Magda Linette dla „Wprost”: Rok zajęło mi, by nauczyć się z tym żyć. Nie da się tego zignorować

Magda Linette dla „Wprost”: Rok zajęło mi, by nauczyć się z tym żyć. Nie da się tego zignorować

Magda Linette
Magda Linette Źródło: Newspix.pl / ZUMA
– Krytyka o tyle mnie zabolała, bo nie do końca rozumiałam, dlaczego ludzie twierdzą, że byłam zadowolona z pogody w Cancun i nie widziałam w tym żadnego problemu – mówi „Wprost” Magda Linette. Tenisistka w obszernym wywiadzie podsumowała sezon 2023 w swoim wykonaniu i zdradziła plany na przyszłość.

Początek sezonu w wykonaniu Magdy Linette był bardzo udany. Poznanianka przebojem wdarła się do półfinału Australian Open, gdzie przegrała dopiero z Aryną Sabalenką, późniejszą triumfatorką. Po tym sukcesie apetyty były ogromne, ale niestety w kolejnych wielkoszlemowych turniejach tenisistka nawet nie zbliżyła się do tego wyniku. Jak minioną kampanię ocenia 31-latka? Jak zareagowała na komentarze po słowach nt. organizacji WTA Finals i jakie ma plany na kolejny sezon? Na ten temat zawodniczka porozmawiała z „Wprost”.

Magda Linette dla „Wprost”: Oceniam ten sezon na 5+

Michał Winiarczyk „Wprost”: Czy widzi pani szklankę do połowy pustą, czy pełną?

Magda Linette, tenisistka – 24. rakieta świata: (chwila ciszy) Chyba pustą.

Pytam o to, bo jak patrzymy na ten sezon i pani końcowy wynik w porównaniu z poprzednim rokiem, możemy mówić o wielkim progresie. Zastanawia mnie, czy też tak na to patrzy, czy dopatruje się niuansów, że coś mogło pójść lepiej, gdzieś można było zajść dalej?

W tym przypadku podchodzę do tego pozytywnie. Gdyby ktoś mi powiedział o tej porze rok temu, że będę w półfinale Australian Open, ale że nie wygram już żadnego meczu do końca roku, brałabym to w ciemno.

W porównaniu z AO ten rok nie był taki, jak byśmy wszyscy tego oczekiwali, bo apetyt rośnie w miarę jedzenia. Porównując jednak z tym, gdzie byłam w maju, czerwcu, sierpniu i we wrześniu 2022 roku, to te wyniki były dobre.

Moją grę na kortach ziemnych do momentu Strasbourga, kiedy odnowiła mi się kontuzja, oceniam pozytywnie. Chiny później też pokazały, że wróciłam na dobre tory, więc było sporo pozytywnych zastrzyków. Mimo wszystko odniosłam wiele wartościowych zwycięstw i to się liczy.

Jak oceniłaby pani ten sezon w skali szkolnej?

Na 5+. Nie ma 6, bo wszyscy mieliśmy większe oczekiwania.

instagram

Czy ten sukces na Australian Open zmienił coś w pani podejściu do tenisa albo w podejściu kibiców do pani?

Wydaje mi się, że głównie zmieniło się podejście ludzi do mnie. Na pewno więcej osób o mnie usłyszało, co było bardzo miłe. Niestety ten wynik na Australian Open miał również swoje przykre konsekwencje. Mierzono mnie względem tamtego osiągnięcia, ale nie zawsze było łatwo mu dorównać. Kolejną rzeczą, było to żeby nie przejmować się opiniami.

Właśnie chciałem do tego nawiązać. Czy podejście do komentarzy kibiców na chłodno i nieprzejmowanie się opiniami było dla pani najważniejszą lekcją, jaką mogła wyciągnąć z tego sezonu?

Chyba tak, bo było to bardzo trudne i na samym początku bardzo się tym przejmowałam. Tak naprawdę cały rok mi zajęło, żeby nauczyć się z tym żyć, grać i funkcjonować. Uważam, że nie da się tego zupełnie zignorować, ale można „opatulić się” w dodatkową warstwę i mieć grubszą skórę. To pomaga przyjąć krytykę nieco łagodniej. Cały rok się tego uczyłam.

Mam rozumieć, że nie stanowi to już dla pani problemu, czy jednak wciąż on jest, ale trochę mniejszy?

