To najgorsze, co Fernando Santos mógłby teraz zrobić. Wnioski po meczu Czechy – Polska

To najgorsze, co Fernando Santos mógłby teraz zrobić. Wnioski po meczu Czechy – Polska

Fernando Santos
Fernando Santos Źródło:PAP/EPA / Martin Divisek
Mecz Czechy – Polska był w swoim przebiegu absurdalny, ale nawet na jego bazie można wysnuć parę wniosków wartościowych dla Fernando Santosa. Poniżej prezentujemy kilka z nich.

Nawet Stanisław Bareja nie wymyśliłby takiego przebiegu meczu Czechy – Polska, jaki obejrzeliśmy 24 marca. Mimo wszystkich absurdów, które wydarzyły się w Pradze, pewne wnioski na podstawie tego spotkania można wysnuć i mamy nadzieję, że Fernando Santos też dostrzegł pewne rzeczy.

Kto nie dźwiga presji w reprezentacji Polski?

Fernando Santos dostał doskonałą odpowiedź na to, jak nasi poszczególni kadrowicze radzą sobie z presją. A właściwie kto to potrafi, a kto nie. Mowa ciała niektórych Biało-Czerwonych w starciu z Czechami była przerażająca. Owszem, stracenie 2 goli w 2 pierwszych minutach meczu to wyjątkowy wyczyn, aczkolwiek historia futbolu jednak zna przypadki, gdy odwracało się losy spotkać z 0:2 do 2:2 lub 3:2.

Tymczasem nasi reprezentanci Polski, jak to niedawno barwnie określił Ivan Djurdjević, zwyczajnie obs**** zbroję. Nagle Sebastian Szymański nie był w stanie zagrać dokładnego podania na 5 metrów, podobnie jak Przemysław Frankowski. Robert Gumny był totalnie zagubiony na prawej obronie. Karol Linetty też nie dźwignął 43. szansy na błyśnięcie w kadrze. Przerażające, że przecież wszyscy robią przyzwoite zagraniczne kariery, a jednak ich psychiki są kruche jak faworki.

Nie bez powodu Fernando Santos podkreślał na pomeczowej konferencji prasowej, że nad mentalnością będzie trzeba mocno popracować. Oj tak…

Karolowi Linettemu już dziękujemy

A jak już przy mentalności jesteśmy – nie sposób uwierzyć, że z Karola Linettego będzie jeszcze sensowny reprezentant kraju. To nie jest przecież tak, iż wątpimy w niego po jednym, dwóch, czy pięciu meczach. No nie, z Czechami zagrał 43. spotkanie w barwach narodowych, a te przyzwoite można byłoby policzyć na palcach jednej ręki. Jeśli ktoś z taką częstotliwością zawodzi, jego głowa nie daje rady, a przez to plączą się nogi…

Z całym szacunkiem, to nie ma sensu. Fernando Santos może i ma na niego jakiś pomysł, lecz wydaje się, że sam pomocnik nie jest w stanie wcielić go w życie. Niech gra jak najlepiej we Włoszech, niech będzie szczęśliwy i spokojny w Italii, ale w kadrze lepiej stawiać na innych. Nawet na perspektywicznych młodzieżowców.

twitter

Grajmy pod Piotra Zielińskiego

Dotychczas było tak, że jeśli już pod kogoś układaliśmy grę, zazwyczaj był to Robert Lewandowski. Od dłuższego czasu można jednak odnieść wrażenie, że jeżeli faktycznie chcemy zrobić krok do przodu pod kątem szeroko rozumianej kultury gry i odwagi w prowadzeniu jej, to wokół Zielińskiego powinniśmy budować zespół. W kompromitującym spotkaniu z Czechami on jako jedyny próbował cokolwiek zrobić, przejąć inicjatywę, szarpać, lecz nie miał z kim grać. Reszta przeważnie stała i się patrzyła.

Chcąc zmienić mentalność reprezentacji Polski, potrzebujemy zaczerpnąć luzu właśnie od pomocnika Napoli i sprawić, by jego kreatywność mogła znaleźć efektywne ujście. Od miesięcy narzekamy na to, iż nie potrafimy niczym zaskoczyć przeciwnika, więc mamy tu spore pole do popisu. Zacznijmy od wycofania Zielińskiego głębiej, by sam odpowiadał za rozegranie. Kiedy biega zaraz za Lewandowskim, piłka nawet do nich nie dociera, bo nikt nie potrafi jej tam dostarczyć inaczej niż słynną lagą na Robercika.

