Przepracowana trauma i udana rewolucja mentalna. Droga reprezentacji Danii do półfinału Euro 2020

Przepracowana trauma i udana rewolucja mentalna. Droga reprezentacji Danii do półfinału Euro 2020

Reprezentacja Danii
Reprezentacja Danii / Źródło: Newspix.pl / Zuma / Marcio Machado
Obstawianie kto zostanie „czarnym” koniem turnieju to zawsze loteria, ponieważ trudno w tym względzie o racjonalne przesłanki. Sporo osób wskazywało Turcję, mówiło się o Chorwacji, o Danii natomiast wspominano stosunkowo rzadko. A jednak to właśnie ona zawładnęła sercami kibiców z całej Europy, docierając aż do półfinału Euro 2020. Jak Duńczykom udała się ta sztuka?

Gra reprezentacji Danii na tegorocznych mistrzostwach Europy może zapierać dech w piersiach. Wiele osób już teraz porównuje ją do drużyny z 1992 roku, która wygrała ówczesny turniej. Tamta historia bez wątpienia była romantyczna. Obecna również nie jest pozbawiona tego elementu – podopieczni Kaspera Hjulmanda, zanim dotarli do półfinału rozgrywek, musieli zmierzyć się z wieloma przeciwnościami losów. Oto ich droga w roli czarnego konia mistrzostw.

Christian Eriksen o krok od tragedii

Mecz Danii z reprezentacją Finlandii już przeszedł do historii. Niestety nie ze względu na znakomite widowisko sportowe. Ono zeszło na dalszy plan i właściwie nawet dziś, niespełna miesiąc po nim, trudno przypomnieć sobie z niego jakiekolwiek stricte piłkarskie klisze.

Ta jedna, dotycząca Christiana Eriksena, przyćmiła wszystkie pozostałe. Końca dobiegała pierwsza połowa, kiedy ofensywny pomocnik zemdlał, a następnie jego serce przestało pracować. Potrzebna była kilkunastominutowa akcja reanimacyjna oraz zastosowanie elektrowstrząsów, aby uratować mu życie. Udało się – już kiedy lekarze znosili go z boiska na noszach, piłkarz był przytomny.

Zastanawiano się, czy w dobie tych wydarzeń należy kontynuować mecz. UEFA dała dwie opcje – wznawiacie starcie po przerwie albo gracie następnego dnia około południa. Ostatecznie Duńczycy i Finowie wrócili na boisko, ale trudno dziwić się tym pierwszym, że myślami byli raczej w szpitalu przy koledze niż na murawie. Było to widać w wielu sytuacjach, a szczególnie kiedy Pierre-Emile Hojbjerg skutecznie uderzał z karnego. Mimo gigantycznej przewagi (63:37 proc. posiadania piłki, 23:1 w strzałach na bramkę) to jednak Finlandia zwyciężyła 1:0. Jedyne uderzenie w kierunku bramki Kaspera Schmeichela posłał Joel Pohjanpalo i ustalił wynik spotkania.

Dania z nożem na gardle

Następnie Dania zmierzyła się z Belgią i już w tym starciu widać było, że podopieczni Hjulmanda otrząsnęli się z traumy. Grali świetnie, zamiast meczu kibice mogli oglądać prawdziwe show. Wtedy jednak pragmatyzm jeszcze wygrał z romantyzmem, bo dzięki błyskowi geniuszu Kevina De Bruyne Czerwone Diabły wygrały 2:1.

Duńczycy mieli nóż na gardle – aby wyjść z grupy B, musieli liczyć na korzystny wynik w starciu Belgii z Finlandią oraz wygrać z Rosją, najlepiej kilkoma bramkami. Udało się spełnić oba te warunki. Dania olśniła, triumfując 4:1 po równie efektownej grze, co w drugiej kolejce fazy grupowej. Tym razem jednak poszczególnie zawodnicy byli także zabójczo skuteczni. Wtedy też szerszej publiczności w pełnej krasie objawili się Joakim Maehle i Mikkel Damsgaard, czyli dwa największe odkrycia Euro 2020.

Dobra drabinka i radosny futbol

Osiągnięciom reprezentacji Danii nie należy umniejszać, ale trzeba zdać sobie sprawę, że znalazła się ona w znacznie łatwiejszej części drabinki. W 1/8 finału trafiła bowiem na Walię, później zaś na Czechów. Owszem, Szwajcarzy pokazali, że na przykład Francuzów nie należało się bać, podobnie jak Hiszpanii. Niemniej jednak nadal faktem pozostało szczęście dopisujące Duńczykom przy tym, z kim los parował ich w kolejnych etapach turnieju.

Zostawiając jednak te dywagacje, należy oddać zespołowi Hjulmanda, że niezależnie z kim grał, znakomicie się na to patrzyło. Mimo mocnego początku Walii drużyna Roberta Page’a również została zdeklasowana – Dania wygrała 4:0. Z naszymi południowo-zachodnimi sąsiadami tegoroczny „czarny koń” miał co prawda więcej problemów – od remisu ratowały go doskonałe interwencje Kjaera i Schmeichela – ale ostatecznie to znów on był górą. Duńczycy wygrali 2:1, choć później okazało się, że pierwszego gola zawdzięczają fatalnej decyzji sędziego. Pretensje należy mieć więc do Bjorna Kuipersa, a nie do piłkarzy Hjulmanda.

Prawdopodobnie jednak nie byłoby całej tej historii, gdyby nie rewolucja, która wydarzyła się w tej drużynie niedługo przed turniejem. Latem 2020 roku z reprezentacji Danii musiał odejść trener Age Hereide, mimo że wywalczył z tym zespołem awans na mistrzostwa. Zastąpił go Kasper Hjulmand właśnie, który zupełnie odmienił tę ekipę. Nagle okazało się, że Duńczycy wcale nie muszą grać topornego, defensywnego futbolu, lecz efektowny, ofensywny, cieszący oko każdego kibica. Bez tej mentalnej przemiany na pewno nie zaszliby aż do półfinału Euro 2020.

Czytaj też:
Włosi chcą odwetu za finał z 2012 roku. Ostatni raz wygrali z Hiszpanami pięć lat temu

Opracował:
Źródło: WPROST.pl
 0

Czytaj także