Nie mamy komfortu jak Francja i inni? Oby to był punkt wyjścia do pracy, a nie wymówka dla obrońców

Nie mamy komfortu jak Francja i inni? Oby to był punkt wyjścia do pracy, a nie wymówka dla obrońców

Kamil Glik i Paulo Sousa
Kamil Glik i Paulo Sousa / Źródło: Newspix.pl / Łukasz Grochala / Cyfrasport
Zrozumiałe, że w kontekście polskiej reprezentacji najwięcej mówi się o ostatnio o jej kłopotach personalnych w środku pola. Nie zapominajmy jednak, że to nie jest jedyny problem, który powinien dostrzegać Paulo Sousa i starać się go naprawić. Równie dużo uwagi musi poświęcić grze w obronie, bo to ona za jego kadencji sprawia nam największe problemy.

Już w najbliższych dniach reprezentacja Polski rozegra trzy mecze: z Albanią, San Marino i Anglią. Lwia część debaty w kontekście tych spotkań dotyczy zdziesiątkowanej linii pomocy. Co jednak z innym, palącym problemem Biało-Czerwonych, czyli defensywą? Patrząc szerzej niż tylko na personalia, kibic ma prawo się obawiać.

Sousa nie zmieni ustawienia i taktyki

Na wstępie wypada wyjaśnić – nie, nie należy spodziewać się zmiany systemu, który w dużej mierze zawiódł nas zarówno podczas marcowego zgrupowania, jak i w trakcie Euro 2020. – Nie przewidujemy taktycznych zmian, ponieważ nie mamy czasu na wprowadzenie ich. Przygotowaliśmy różne warianty, ale pomysł na grę jest ten sam – stwierdził jasno nasz selekcjoner podczas konferencji prasowej z 30 sierpnia.

A zatem trójka z tyłu… Tylko jaka? Teoretycznie najmocniejsze zestawienie to trio Bereszyński, Glik i Bednarek tuż przed Szczęsnym. „Teoretycznie najmocniejsze” to jednak określenie, które nie zostało użyte przypadkowo, bo sytuacja każdego z osobna pozostawia wiele do życzenia.

Kłopoty Bednarka i Glika

Szczególnie martwi, to, co w ostatnich tygodniach dzieje się z Janem Bednarkiem w Southampton. Ten przez cały poprzedni sezon był zawodnikiem podstawowej jedenastki, ale to zmieniło się wraz z rozpoczęciem bieżących rozgrywek. Wygląda na to, że Polak przegrał rywalizację z Mohammedem Salisu jak i Jackiem Stephensem. Jeszcze kilka tygodni temu byłoby to nie do pomyślenia, ponieważ Ralph Hassenhuttl w ubiegłym sezonie znacznie bardziej cenił właśnie Bednarka. Nie wróży to zbyt dobrze na jego najbliższą przyszłość.

Wątpliwości można mieć także wobec Kamila Glika. Owszem, mniejsze, bo ten przynajmniej nadal gra regularnie, choć tylko w Serie B. Przez całe lato mówiło się, że zaraz opuści Benevento, ubiegłorocznego spadkowicza i dołączy na przykład do Udinese, jednak nic takiego nie miało miejsca. Czarownicy w trzech pierwszych meczach sezonu stracili pięć goli i choć nasz obrońca generalnie zbierał przyzwoite recenzje, to w paru sytuacjach powinien zachować się lepiej. Główny zarzut wobec niego? Ten sam, co niemal zawsze ostatni, a więc niewystarczająca szybkość i brak zwrotności.

Strategia versus możliwości obrońców

Naturalnie nasuwają się więc ten same pytania, co przed każdym poprzednim meczem Polaków za kadencji Sousy. Czy my na pewno mamy odpowiednio dobraną strategię do możliwości naszych zawodników? W tym względzie Portugalczyk nie wydaje się elastycznym szkoleniowcem. Co prawda wielu reprezentantów podkreśla, że obrana przez niego droga jest słuszna i bardzo podoba im się pomysł selekcjonera na grę. Rzecz w tym, iż w przypadku Biało-Czerwonych teoria nie przekłada się na praktykę.