Jest mniejszy. Takie rzeczy nigdy nie znikają, a ponadto skala i rodzaj krytyki się zmienia. To nie jest tak, że człowiek się do tego przyzwyczai i koniec. Myślę, że każdy z nas ma takie momenty w życiu, że jest mu coś łatwiej zignorować i przejść przez coś, a nieraz bywa odwrotnie. Wszystko zależy od osoby i stanu emocjonalnego, w którym jest. To nie jest tak, że człowiek się nauczy odporności, jak tabliczki mnożenia, to cały czas się zmienia, bo spotykają nas nowe sytuacje.

A zabolała panią fala komentarzy, jakie się pojawiły po pani słowach o WTA Finals?

To na pewno było coś nowego, bo przez lata mojej kariery byłam przyzwyczajona do krytyki co do mojego wyniku sportowego. Tylko z tym musiałam się mierzyć, jestem do tego przyzwyczajona i wiem, czego się spodziewać.

Jednak to było coś nowego. Krytyka o tyle mnie zabolała, bo nie do końca rozumiałam, dlaczego ludzie twierdzą, że byłam zadowolona z pogody w Cancun i nie wdziałam w tym żadnego problemu. To chyba najbardziej mnie złościło, że przypisano mi coś, czego nie powiedziałam i intencje, których nie miałam.

A jak pani spojrzy na WTA Finals w Cancun i ATP Finals rozegrane w Turynie, to czy nie sądzi pani, że ta droga rozgrywania tych zmagań w halach nie jest właściwa?

Tak, jak najbardziej. Taka decyzja byłaby idealna już z samego względu planowania przez fanów, sprzedaż biletów i media. W hali nie ma żadnych dodatkowych czynników, które mogłyby zaszkodzić w grze. Tenis jest niestety takim sportem, w którym niełatwo przewidzieć jak długo będzie trwał mecz. Dodając do tego warunki atmosferyczne, robi się trudnym do sprzedania produktem. Więc w tej typowo biznesowej kwestii, ta droga, którą obrało ATP, była jak najbardziej właściwa.

instagram

Wspomniała pani, że pierwszy raz mierzyła się z krytyką, która nie dotyczyła wyników sportowych. A czy jest coś, co zdziwiło panią, albo wydarzyło się po raz pierwszy? Czy tenis jeszcze potrafi panią zaskakiwać?

Co turniej (śmiech). Śmiejemy się z trenerem, że tyle jesteśmy na Tourze, a dalej nie jesteśmy w stanie przewidzieć, kto wygra. Nie mamy pojęcia, a czasami padają takie wyniki, że zastanawiamy się, jak się to wydarzyło. Wydaje się, że ktoś może łatwo wygrać, a okazuje się zupełnie coś innego. Tenis mnie zaskakuje z dnia na dzień. Sama siebie też zaskakuję, robiąc na korcie coś dobrego i złego. Z tego w teamie też się śmiejemy. Tenis cały czas się zmienia i to nie tylko ze względu na nasze fizyczne możliwości, ale i emocjonalne, mentalne, tego, jak się czujemy i w jaki sposób podejdziemy taktycznie do rywala.

Ponadto sama się zaskakuję każdego dnia, jako osoba, a jako sportowiec już w ogóle (śmiech). Na przykład negatywnie zaskoczyła mnie ta moja kontuzja, bo miałam nadzieję, że mam już wszystko pod kontrolą, ale nawierzchnia, na której grałam – mączka sprawiła, że się pogłębiła. Patrzę na to, jak na lekcję i mam nadzieję, że w tym roku nie doprowadzę do takiej sytuacji.

Nawiązując do tego, że wraz z teamem nie jesteście w stanie przewidzieć wyników, więc chyba nie ma co panią pytać o typy na konkretne mecze.

Nie (śmiech). Zawsze się też śmieję, bo dostaję naprawdę bardzo dużo hejtu za przegrane mecze singlowe i czasami za debla. Naprawdę nie rozumiem, dlaczego ktoś obstawia damskiego debla, bo skoro damski tenis jest nieprzewidywalny, to debel już w ogóle. Nie mieści mi się to w głowie, dlaczego ktoś się może złościć za to, że obstawia coś, co jest zupełnie nie do przewidzenia.

Wracając na chwilę do stopni, to czy ocena za sezon deblowy jest taka sama jak singlowy?

Nie, bo do debla podchodzę z przyjemnością... w większości przypadków (śmiech). Singiel jest moim głównym zainteresowaniem i traktuję go jak pracę, a debla nie trenuję w ogóle, sprawia mi frajdę. Po prostu wychodzimy z Bernardą Perą i gramy. Mecze w parze są trochę przyjemniejsze, bo nie jestem sama i mam kogoś koło siebie. Poza tym bardzo dobrze na tym zarabiam i na razie nie zabiera mi to dużo czasu, bo gram tylko w tych największych turniejach.

