Bartosz Kwolek dla „Wprost”: Michał Winiarski będzie najlepszym trenerem w Polsce

Bartosz Kwolek dla „Wprost”: Michał Winiarski będzie najlepszym trenerem w Polsce

Michał Winiarski i Bartosz Kwolek
Michał Winiarski i Bartosz Kwolek Źródło: Newspix.pl / Miroslaw Szozda / 400mm.pl
Jeden z liderów Aluronu CMC Warty Zawiercie, mistrz (2018) i wicemistrz (2022) świata z reprezentacją Polski. Bartosz Kwolek w szczerej rozmowie dla „Wprost”.

Wywodzi się ze złotego rocznika (1997) reprezentantów, gdzie w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Spale narodził się zespół, z przyszłymi gwiazdami światowej siatkówki. Bartosz Kwolek występował wówczas m.in. razem z Jakubem Kochanowskim czy Tomaszem Fornalem, a młodzieżowa reprezentacja Polski nie miała sobie równych zarówno w Europie, jak i na całym świecie – aż do kategorii juniorskich włącznie.

Lata mijają i obecnie „Kwolo” jest etatowym graczem PlusLigi. Przyjmujący po kilku sezonach w barwach obecnego Projektu Warszawa, odnalazł swoje miejsce w Zawierciu. Aluron CMC Warta zdobył swój pierwszy medal w PlusLidze w 2022 roku. Apetyty w zespole pod batutą trenera Michała Winiarskiego są jednak większe i zbudowany skład wydaje się potwierdzać aspiracje do gry o najwyższe cele nie tylko w kraju, ale też na arenie międzynarodowej.

Specjalnie dla „Wprost” mistrz i wicemistrz świata odpowiedział o tym, co na i poza boiskiem. Od oczekiwań na narodziny córeczki, poprzez „wojowników Grbicia”, kwitując na… graniu po godzinach w Counter-Strike i transferze do ligi japońskiej.

Rozmowa z Bartoszem Kwolkiem, siatkarzem Aluronu CMC Warty Zawiercie, mistrzem (2018) i wicemistrzem (2022) świata z reprezentacją Polski

Maciej Piasecki („Wprost”): Nie mogę zacząć inaczej niż od gratulacji. Jak to jest być już prawie „podwójnym” tatą?

Bartosz Kwolek (Aluron CMC Warta Zawiercie, były reprezentant Polski): Wiadomo, to jest coś niezwykłego. Na pewno już trochę inaczej podchodzimy do perspektywy narodzin, mając już jednego bobasa. Wiemy, z czym to się je, jak wygląda ta droga do momentu, kiedy pociecha pojawia się na świecie. Nie boimy się przebiegu ciąży, wiedząc, że jest okej i jak to mniej więcej wszystko będzie wyglądało, lekarze, szpitale, itd.

Dużo bardziej jesteśmy zniecierpliwieni, żeby nasza córeczka pojawiła się na świecie. Jakie będą jej zachowania, czy będzie dużo, czy mało spać, ten pierwszy uśmiech. To są sprawy o których teraz rozmawiamy, nie możemy doczekać.

W 2022 roku synek pojawił się na świecie w nietypowych, siatkarskich okolicznościach. Zapewne pamiętasz jakich?

Faktycznie, Nikola Grbić zwolnił mnie w trakcie mistrzostw świata (śmiech).

To było dwa-trzy dni przed ćwierćfinałowym meczem z Amerykanami. Dobrze, że turniej był w Polsce i z Katowic śmignąłem błyskawicznie do Warszawy na sam poród. No i pozostała taka smaczna anegdota, że synek urodził się w trakcie mistrzostw świata, gdzie ostatecznie skończyliśmy ze srebrem.

twitter

Życie od tamtego czasu mocno się zmieniło?

Jest trochę więcej obowiązków, przewartościowuje się też to, co wcześniej mogło zajmować w życiu wyższe miejsca. Stajesz się mocno odpowiedzialny nie tylko za to, co na boisku, ale masz podwójną motywację, żeby mieć dla kogo przede wszystkim zarabiać pieniądze. Pierwsze o czym myśli rodzic przy pojawieniu się dziecka na świecie, to żeby zapewnić mu godną przyszłość. Dostałem do tego dodatkowego kopa.

