Piotr Graban dla „Wprost”: Wkrótce będę potrzebował kroplówki. Funkcjonuję na wysokich obrotach

Piotr Graban dla „Wprost”: Wkrótce będę potrzebował kroplówki. Funkcjonuję na wysokich obrotach

Trener Projektu Warszawa Piotr Graban
Trener Projektu Warszawa Piotr Graban Źródło: PAP / Piotr Nowak
Jak sam mówi, wolne może liczyć nie w dniach, lecz w godzinach. Piotr Graban, trener Projektu Warszawa, stanie przed szansą zdobycia pierwszego europejskiego trofeum dla klubu. W rozmowie z „Wprost” opowiada o występach w wielu rozgrywkach, godzeniu ambicji zmienników z walką o wynik, a także o perfekcyjnym planowaniu treningów w czasie wymagającego kalendarza.

Czym zaimponował mu Akaa-Volley? Jak zarządzać treningami przy meczach co trzy dni? Dlaczego wkrótce będzie potrzebować kroplówki i kto spośród ligowych rywali najmocniej go zadziwia. Piotr Graban trener wicelidera PlusLigi i finalisty Pucharu Challenge z Warszawy miał wiele do powiedzenia po wygranej w półfinale europejskiego pucharu.

Rozmowa z Piotrem Grabanem, trenerem Projektu Warszawa

Michał Winiarczyk, „Wprost”: Nie musiał pan drżeć o wynik w serii półfinałowej, ale Akaa-Volley z pewnością nie raz mogło pana zaskoczyć.

Piotr Graban: Będę szczery – nie spodziewałem się po Akaa-Volley tak dobrej gry. Prezentowali solidną siatkówkę, napsuli nam trochę krwi. Grali niekonwencjonalnie, ryzykowali na serwisie, ataku. Oczywiście, wiedzieli, że muszą eksperymentować, aby podjąć rękawice, ale czasami im to wychodziło. Mocno uprzykrzyli nam życie. Myśleliśmy, że pójdzie łatwiej, ale na szczęście wywalczyliśmy awans.

Kevin Tillie mówił mi, że podczas odprawy video widział w stylu Akaa dawną grę ich trenera, Ollego Kunnariego. Obaj znają się z czasów, gdy Fin występował w AS Cannes prowadzonym przez Laurenta Tillie.

Gdy analizowaliśmy ich mecze, to zauważyliśmy, że Akaa-Volley jest zespołem, który popełnia mało błędów. Grają tak jak w przeszłości grał ich trener. Jak dostawał złą piłkę, to plasował, kiwał. To nas trochę zaskoczyło. To była bardzo techniczna siatkówka, idealnie dopasowana do fińskich warunków. Zauważ, że to nie są „wzrostowcy” jak u nas, że każdy ma po dwa metry i łapie piłkę na 3,60 m. Są mniejsi, więc grają inną siatkówkę, taką na wzór Chin czy Japonii.

Projekt zagra w finale Pucharu Challenge z Vero Volley Monza. Czego się pan spodziewa po tym zespole? Ma pan powody do obaw?

Obawiam się jedynie naszej gry (śmiech). Odpowiadając poważnie – Monza to bardzo dobra drużyna, ze światowego topu. Zajmują siódme miejsce w tabeli Serie A, ale potrafili wygrać kilka bardzo trudnych meczów. Włoskie rozgrywki stoją na podobnym poziomie co PlusLiga, więc to o czymś świadczy. Zawodnicy zespołu są dobrze wyszkoleni technicznie. Myślę, że prezentują obecnie podobny poziom co my.

Aby wygrać puchar, trzeba wspiąć się na wyżyny umiejętności. Musimy ze sztabem przygotować drużynę konkretnie pod te spotkania. Nikt z nas od dłuższego czasu tego nie ukrywa, chcemy wygrać Challenge Cup. Z góry zakładaliśmy przygotowania pod finał europejskiego, jak i polskiego pucharu, mimo że w tym drugim czeka nas jeszcze ćwierćfinał, którego nie lekceważymy. Z Monzą przewiduję trudny mecz, a nawet wojnę.

Dał pan okazję gry zmiennikom. Pojawili się Maciej Stępień czy Igor Grobelny.

