Skoki narciarskie 2021/22. Dziś Polacy spisali się fatalnie. Honoru naszych bronił Stoch

Skoki narciarskie 2021/22. Dziś Polacy spisali się fatalnie. Honoru naszych bronił Stoch

Kamil Stoch
Kamil Stoch Źródło: Newspix.pl
Gorzkie słowa cisną się na usta. Polacy po treningach mieli skakać fantastycznie i nawiązać rywalizację z najlepszymi. Pokazali jednak zupełnie co innego. Z pięciu Biało-Czerwonych do finału awansował tylko jeden.

Engelberg zapisał się w historii jako jedno z najlepszych miejsc dla polskich skoczków. Biało-Czerwoni regularnie stawali tu na podium, a niejednokrotnie na podium było aż dwóch Polaków. W sobotę już po pierwszej serii było oczywiste, że o sukcesach sprzed lat możemy tylko marzyć.

Przypomnijmy, że jeszcze w piątek z sobotnim konkursem pożegnali się Piotr Żyła, który fatalnie spisał się podczas kwalifikacji.

Skoki narciarskie 2021/22. Dziś w finale tylko Kamil Stoch

Występ naszych skoczków można określić jednym słowem – tragedia. Po treningach z minionego tygodnia Biało-Czerwoni mieli spisywać się o wiele lepiej. Przebłysk genialnej formy sprzed lat miał pokazywać Jakub Wolny, a „czucie” na progu miał odzyskać Dawid Kubacki. Niestety Polacy nie potwierdzili tego w pierwszej serii sobotniego konkursu w Engelbergu.

Przyzwoicie spisał się Andrzej Stękała, który po skoku na 121,5 metra miał cień szansy na awans do rundy finałowej (ostatecznie zajął 35. miejsce). Każdy kolejny z Biało-Czerwonych skoków spisał się gorzej od niego. 116 metrów skoczył Paweł Wąsek (45. miejsce), a Jakub Wolny, przy wietrze teoretycznie wiejącym pod narty (-0,6 pkt) wylądował na 118. metrze (44. miejsce). Obaj zawodnicy nie mogli marzyć o awansie do finału.

Kibice i trenerzy za głowy łapali się po próbie Dawida Kubackiego. Przy dość mocnym wietrze z tyłu skoczni (+8,2 pkt) wylądował na 111 metrze, co dało mu przedostatnie miejsce w sobotnim konkursie. Tak słabej próby nie można było wytłumaczyć tylko mocnym wiatrem. Problem złego wyjścia z progu powrócił, lub nie został rozwiązany.

Wpadki w kwalifikacjach zaliczyło też kilku innych utytułowanych zawodników. Do serii finałowej nie awansowali Andreas Wellinger i Daniel Andre Tande, który przed tygodniem stanął na podium podczas PŚ w Klingenthal.

Ostatnim Biało-Czerwonym skoczkiem, który w pierwszej serii odbił się od belki startowej, był Kamil Stoch. Wracający po chorobie lider naszej kadry wcześniej dobrze spisywał się podczas treningów, a także w piątkowych kwalifikacji, w których zajął 5. miejsce. W sobotnim konkursie uzyskał 133,5 metra. Wystarczyło to na zajęcie 7. miejsca po pierwszej serii. Do podium tracił 6,2 pkt.

Na półmetku zawodów na prowadzeniu był Timi Zajc, który o 1,9 punktów wyprzedzał Karla Geigera. Podium uzupełniał Kilian Peier.

Skoki narciarskie 2021/22. Kamil Stoch broni honoru Polaków

W drugiej serii dość szybko na belce startowej zobaczyliśmy Patera Prevca i Daniela Hubera, którzy po pierwszej serii zajmowali kolejno 28. i 25. lokatą. W finale obaj skoczkowie skoczyli dalej. Słoweniec uzyskał 128 metrów, a Austriak 130 metrów. Te wyniki nie pozwoliły im jednak znacząco zmienić lokat po pierwszej serii.

Wpadkę w drugiej serii konkursowej zaliczył Markus Eisenbichler. Już po pierwszej odsłonie Niemiec był daleko od podium, bo po skoku na 129,5 metra zajmował 20. lokatę. W rundzie finałowej wylądował 5 metrów bliżej, przez co spadł na 27. miejsce.

Jedynym z Biało-Czerwonych w finałowej serii był Kamil Stoch, którego w finale czekało niełatwe zadanie. Polak do podium tracił nieco ponad 6 punktów. Taką stratę dało się nadrobić, ale potrzebny był do tego bardzo daleki skok. Lider naszej kadry w drugiej próbie uzyskał ponownie 133,5 metra. Ostatecznie Stoch Zajął 6 lokatę. Wynik cieszy, bo świadczy o stabilnej formie najlepszego z naszych skoczków.

Prawdziwym ciosem mógł być finałowy skok Ryoyu Kobayashiego. Uzyskując 140,5 metra bardzo wysoko postawił poprzeczkę pozostałym rywalom. Chwilę po nim zaledwie 05, metra bliżej wylądował Karl Geiger i to on stanął na najwyższym stopniu podium sobotniego konkursu. Trzecie miejsce zajął prowadzący na półmetku Timi Zajc, który w finale lądował na 137. metrze.

Czytaj też:
Adam Małysz: Dawid Kubacki się pogubił. Ani on, ani my nie jesteśmy zadowoleni

Opracowała:
Źródło: WPROST.pl