I jeszcze jedno. Przyjeżdżam do domu, a tam czeka mała osóbka, która cieszy się na każde spotkanie, szczerze i radośnie. To jest coś, czego nie da się opisać czy opowiedzieć. To trzeba po prostu przeżyć. Mnie zostanie ojcem dodało w życiu skrzydeł.

Pięknie powiedziane. Taka stabilizacja i spokój to również kwestia klubowych wyborów. Kilka lat grałeś w Warszawie, teraz słyszę, że zostajesz w Zawierciu na kolejny sezon. Możemy to potwierdzić?

Jestem człowiekiem, który nie lubi za bardzo zmieniać otoczenia. Jeżeli wszystko gra, dookoła jest w porządku, to zmienianie na siłę mnie nie interesuje. Być może to też działa teraz z podwójną siłą ze względu na powiększającą się rodzinę. Nie byłem jednak typem gościa, który szukał w swoim życiu na siłę wrażeń. Jeżeli coś jest okej, działa i obie strony są zadowolone, to nie ma co zmieniać. Tak odpowiem na twoje pytanie.

Czyli coś już wiem.

W Polsce mówiąc o klubach walczących o te najwyższe cele, to jest ich pięć-sześć. Obecnie tak to się wyrównało, że każdy z nich stoi praktycznie na równym poziomie, z apetytami o walkę o najważniejsze trofea. Organizacyjnie, finansowo, naprawdę siatkarze mogą być zadowoleni, jeśli trafiają do czołówki PlusLigi.

Nie mogę nie wspomnieć o roli prezesa klubu. Kryspin Baran jest nie tylko solidnym organizatorem, ale przede wszystkim dobrym człowiekiem. Wie dobrze, co i jak musi robić, żeby klub robił postępy. On nie boi się przyznać do tego, że jest coś do poprawienia, w drodze do osiągnięcia jeszcze wyższego poziomu. Cały czas te jego ambicje sięgają wysoko, nie osiada na laurach, co imponuje. Bo zupełnie inaczej gra się w miejscu, gdzie widać ciągły rozwój i chęci zdobywania, a nie osiadania.

Zespół zbudowany w Zawierciu jest najlepszym – spośród klubowych – w jakim miałeś okazję występować?

Na pewno jeden z najlepszych.

Był jeszcze taki rok w Warszawie, który dosyć dobrze pamiętam, w okresie pandemii. Graliśmy wtedy bardzo fajną siatkówkę jako drużyna. Mieliśmy w składzie Kevina Tillie, Antoine Brizard, byłem ja, Pit Nowakowski w zdrowiu, do tego Damian Wojtaszek na libero. To też był mocny zespół. Porównując do tego, w którym jestem w Zawierciu, nie wiem, który wskazałbym jako ten mocniejszy.

Dekada w PlusLidze, szybko minęło? Jesteś głodny dalszych sukcesów?

Ciągle nie ugrałem tego najważniejszego krążka w PlusLidze, więc jest o co grać. Srebro i brąz już mam w kolekcji, brakuje mi złotego medalu. Moja pogoń za mistrzostwem Polski trwa zatem w najlepsze. Nie zdobyłem też nigdy Pucharu Polski, zatem to kolejny cel i co roku staram się, żeby to uzyskać.

W Zawierciu posmakowano już medalu PlusLigi. Nikt nie chce się zatrzymywać na tej jednorazowej wizycie na podium. Są apetyty przede wszystkim na medal. Każdy po cichu myśli, że finał PlusLigi jest w trwającym sezonie realny. A wtedy, dlaczego nie grać o złoto? Mistrzostwo jest w zasięgu dla tej drużyny, ale do tego daleka droga. Musimy nią kroczyć, bo wytyczyliśmy odpowiedni kierunek, więc wszystko przed nami.