Maciek musiał wejść na boisko za Janka Firleja, który po trzecim czy czwartym punkcie zaczął widzieć mroczki przed oczami. Nikt nie wiedział, co się dzieje. Znalazł się pod opieką medyczną. Dostaliśmy sygnały, że wszystko jest w porządku i nie dzieje się nic niepokojącego.

Jak wygląda sytuacja kontuzjowanych graczy?

Taylor Averill nie jest jeszcze gotowy w stu procentach. Miał drobny uraz. Potrzebuje tygodnia, maksymalnie dwóch, aby wrócić do formy. Co do Piotrka Nowakowskiego i Śrecko Lisinaca, to jeszcze potrzebują czasu. W ich przypadku nie możemy jeszcze określić dokładnego terminu powrotu. Pozostali zawodnicy pozostają w dyspozycji. Oszczędziliśmy Artura, bo od początku sezonu nie miał odpoczynku, grał wszystko.

Zastanawiam się, czy uraz Averilla szczególnie pana nie wkurzył. Przyszedł jako zastępstwo za Nowakowskiego i Lisinaca, a sam na moment dołączył do grona kontuzjowanych środkowych.

Nie jest to komfortowa sytuacja. Wzięliśmy go po to, by mieć czterech środkowych i odciążyć pozostałych. Zauważyliśmy, że kiedy gra, to prezentuje ciekawy poziom. Dostał się nawet do pierwszej szóstki, gdy nagle odnowiła mu się stara kontuzja. Liczę na jego szybki powrót, bo jego obecność jest potrzebna między innymi dla jego kolegów na tej pozycji.

Wrócę jeszcze do tematu zmienników. Linus fajnie wypadł, pociągnął grę w czwartym secie. Igor Grobelny od początku prezentował się solidnie, podobnie zresztą jak Kuba Kowalczyk. Maciek Stępień miał nerwowy początek, ale to pewnie wynikało z faktu, że sam nie spodziewał się gry. Nie wiedział co się stało z Jankiem, a raptem musiał wejść na boisko i kreować grę zespołu. Jak nie masz drugiego rozgrywającego za plecami, zwłaszcza tak doświadczonego jak Janka i zostajesz sam z misją wygrania dwóch setów w półfinale Pucharu Challenge, no to… nóżki pewnie drżą (śmiech). Cieszę się, że udźwignął presję spotkania i pomógł ekipie w awansie.

instagram

Jak pan godzi indywidualne ambicje zmienników z potrzebą wygrywania i wystawiania najmocniejszego składu? Na przykładzie atakujących można zauważyć, że ma pan dwóch graczy klasy reprezentacyjnej, ale grać na boisku może tylko jeden.

Poruszyłeś ciekawą kwestię. To trudne zadanie każdego trenera, który znajduje się w podobnej sytuacji co ja. Mamy w Projekcie wielu dobrych zawodników. Niestety nie możemy pogodzić ambicji wszystkich z nich. Boisko przyjmie tylko siedmiu siatkarzy, nie czternastu. Nie mogę również często rotować składem, bo nie mielibyśmy dobrego porozumienia. Potrzebujemy stabilizacji, a ją otrzymamy, jeśli skoncentrujemy się na płynnej grze tej samej szóstki, siódemki. Po jakimś czasie oni rozumieją się już bez słów, a to działa z korzyścią dla końcowego wyniku.

Odpowiadając na pytanie – jak to godzę? Zawsze mówię chłopakom, że najważniejsza jest drużyna. To nasz pierwszy cel. Tylko będąc grupą, skupiając się na wyniku zespołu, a nie własnym ego, możemy osiągnąć to, co sobie założyliśmy. Żeby nie zabrzmiało zbyt pięknie – nie zawsze te słowa są tak idealnie odbierane. Większość jednak rozumie przekaz, a wyniki potwierdzają, że póki co działamy w miarę dobrze.

Czyli jest pan zadowolony z gry zespołu w tym sezonie?

Wiadomo, że są lekkie górki i dołki, ale generalnie tak. Nie zawsze wszystko będzie toczyć się idealnie, tym bardziej w tak wymagającym sezonie przy grze co trzy, cztery dni. Zdarzają się spotkania takie jak z Aaka-Volley, gdzie nie byliśmy do końca skoncentrowani i nie zagraliśmy najlepszej siatkówki. Najważniejsze mecze są jednak przed nami. Musimy maksymalnie się na nie skupić i przygotować formę.

