończył ją na wysokiej pozycji. Kolejny raz znalazł się w pierwszej dziesiątce, kończąc zawody na 8. pozycji. Najpierw skoczył na 124,5 metra, a potem na 126,5. Do podium zabrakło mu 12,5 punktu, czyli niedużo.

Po zakończeniu konkursu sam zawodnik przyznał, że jest zadowolony z siebie i za każdym razem, kiedy kończy konkurs w top 10, to go cieszy. W sezonie 2023/24 29-latek miał pięć takich okazji do zadowolenia. Ewidentnie żałował jednak, że nie poszło mu jeszcze lepiej. – Wykonał dobrą robotę – mówił o swoim podopiecznym Thomas Thurnbichler.

twitter

Znów został królikiem doświadczalnym

Kto oglądał konkurs, ten pewnie wyłapał również, że Zniszczoł w Lahti po raz pierwszy wystąpił w innym kombinezonie niż wcześniej. Dotychczas skakał w niebieskim, a teraz przywdział taki w kolorze zielono-oliwkowym. To efekt tego, czym ten zawodnik zajmuje się w polskiej kadrze od dawna. Za każdym razem, gdy sztab chce przetestować jakieś rozwiązanie sprzętowe, za zadanie to bierze się właśnie on. Tym razem nie było inaczej.

W rozmowie z reporterem Eurosportu 29-latek wyjaśnił również, co chciał osiągnąć poprzez zmianę kombinezonu w samej końcówce sezonu. – To kolejna próba dołożenia czegoś jeszcze tej zimy. Tak, by jeszcze poszukać i powalczyć o wyniki – wyjaśnił. Na pierwszy rzut oka zdaje się, że ta zmiana dobrze na niego wpłynęła. Potwierdzenia będzie szukał w sobotnich zawodach drużynowych oraz w niedzielnych indywidualnych.

Czytaj też:
Smutna prawda o polskich skokach narciarskich. To dobitny przykład kryzysu
Czytaj też:
Polski skoczek nagle zapadł się pod ziemię. Teraz zdradził powód