Tak jak powiedziałeś, drużynę mamy naprawdę mocną. Dodam jeszcze, że zarówno na boisku, jak i poza nim dogadujemy się bardzo dobrze. Wiadomo, że nie tylko my mamy ambicje walki o najważniejsze trofea w kraju. Każdy medal jest fajny, to jasne, ale ten złoty, on smakuje wyjątkowo i nie ma się co oszukiwać.

To nie będzie jednak łatwy sezon, bo meczów jest mnóstwo i każdą drużynę dopadnie spadek formy. I ten fizyczny, ale też psychiczny. Teraz tylko zarządzanie swoimi siłami, żeby ten okres problemów przyszedł jak najwcześniej. Żeby na fazę play-off być już w stu procentach gotowym do bicia się z najlepszymi.

Jakim trenerem jest Michał Winiarski?

Przede wszystkim ludzkim. Bardzo dobrze rozumie zawodników, ich problemy, narastające zmęczenie w trakcie sezonu. Sam będąc jeszcze nie tak dawno zawodnikiem na najwyższym poziomie, wie, o czym dokładnie mowa. Można być przecież czasami zmęczonym czy wręcz wypalonym, napierającym z każdej strony terminarzem.

Michał Winiarski cały czas chce się też uczyć. Widać to na przestrzeni czasu, który razem spędziliśmy. Dużo słucha, wiele zmienia. Pracuję z nim drugi rok i widzę, że zmienił swoje podejście w roli trenera. Widać też, jak dużo dała mu rola selekcjonera kadry Niemiec. Tak odpowiedziana funkcja, prowadzenie zespołu z sukcesami, to jest dodatkowy plus motywacyjny, żeby cały czas pchać do przodu.

Bardzo dobrze mi się z nim współpracuje. Dodatkowo ważne, że jest to polski szkoleniowiec. Wiadomo, z Polakami pracuje się trochę inaczej niż z inną nacją, takie odnoszę wrażenie. Trzeba mieć odpowiednie flow, na linii Polaka z Polakiem będzie to raczej działać lepiej, ze względu na większą naturalność i odbiór zachowań czy reakcji.

Myślę, że Michał Winiarski to będzie najlepszy trener w Polsce za jakiś czas. Coś czuję, że w perspektywie przyszłości, jeśli nadarzy się taka okazja, to również drużyna narodowa skorzysta z tego, jakie doświadczenie i kolejne kompetencje do swojego warsztatu trenerskiego dokłada obecnie „Winiar”.

A Winiarski był jednym z idoli młodego Bartosza Kwolka? W twojej rozmowie dla TVP Sport sprzed kilku lat wyczytałem, że podziwiałeś Pawła Abramowa.

Racja, nadal mógłbym Pawła Abramowa zapisać na czele mojej listy. Co prawda to był siatkarz, który w Polsce spędził tylko sezon, ale imponował swoją grą w Jastrzębskim Węglu. Nie będę teraz robił z gęby cholewy, że to Michał Winiarski był wyżej (śmiech).

Abramow to był gracz, który miał pełną kontrolę nad tym, co działo się na boisku, spoglądając na jego zagrania. Bazował na wyszkoleniu technicznym, będąc bardzo pewnym punktem zespołu. To było jednak lata temu, ja byłem młodym chłopakiem i dopiero marzyłem o graniu na poważnie w siatkówkę. Abramow i jego występy robiły na mnie wielkie wrażenie.

Kiedy słyszysz hasło „reprezentacja Polski”, to odzywa się sportowa ambicja, czy trochę uwiera to, że nie znalazłeś się w drużynie z ubiegłego roku?

Uwierać, nie uwiera. Poprzedni sezon zaliczyłem po prostu bez udziału w życiu reprezentacji Polski, ale nie chciałbym tego już poruszać w mediach. Miałem na pewno czas, żeby zastanowić się nad tym, co się wydarzyło, a co nie miało miejsca.

Jakie wnioski?