Ciekawi mnie, czy zaletą jest odnoszenie dobrych wyników i sukcesów w czasie, kiedy mamy drugą tak mocną tenisistkę, jaką jest Iga Świątek? Jest ona pierwszą rakietą świata, mówi się o niej więcej, jak podchodzi pani do tego indywidualnie i trochę egoistycznie?

W moim przypadku wcześniej była jeszcze Agnieszka Radwańska. Uważam, że jest to zaleta, dzięki twemu mówi się dużo więcej o tenisie w Polsce. Jeśli rozpisują się np. o Idze Świątek, to ja gdzieś tam w tle jestem. Mogę tylko im gratulować, że odnosi takie sukcesy, bo to pomaga również mi w jakimś stopniu.

Z drugiej strony ustawiają poprzeczkę tak niesamowicie wysoko, że jest to trudne, by im dorównać. W globalnym odniesieniu się do tenisa to ogromny plus.

W tym roku miała pani okazję zmierzyć się z Igą. To było wasze pierwsze starcie. Jakie towarzyszyły pani uczucia, stojąc naprzeciwko rodaczki? Kiedy posłana została pierwsza piłka, traktowała pani Świątek, jakby jej nigdy nie znała?

Można powiedzieć, że to był zupełnie nowy mecz dla nas, a gra z Igą jest o tyle trudna, bo ona ma bardzo mało słabych stron i ciężko jakąkolwiek dziurę znaleźć. By mieć jakieś szanse, ja musiałabym zagrać na maksimum swoich możliwości, a mam wrażenie, że Iga musiałaby zagrać średniawo (śmiech). Tak jest, ale nie mam zupełnie z tym problemu, bo to jest normalne, że jeżeli nie mam takiego stylu gry jak Serena, czy Sabalenka, który dzięki sile potrafi przynieść punkt, muszę znajdować inne sposoby na wygraną.

instagram

Zniesienie kogoś z jego najlepszego tenisa, do takiego klasy B czy C to jest sztuką, dlatego to nie jest nic negatywnego. To jest też kwestia uczenia się tego. Na kolejny mecz będę bardziej przygotowana, będę miała trochę chłodniejszą głowę i już będę wiedziała, czego się spodziewać.

Gdyby mogła pani zabrać jedną rzecz z tenisa Igi Świątek, to co by to było?

Poruszanie się na korcie. Myślę, że jako tenisistka robi to najlepiej.

Jak skomentowałaby pani słowa Agnieszki Radwańskiej w kierunku Igi Świątek na temat udziału w Billie Jean King Cup? Zdaniem byłej już tenisistki pierwsza rakieta świata mogłaby chociaż przyjechać na ten turniej, nawet nie biorąc udziału. Do której ze stron pani bliżej?

Stoję po swojej stronie. Uważam, że każdy ma prawo do swojego wyboru i zdania. Każdy ma swój pomysł na karierę. Agnieszka faktycznie była zawsze na turniejach i to tylko pokazuje, jak wiele od siebie dała. Moim zdaniem pod tym kątem była bardzo niedoceniona przez ludzi.

Z drugiej strony Iga ma prawo być zmęczona tourem i trzeba to uszanować. Tenis jest bardzo wymagający fizycznie i trzeba bardzo dbać o swoje zdrowie, to z pewnością była najlepsza możliwa dla niej decyzja. A moja trzecia strona jest taka, że fakt, iż jechałyśmy do Hiszpanii o takiej porze roku, po bardzo długim sezonie sprawia, że chciałybyśmy być docenione jako team. To, że polska reprezentacja nie była pokazywana w żadnej telewizji, było niesamowicie smutne. Nie słyszałam jeszcze o sporcie, który w finałach reprezentacyjnych nie był nigdzie pokazywany. Było nam bardzo przykro i szkoda, że nikt o tym nie mówił.

To o czym wypowiedziała się Agnieszka i to gdzie była Iga przykrywało cały problem, bo na tym skupiły się media. Ludzi bardzo to pochłonęło, co odwróciło uwagę, jak smutne było to, że nigdzie w telewizji nie transmitowano reporezentacji Polski. Fakt, nie wygrałyśmy, ale niestety każdy skupił się na konflikcie, którego tak naprawdę nie było.

instagram

Na przykładzie tego, co pani powiedziała, na ile mówimy o popularności tenisa w Polsce, a ile o popularności Igi Świątek?