Czytaj też:
Boniek bez litości wobec reprezentanta Polski. „Jest siódmym wyborem”

Oby Fernando Santos do nich nie wracał

Zaraz po meczu z Czechami w sieci pojawiła się masa memów w stylu „Krychowiak jaki był, taki był, ale on by do 0:2 w 2 minuty nie dopuścił”. Śmiechy śmiechami, aczkolwiek to jest najgorsze, co Santos mógłby teraz zrobić, to znaczy wracać na kolanach do weteranów. Jeśli chcemy zmieniać oblicze tej reprezentacji – a ponoć chcemy – to nie możemy stawiać na te same nazwiska, które w przeszłości zresztą też zawalały mecze. Oby Portugalczyk był konsekwentny, nawet jeśli to będzie oznaczało drogę przez mękę. Jeśli na końcu wyhodujemy sobie sensownych następców Krychowiaka czy Glika i przez kolejne 8-10 lat będą w stanie nam liderować, to super. Jeżeli nie – trudno, ale tu działa prosta zasada. Nawet nie spróbujesz, to się nie dowiesz, kto w ogóle mógłby w ich buty wejść.

Przywrócenie tych i innych weteranów do reprezentacji Polski koniec końców oznaczałoby pójście w kuriozalnym kierunku. Wyobraźmy sobie taką scenę: rok 2097, a u nas dyskusja, czy warto ekshumować jednego z drugim, bo może jeszcze powalczą i „dadzą z wątroby”, choć ta wątroba jest już w zaawansowanym stadium rozkładu.

Tęsknota za Jakubem Moderem

Jedyny piłkarz, za którym powinniśmy realnie tęsknić, nazywa się Jakub Moder – najbardziej nowoczesny pomocnik, jakiego byliśmy w stanie wychować w ostatnich latach. To właśnie one posiada luz, którego brakuje pozostałym razem wziętym. Świetny technicznie, błyskotliwy i przede wszystkim nie boi się pressingujących go przeciwników, ponieważ sam jest w stanie ich ominąć – balansem ciała, przyjęciem. A do tego ma również ciąg do przodu, wszak nie mówimy o przecinaku.

Wcześniej wspominaliśmy, że nie ma kto dostarczać futbolówki do Zielińskiego czy Lewandowskiego i tu na myśl od razu przychodzi piłkarz Brightonu. Gdyby nie ta paskudna kontuzja więzadeł… Nie chcemy robić z niego Mesjasza, ale i na mundialu moglibyśmy wyglądać przyjemniej dla oka, i w wielu innych meczach kultura gry Polaków poszłaby wyżej.

Coś jednak jest w tym, że reprezentacja polski zaczęła grać skrajnie prymitywny futbol akurat od momentu, gdy przez poważny uraz na kilkanaście miesięcy wypadł Moder. Przypadek? Nie sądzimy.

Zachowajmy spokój

Niemniej, w całym tym bałaganie mimo wszystko warto zachować. Owszem, Czesi zrobili nam zimny prysznic a’la „Ice bucket challenge”, nic przyjemnego. Najgorsze, co mogłoby się nam przytrafić, to od razu zejść ze ścieżki dalszego rozwoju, wymiany pokoleniowej i zmiany mentalności. Nie, należy nią podążać dalej, nawet jeśli czasem będzie boleśnie.

Dodatkowo trzeba wziąć poprawkę na okoliczności. Fernando Santos zaczął bowiem swoją kadencję w warunkach dalekich od cieplarnianych. Kilku kadrowiczów męczy się z kontuzjami, inni dopiero do nich wrócili, a jeszcze inni mają kłopoty z regularną grą w swoich klubach. To już nie jest wina selekcjonera. Pozwólmy mu w spokoju pracować, realizować wizję i kształtować reprezentację według jego pomysłu. Jakkolwiek spojrzeć, mimo blamażu z Czechami, nie będzie lepszego momentu niż el. do Euro 2024 na szukanie lepszego jutra.

Czytaj też:
Marek Jóźwiak dla „Wprost”: Zapomnijmy o tym piłkarzu. Czesi nas zdemolowali
Czytaj też:
Wstyd i hańba. Oceny po meczu Czechy – Polska