Popatrzyłem na reprezentację Polski z boku i zobaczyłem, że moja nieobecność nie była niczym specjalnie dziwnym. Walka o czwarte miejsce wśród przyjmujących była mocna. Dodatkowo jeśli nie pojawiają się kontuzje, to trener Grbić ma swoich ludzi i też mu się nie dziwię. Chłopaki robią super wyniki dla reprezentacji, ufa im w stu procentach i to wydaje się być najważniejsze w przypadku drużyny narodowej.

Ja musiałem się przede wszystkim trochę podleczyć. Poprzedni sezon był bardzo trudny niemal pod każdym względem. Do tego miałem syna, który miał osiem-dziewięć miesięcy i chciałem z nim spędzić trochę czasu. Nie dogadaliśmy się z trenerem odnośnie kilku kwestii i tak to było, nie ma co do tego wracać.

Mam jednak nadzieję, że w trwającym sezonie pokażę swoją dobrą grą, że jestem gotowy do wyjazdu na turnieje Ligi Narodów. Dzięki czemu mógłbym znowu do siebie trenera reprezentacji przekonać, żeby na mnie postawić w dłuższej perspektywie czasu w sezonie kadrowym. Pokazać, że potrafię grać w siatkówkę, jeszcze.

Trener Grbić ma jednak swoich „wojowników”. Jasne, chciałbym być jednym z nich, ale nie za wszelką cenę. Nie mam narastającej presji związanej z nadchodzącym sezonem reprezentacji.

Ale medale za mistrzostwo i wicemistrzostwo świata wiszą gdzieś w ważnym miejscu, nie są schowane głęboko w kartonie?

Nie, nie jest tak źle (śmiech).

Moje medale oddałem swojemu ojcu. On przechowuje je w jakimś ładnym miejscu, więc z pewnością nie są gdzieś zakurzone w piwnicy.

Wróćmy do Zawiercia. Zespół z tyloma znanymi nazwiskami ma swojego lidera?

Szatnia jest mocno zjednoczona. Nie ma czegoś takiego, że przykładowo Mateusz Bieniek ma jakąś dodatkową presję, związaną z byciem kapitanem drużyny.

twitter

Każdy czuje się dobrze i pomaga, na tyle, na ile może w danym momencie. Ważne jest to, że mamy grupę doświadczonych, świadomych zawodników. Kiedy ktoś coś powie, nie ma obrażania się na drugiego. Mamy wolną rękę w pomysłach, które często okazują się pomocne, dokładają coś ciekawego do naszego grania. Nie mamy jednego siatkarza, od którego wszystko zależy, każdy czuje się ważny. To duża siła szatni naszego zespołu.

Który rywal zaszedł wam najmocniej za skórę w trwającym sezonie 2023/24?

Szczerze mówiąc, przy tylu meczach do zagrania w takiej intensywności…

Zlewają się?

Nie, bardziej myślę o wynikach. A dokładniej o dyspozycji dnia. Przykładowo, jeśli grasz trzy mecze w tygodniu i dwa pierwsze były w miarę ciężkie, nawet niekoniecznie przeciwko czołówce, ale czujesz je, że są w nogach. Do tego w planach jest trochę cięższa siłownia, żeby poczuć się lepiej w perspektywie kolejnych wyzwań, a po drugiej stronie siatki w tym trzecim meczu jest Warszawa, Jastrzębie czy ZAKSA, to może wyjść różnie. Przeciwnicy będą prezentować się lepiej fizycznie i ten mecz po prostu wygrają.

twitter

Różnice w kontekście poziomu sportowego w czołówce PlusLigi są minimalne. Z tego względu niektóre wyniki są konsekwencją wspomnianej dyspozycji dnia. Do tego dochodzi też logistyka wyjazdowa, jak kto szachuje odpoczynkiem, opracowaniem optymalnego rozwiązania, spraw losowych. Później się jednak okazuje, że one mogą przeważyć na końcowym wyniku.

Spoglądając na ten sezon, nie mamy w PlusLidze zespołu, który nam mocno „nie siedzi”. Czy zalazł nam jakoś mocno za skórę. Obecnie głównie rozmawiamy o dyspozycji dnia, przy graniu topowych drużyn przeciwko sobie. Dopiero w fazie play-off będziemy mówić o rzeczywistych siłach danych zespołów.