Trochę się zgodzę z tym, że obecnie w Polsce faktycznie jest popularność Igi Świątek, ale to nie powinno nikogo dziwić. Popularność tenisa rośnie, ona się buduje, ale Iga Świątek pomaga tenisowi, mi i innym dziewczynom. Ta dyscyplina sportu będzie rosnąć dzięki niej i o to właśnie chodzi. Nie mamy długiej historii i kultury turniejów w naszym kraju. Tak naprawdę zaczęliśmy ją budować dopiero od Agnieszki, a teraz kontynuujemy to w dużej mierze dzięki Idze. Zobaczymy, co z tego wyjdzie, czy coś więcej z tego się urodzi. Mam nadzieję, że tak, bo potrzebujemy, by ludzie przychodzili na Igę, a potem też zostawali na nas.

Rozmawiamy dużo o kobiecym tenisie, a ma pani czas na śledzenie męskiej wersji tego sportu i np. Huberta Hurkacza?

Jak tylko mogę, staram się oglądać. Wiadomo, nie za każdym razem, ale myślę, że sporo jego meczów obejrzałam.

A jak oceniłaby pani jak tenisistka tenisistę jego formę i końcówkę sezonu?

W ogóle nie oceniałabym, bo nie wiem, czy wygrałabym nawet parę punktów z Hubertem (śmiech). Dla mnie tenisiści są fantastyczni.

Zbliżając się do końca, już niedługo startuje nowy sezon, a pierwszą ważną imprezą będzie Australian Open. W przypadku nadchodzącej edycji będą to zmagania o tyle trudniejsze, będzie pani broniła punkty rankingowe. Jak pani podchodzi do tego Wielkiego Szlema?

Ja nie myślę wcale o obronie punktów, bo jak myślałam o tym w zeszłym sezonie tuż po Australian Open, nie wychodziło mi to na dobre. Teraz staram się spojrzeć na siebie, jak na kogoś, kto nie ma już tych punktów, jest zero i zdobywam je od nowa.

Nie patrzę na ranking główny tylko na Race, który pokazuje wyniki od początku roku i to, gdzie się plasujemy w danym tygodniu. Staram się, by nie wpływało to na moją grę.

A czy po takim progresie, jaki zanotowała pani w poprzednim sezonie, sądzi pani, że rywalki z Top 20 będą się bardziej „spinać”?

Miałam nadzieję, że będą, ale tak się nie stało (śmiech). A tak naprawdę miałam wrażenie, że w ogóle już w tym roku dziewczyny podchodziły do mnie trochę inaczej. Były bardziej przygotowane, a ja nie byłam czarnym koniem. Z kolei zawodniczki, które są niżej w rankingu, grały zupełnie luźniej, więc to też było dla mnie coś nowego i kolejne doświadczenie.

Czy ma pani plan na to, co chce robić po karierze?

Nie mam jeszcze dokładnych planów. Staram się rozwijać w różnych dziedzinach, by nie być związaną wyłącznie z tenisem. Było już go w moim życiu dużo, a z drugiej strony uważam, że światu mogę zaoferować więcej, niż tylko sportowe emocje.

Będę chciała powoli odchodzić od tenisa, tak by kontakt z nim nie był nagle urwany. Powoli próbuję kształtować się jako osoba pozatenisowa i wydaje mi się, że pokazuje to w swoich mediach społecznościowych. Staram się sięgać trochę innych rzeczy.

Czy dziś czerpie pani taką samą satysfakcję z tenisa jak na początku?

Jest zupełnie inaczej. Moje podejście bardzo mocno zmieniła kwestia finansowa. Wchodząc do Touru, walczyłam, czy będę w stanie pojechać na następny turniej, a obecnie mam dużą swobodę w związku z tym. Patrząc na pierwsze lata gry, zmieniło się w moim życiu bardzo wiele, nie o 180 stopni, ale bardzo wiele.

A czy jest jeszcze w pani pasja do tenisa?

Tak, te zmiany oczywiście były pozytywne, bo wcześniej walczyłam o przetrwanie, żeby móc pojechać na kolejny turniej Teraz biorę udział w danym turnieju, bo mogę. Idzie mi bardzo dobrze, co widać to po moich wynikach.

Na koniec, czego pani życzyć?

Zdrowia, zawsze zdrowia.

Czytaj też:
Magda Linette dla „Wprost”: Nie jest łatwo grać o swoje życie. Przez to miałam wiele chwil zwątpienia
Czytaj też:
Magda Linette dla „Wprost”: W Australian Open grałam jak w transie. Czasem nie pamiętam części meczów

Cały wywiad dostępny jest w 1/2024 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

Źródło: WPROST.pl