Cieszy mnie wysoka pozycja w tabeli i fakt, że liczymy się w każdych rozgrywkach, w których bierzemy udział. Mamy otwartą drogę do walki o wielkie sukcesy. Co najważniejsze, wszystko zależy od nas.

Widzi pan po zespole długotrwałe zmęczenie grą w wielu rozgrywkach? Niby Projekt nie borykał się z tak ekstremalną sytuacją jak ZAKSA Kędzierzyn-Koźle, ale wspomniany wcześniej przykład środkowych pokazuje, że niektórzy zawodnicy w warszawskim zespole są mocno eksploatowani.

Widzę po naszej grze przejawy zmęczenia. To nie jest łatwe zadanie ani dla nas – sztabu – ani tym bardziej dla zawodników. Wiem, że moglibyśmy wyglądać lepiej, gdybyśmy grali co 5-7 dni. Zaryzykuje stwierdzenie, że przy takiej częstotliwości spotkań, nasza forma byłaby lepsza o 10, 20, a nawet 30 procent. Mielibyśmy więcej czasu na regenerację i spokojne przygotowanie się do kolejnego meczu.

W obecnej, trudnej sytuacji ratuje nas to, że inne czołowe zespoły PlusLigi również grają w europejskich pucharach. Podobnie jak my rozgrywają mecz za meczem bez spokojnej regeneracji, bez perfekcyjnego, spokojnego przygotowania. Z zespołami niżej notowanymi jesteśmy w stanie sobie jakoś poradzić nawet będąc trochę zmęczeni. Z kolei z ekipami z góry tabeli mierzymy się na równych warunkach, bo mają tak samo trudno jak my. Nie jest to miłe i optymalne, ale ktoś tak zdecydował i my musimy to wykonywać. Dzięki Bogu, że mamy szeroką ławkę i mało kontuzji.

A jak pan ocenia inne ekipy PlusLigi w tym sezonie. Ktoś pana zadziwia?

Na plus z pewnością Norwid Częstochowa. Trzeba im przyklasnąć, bo będąc beniaminkiem budującym skład na ostatnią chwilę, grają dobrą siatkówkę, potrafiąc wygrać kilka spotkań. Świetny start miały zespoły z Lublina i Gdańska. Może teraz mają minimalny dołek, ale każdy w tej lidze go ma, więc nie ma co źle wróżyć.

Na minus minimalnie Olsztyn, bo widziałem ich na wyższej pozycji. No i Cuprum Lubin. Spodziewałem się, że z tymi nazwiskami znajdą się kilka miejsc wyżej. Może dzieją się tam jakieś rzeczy, o których nie wiemy i to w konsekwencji ma wpływ na wyniki.

Choć oficjalnie się o tym nie mówi, to nieoficjalnie wiadomo, że czołowe ekipy mają już podpisane największe gwiazdy na kolejny sezon. Pan już jest po wszystkich rozmowach z dyrektorem Piotrem Gackiem?

Już nawet nie dyskutujemy, przeszliśmy do działań. Mamy większość zawodników albo podpisanych, albo gdzieś jeszcze z nimi rozmawiamy. Niewiele brakuje do tego, by skompletować cały skład na przyszły sezon. Co oczywiste nazwisk nie mogę zdradzić.

Wiem, że w swojej filozofii organizacji jednostki treningowej nie zakłada pan stawiania więcej niż trzech celów.

Zgadza się.

Czy je szereguje pan od najwyższego do najniższego? Zmierzam do tego, czy w skali oczekiwań na sezon również postawił pan trzy cele z różnym stopniowaniem?

Bardzo dobre pytanie. Uważam, że postawienie klarownych celów jest najważniejsze w procesie funkcjonowania zespołów. Myślę, że bez tego nie gralibyśmy tak dobrze w tym sezonie. Wiem, że czasem treningi mogą być nudne. Grając co trzy dni musisz skupić się jednak na najważniejszych rzeczach. Trzeba wcielić się w esencjalistę, skupić się wyłącznie na tym, co zbliży nas do spełnienia oczekiwanego celu. Zdarza się, że co drugi, trzeci trening robimy podobne powtórzenia. Widzę jednak w zawodnikach wielką motywację i skupienie na postawionych zadaniach. Przez to nie widzę po nich irytacji, zrezygnowania czy innych złych emocji, gdy po raz enty muszą wykonywać te same ćwiczenia. Siatkarze widzą efekty treningów poprzez wyniki meczów.