Europejskie puchary tak samo ważne jak PlusLiga?

Na pewno grę w Pucharze CEV traktujemy poważnie. Nie po to jeździliśmy po różnych krajach, przykładowo Rumunii, gdzie siatkówka jeszcze nie jest na najwyższym poziomie, żeby teraz odpuścić. Bo nie chcieliśmy w tym uczestniczyć, ale że byliśmy na czwartym miejscu, to tak jakoś wyszło. Na pewno takiego lekceważącego podejścia u nas nie ma.

Dostaliśmy w łeb w Rzeszowie i czasem taki kubeł zimnej wody jest potrzebny. Jesteśmy jednak mocną grupą i to na pewno pomoże nam w przygotowaniach do rewanżu. Będziemy mocno zmotywowani do odwrócenia losów w ćwierćfinale Pucharu CEV. Takie porażki do zera to też jest mobilizacja do jeszcze większego kształcenia poszczególnych elementów w funkcjonowaniu drużyny. Żeby pokazać, że potrafimy się zrehabilitować i zwyciężać w pojedynkach pod większą presją.

Sporo grania, drugie dziecko za chwilę na świecie. Aż nie wiem, czy jest sens pytać, ale spróbuję. Jest jeszcze czas odpalić i pograć w CS-a?

Rzeczywiście jest ciężko, ale zaskoczę cię, tak, znajdzie się miejsce (śmiech).

Najczęściej szukam takiej przestrzeni wieczorem, kiedy wiem, że następnego dnia nie ma zobowiązań typu siłownia w kalendarzu. Włączamy swoją grupę z chłopakami, mamy sprawdzonych ludzi i odpalamy. Dla odprężenia, żeby zapomnieć o tym, co dookoła.

A są połączenia z Jastrzębskim Węglem?

Tomek Fornal?

Tak, jego miałem na myśli.

Nie, nie. Tomek akurat gra w nieco inne gry niż my. Mam tutaj taką stałą grupę, też paru zawodników plusligowych, ale akurat Tomka w nich nie ma.

A jak z obecnością na Intel Extreme Masters? Z Warszawy było trochę trudniej, ale teraz do Katowic masz już rzut beretem.

Właśnie na początku lutego planowana jest tegoroczna edycja. Bilet mam kupiony! Dokładnie na 11 lutego, dzień wcześniej gramy ze Lwowem w Wieluniu, więc jeśli będziemy mieli wolne, to w końcu zaliczę Intel Extreme Masters.

twitter

Nie wracajmy jeszcze na boisko siatkarskie. Wyczytałem również, że mocno na sercu leży ci los czworonogów. Zwłaszcza tych adoptowanych. Nic się nie zmieniło?

Zdecydowanie nie. Co roku robimy świąteczną zbiórkę na schroniska, dla fundacji. Fajne jest też, że klub mocno angażuje się w takie historie, za co wielkie dzięki. Duże ukłony również należą się kibicom, którzy zawsze są razem z nami, również w temacie wspierania czworonogów. Od samej zbiórki, poprzez logistykę związaną z przewiezieniem tego, co udało się zebrać. A zaznaczę, że ponownie zebraliśmy pokaźną sumę środków.

Trzeba mówić i pisać o tym, jakie zwierzaki mają potrzeby, zwłaszcza w trudnym, zimowym okresie. Poza pełnowartościowym jedzeniem, koce, kołdry. Żeby było im troszeczkę cieplej. Cieszę się, że kolejny rok przyniósł rekordową zbiórkę. Liczę, że ponowna edycja przyniesie jeszcze lepszy wynik, żeby zwierzakom mogło być choć trochę lżej, to bardzo ważne.

twitter

Co do samej adopcji, każdy ma swoje sumienie, podejmuje własne decyzje. Jeżeli chce mieć rasowego psa, dla mnie jest to okej. Adopcja jest jednak czymś niesamowitym. Sam mam „adopciaka” i jest mega wdzięcznym pieskiem. Na pewno każdemu polecam takie rozwiązanie. Ale każdy kto ma psa czy kota, ogólnie jakiekolwiek zwierzątko i zajmuje się nim dobrze, nic tam nie brakuje, to dla mnie jest bardzo dobrym człowiekiem. I myślę, że to jest w tym wszystkim najważniejsze.