Tu za przykład może posłużyć Bartosz Bereszyński, który na papierze ma wszystko, aby doskonale spisywać się w roli półprawego obrońcy w systemie, gdzie defensorzy również uczestniczą w pressingu i czasem wychodzą wysoko. Jest wystarczająco dynamiczny i zwinny, technicznie nienaganny, czytanie gry i interweniowanie na wyprzedzenie nigdy nie sprawiało mu problemu. A jednak w kadrze raczej wpisuje się w niepokojącą szarzyznę, zamiast się ponad nią wybijać. Widzieliśmy to na Euro 2020, kiedy ogrywał go Robert Mak w pamiętnym starciu z Euro 2020. Ta akcja to niestety pierwsze skojarzenie z Bereszyńskim, kiedy myśli o nim kibic mniej zaangażowany niż typowy fanatyk ligi włoskiej.

Puszka Pandory

W pewnym stopniu kibice żartowali też z Tymoteusza Puchacza. „Jeśli wystawiasz graczy Lecha Poznań, to grasz jak Lech Poznań”. Dziś byłby to komplement, ale przed rozpoczęciem obecnego sezonu niekoniecznie. Chodziło bowiem o to, że lewy wahadłowy niwelował swoje ofensywne starania licznymi błędami w obronie – tak samo, jak przez cały poprzedni sezon w Kolejorzu. W pewnym sensie jego pseudonim „Puszka” sugerował bycie defensywną „puszką pandory”.

Niestety sytuacja Puchacza po transferze do Unionu Berlin, zamiast się poprawić, uległa pogorszeniu. Dotychczas w nowej drużynie zagrał tylko dwa razy z KuPS, fińskim zespołem, z którym Niemcy mierzyli się w eliminacjach Ligi Konferencji. Bundesliga, DFB Pokal – zero minut, co dobitnie świadczy o tym, że przegrywa rywalizację z Niko Giesselmannem. A jakby to nie wystarczało, w ostatnich dniach do Unionu dołączył też Bastian Oczipka, który w Bundeslidze rozegrał już blisko 300 meczów. Nie trzeba chyba tłumaczyć, że to bardzo zła wiadomość dla Polaka i że nie ma on zbyt dobrych notowań u Ursa Fischera. Módlmy się o zdrowie Macieja Rybusa.

„Puchacz to tylko rezerwowy” i w będzie miał rację, choć przecież za kadencji Sousy grał całkiem sporo. Niemniej to i tak zła wiadomość dla Biało-Czerwonych, bo obrazuje fakt, że ewentualnie zmiennicy dla podstawowych graczy to nie są postacie, dzięki którym polski kibic może spać spokojniej. Wręcz przeciwnie, kiedy już Portugalczyk testował kolejnych defensorów – Dawidowicza, Helika czy Piątkowskiego – oni te egzaminy na godnego reprezentanta raczej oblewali.

Fatalne statystyki za kadencji Sousy

Biorąc wszystko powyższe pod uwagę, nie ma przypadku w tym, że nasza defensywa w 2021 roku wciąż bardziej przypomina durszlak niż solidny mur. Mówimy o jednym czystym koncie w ośmiu meczach i to z Andorą, jedną z najsłabszych ekip w Europie. Poza tym z Węgrami i Szwedami straciliśmy trzy gole, z Anglią, Islandią oraz Słowacją po dwa, a z Hiszpanią i Rosją po jednym.

Cieszyć się czy martwić o to, że Sousa zdaje się świadomy tego ewidentnego mankamentu? Na ostatniej konferencji prasowej zaznaczał w kontekście naszej linii pomocy, że „reprezentacja Polski to nie Francja, Anglia, Hiszpania czy Włochy” i nie ma takiego zaplecza, by nawet przy kilku kontuzjach grali sami zawodnicy światowej klasy. To samo zdanie można odnieść do naszej defensywy, gdzie co prawda pomór zdrowotny nie wystąpił, ale ogólne spostrzeżenie pozostaje zasadne. Nie mamy w niej kłopotu bogactwa i pewnych rzeczy jako drużyna nie przeskoczymy.

Dobra wymówka

Oby to jednak przerodziło się w powód do wzmożonej pracy nad naszą grą obronną i rzeczywiste poprawienie jej. Dopóki to się nie stanie, cytat Sousy z jego konferencji znacznie bardziej będzie przypominał tanią wymówkę postawioną już na zapas. Bo przecież „wiedziały gały, co brały”.

Czytaj też:
Skandal z udziałem Polaka w tureckim klubie. Prawnicy skierują sprawę do FIFA

Źródło: WPROST.pl
 0

Czytaj także