W tym sezonie skupienie się na postawionych wcześniej celach i ułożenie treningu jest jeszcze ważniejsze niż w poprzednim. W poprzednich rozgrywkach, gdzie graliśmy co 5-7 dni, jako trener miałem więcej możliwości manewrowania. A to przeciągnąłem trening, a to zmniejszyłem, zwiększyłem obciążenia. Nie miałem problemu, bo kolejnym dniem mogłem ich zregenerować. W tym sezonie muszę być dużym perfekcjonistą. Jeśli przeciążę zawodników jednego dnia, to może się okazać, że nie zregenerują się odpowiednio przed spotkaniem i w konsekwencji skończy się to porażką. Przy grze co trzy wszystkie parametry jak intensywność siłowni, długość treningu czy ilość skoków muszą być skrupulatnie monitorowane.

Rankinguje pan rozgrywki, w których bierze udział? Które są bardziej, a które mniej ważne?

Nie robię tego. Wcześniej powiedziałem chłopakom, że jeśli nie będziemy w stanie grać na dobrym poziomie w lidze i w Pucharze Challenge i będziemy sobie coś przez to odpuszczać, to nie będziemy w ogóle grać. Powiedziałem to w prosty sposób, ale chciałem, by sprawa była jasna. „Zrobimy przygotowanie pod PlusLigę, bo to jest dla nas najważniejsze – mistrzostwo i Puchar Polski. A jak nam nie wyjdzie w Pucharze Challenge, to trudno”.

Chłopaki udowodnili, że bardzo chcą wszystkich sukcesów. Mocno pracują i dają z siebie wszystko we wszystkich rozgrywkach. Nie zauważyłem, by wobec jakiegokolwiek meczu przeszli obojętnie. Nie widziałem też dużego spadku jakości między grą w lidze a w pucharze. Drużyna robiła swoje nawet jeśli czasem pozwalałem odpocząć „pierwszoszóstkowym” siatkarzom. Niczego nie hierarchizujemy. Chcemy wygrać wszystko, co się da. W każdych rozgrywkach są także inne mocne zespoły, ale nikogo się nie boimy. Dążymy to tego, by zgarnąć po kolei każdy puchar.

Czytaj też:
Francuska gwiazda wychwala Warszawę. „Jedno z najlepszych miejsc w mojej karierze”

Znajduje pan czas na pracę w pańskiej „Akademii Trenerów Siatkówki”

(Graban śmieje się – przyp. M.W)

Nawet dla siebie czasu nie znajduję, więc co dopiero na inne projekty. Żartowałem w jednym z wywiadów, że będę musiał sobie jakąś kroplówkę podłączyć. Funkcjonuję na wysokich obrotach. Co rusz pojawiają się nowe rzeczy do poukładania. Nawet jak teoretycznie mamy wolne, to… nie dotyczy to mnie. A to zaraz kolejny mecz, coś trzeba przygotować, zanalizować itd. Teraz jeszcze dochodzą sprawy z wylotem do Monzy, ewentualnym turniejem finałowym Pucharu Polski… To jest życie pracą niemalże 24 godziny na dobę. Czuje się obciążony psychicznie, ale mam nadzieję, że będę mógł w spokoju odetchnąć kilka dni po sezonie.

Czyli o wędkowaniu można sobie pomarzyć?

Mam zaplanowany wypad w sezonie letnim. Na pewno skorzystam z możliwości. Z jednej strony zresetuję głowę, z drugiej zajmę się swoim hobby. Póki co moje wolne mogę liczyć nie w dniach, lecz w godzinach.

Czytaj też:
Bartosz Kwolek dla „Wprost”: „Porażki do zera to też jest mobilizacja”
Czytaj też:
Medal IO nie dla każdego siatkarza. Kuriozalne zasady FIVB

Źródło: WPROST.pl