Ostatnio gorący jest temat ligi japońskiej w kontekście siatkarskich transferów. Trochę już odpowiedziałeś na to pytanie, sugerując swoje przywiązanie do miejsc, ale dopytam: Wyjazd do Japonii byłby dla ciebie realny w przyszłości?

Nigdy nie mów nigdy. Wiadomo, że może pojawić się taki moment, że zachce nam się polecieć gdzieś daleko i spróbować innego życia. Teraz rodzina jest najważniejsza i to ją stawiam na pierwszym miejscu, kiedy myślę o klubowej przyszłości.

Jeżeli dzieciaki będą w wieku szkolnym, nie będzie robiło aż takiej różnicy, gdzie akurat będziemy. Albo ja na rok gdzieś tam ucieknę do Azji, kto wie? Trudno jest mi jednak tu i teraz odpowiedzieć na twoje pytanie. Na pewno jest to jakiś trend na dzisiaj i wiem, że idą za kierunkiem ligi japońskiej mocne pieniądze.

Na razie się nie wybieram do Japonii.

Rynek japoński wydaje się być dobrym strzałem dla rozwoju siatkówki w ujęciu bardziej globalnym. Zgodzisz się z tym?

W stu procentach. Pamiętam, że przed laty takim łakomym kąskiem była liga rosyjska. Nie było też aż tak daleko jak do Japonii, łatwiej było się tam dostać. Obecnie wiadomo jednak, jaką mamy sytuację. Liga rosyjska to temat zamknięty, ale otwiera się Japonia i z tego co słyszę, sporo chłopaków z tego skorzysta. Nie tylko Polaków, ale generalnie, duża grupa Europejczyków. Zobaczymy, jak to będzie.

Siatkarskie środowisko jest dosyć hermetyczne, więc jeśli Polacy pojadą eksplorować Japonię i okaże się, że warto, to domyślam się, że wielu kolejnych spojrzy łaskawiej na ten kierunek. Teraz to takie przetarcie szlaków dla reszty, pamiętając o tym, że od lat w Azji funkcjonowali z powodzeniem Bartosz Kurek czy Michał Kubiak.

Na horyzoncie najtrudniejszy play-off od lat? Walka o miejsce w ósemce PlusLigi jest zażarta i wyjątkowo równa.

Czy najtrudniejszy? Nie potrafię tak tego określić.

Z pewnością tym najtrudniejszym był play-off z poprzedniego sezonu. Pod każdym względem miniona kampania była dla zespołu mocno eksploatująca. To było widać, że te ostatnie mecze graliśmy na oparach. Nie mieliśmy już z czego wykrzesać tych pozytywnych emocji, fizyczności i skończyło się na przegranym medalu z Asseco Resovią. Nie dojechaliśmy na samą metę, tamten sezon nas po prostu przeżuł i wypluł poza podium PlusLigi.

Mam nadzieję, że tym razem będzie inaczej. Że będziemy gotowi do walki do samego końca. Wiadomo, człowiek uczy się na błędach i każdy chciałby wycisnąć z tego… No nie chcę powiedzieć, że złota, bo nie ma co rzucać jakimiś głośnymi deklaracjami. Ale na pewno mamy w głowie, że stać nas na grę w finale. Żeby ogólnie wygrywać najważniejsze mecze w drodze po trofea. Wszystko jednak się okaże w końcówce. Liczę, że wyciągniemy odpowiednią nauczkę z minionego finiszu i to pozytywnie zaprocentuje.

Czytaj też:
Jastrzębski Węgiel czeka prawdziwa rewolucja. Zaskakujące wieści transferowe
Czytaj też:
Włoski gwiazdor zwierza się po latach. „W Jastrzębskim Węglu nie mogliśmy się dogadać”

Źródło: WPROST.pl