Joanna Kaczor-Bednarska dla „Wprost”: Jedziemy na igrzyska z marzeniem o zawojowaniu świata

Joanna Kaczor-Bednarska dla „Wprost”: Jedziemy na igrzyska z marzeniem o zawojowaniu świata

Polskie siatkarki i Joanna Kaczor-Bednarska
Polskie siatkarki i Joanna Kaczor-Bednarska Źródło:Newspix.pl / Paweł Piotrowski, Artur Kraszewski
Reprezentacja Polski kobiet rozpocznie walkę w Lidze Narodów 2024. Zdaniem byłej atakującej Biało-Czerwonych, Joanny Kaczor-Bednarskiej większość miejsc w kadrze Stefano Lavariniego na igrzyska wydaje się być zarezerwowana. Była reprezentantka kraju w rozmowie z „Wprost” pozostaje spokojna o dobre przygotowanie zawodniczek.

W 2023 roku Polki zaskoczyły kibiców zdobywając brązowy medal Ligi Narodów. Było to pierwsze podium na imprezie rangi światowej od 55 lat. Kilka miesięcy później po raz kolejny wprawiły kibiców w szał radości, zdobywając kwalifikację olimpijską podczas turnieju w Łodzi. Przez to zespół Stefano Lavarini może w spokoju przystąpić do tegorocznej edycji VNL i przygotowywać się do imprezy roku – igrzysk w Paryżu.

Rozmowa z Joanną Kaczor-Bednarską, byłą reprezentantką Polski

Trudno doszukiwać się większych niespodzianek w powołaniach Włocha. Po opublikowaniu listy rzucił się w oczy brak Julii Szczurowskiej, lecz była zawodniczka Volleya Wrocław prawdopodobnie nie była brana pod uwagę w kontekście pary atakujących na igrzyska. Również w poprzednim roku nie otrzymała zaproszenia na zgrupowanie. Można zastanawiać się czy finalnie Lavarini postawi na Malwinę Smarzek, czy na Monikę Gałkowską jako drugą atakującą, lecz na odpowiedzi przyjdzie jeszcze czas.

W rozmowie z „Wprost” dobrej myśli co do nadchodzącego sezonu kadrowego jest Joanna Kaczor-Bednarska. Brązowa medalistka mistrzostw Europy 2009 ufa decyzjom włoskiego szkoleniowca. Choć podejrzewa, że większość składu może być już znana, to sądzi, że pierwsze turnieje Ligi Narodów wyjaśnią selekcjonerowi wiele kwestii. Była atakująca klubów Tauron Ligi dodaje, że jest spokojna, jeśli chodzi o dyspozycję zawodniczek, które nie mogą zaliczyć minionego sezonu klubowego do udanych.

Michał Winiarczyk, „Wprost”: Po ubiegłym sezonie wzrosła popularność, ale i oczekiwania względem reprezentacji Stefano Lavariniego. Jak się pani zapatruje na najbliższe miesiące kadry kobiet?

Joanna Kaczor-Bednarska: Przede wszystkim oczekuje od dziewczyn jakości boiskowej i chemii poza parkietem. W poprzednich dwóch sezonach to widzieliśmy, więc musi to zostać zachowane także teraz. Jeśli zachowamy tę wypracowaną bazę, to w konsekwencji możemy także oczekiwać dobrych wyników.

Sezon 2024 jest dziwny i trudny. Liga Narodów nie będzie naszym priorytetem, lecz po ubiegłorocznym medalu, człowiek chciałby znów powtórzyć tamten sukces. Z kolei na igrzyska jedziemy z ukrytym marzeniem o zawojowaniu świata.

Zaskoczyły panią powołania selekcjonera?

Chyba nie, bo mówimy o szerokiej kadrze. Więcej będzie można powiedzieć z czasem, gdy wykrystalizuje się wąski skład. Dziewczyny opowiadały mi, że trenują na zgrupowaniu w 25 osób i czekają na werdykt – która pojedzie, a która nie. Wydaje mi się, że takie „walki” odbywają się teraz na wielu pozycjach.

Trener przyzwyczaił kibiców do tego, że raczej trzyma się sprawdzonych nazwisk. Myśli pani, że będzie szukał czegoś nowego podczas pierwszego czy drugiego turnieju Ligi Narodów?

Lavarini od razu będzie szukać swojej dwunastki czy nawet trzynastki olimpijskiej. Oczywiście, pierwsze turnieje będą poligonem dla zawodniczek, które mniej przebywały na boisku w sezonie klubowym. Nie ma Asi Wołosz, która dołączy najpóźniej do reprezentacji. Cieszymy się jej sukcesem, choć pewnie każdy z nas chciałby już oglądać kadrę w pełnym składzie. Na to jednak przyjdzie czas pewnie dopiero w okolicy trzeciego turnieju VNL.

Ile jest w tej kadrze „pewniaczek” do wyjazdu na igrzyska?

Pewnym nikt nie może być. Kluczowym factorem jest zdrowie, które może spłatać figle. Odkładając wszelkie pechowe sytuacje, myślę, że większość, tj. 8-9 miejsc w składzie jest już obstawionych.

Część podstawowych zawodniczek w ostatnim sezonie borykała się z kontuzjami lub brakiem regularnej gry. Czy to powód do niepokoju?

Nie jest to idealna sytuacja, jednakże Stefano Lavarini pokazał w przeszłości, że potrafi sobie radzić w takich warunkach i stworzyć dla kadry siatkarki w świetnej dyspozycji. Dziewczyny mają do dyspozycji świetny sztab. Choćby Bartek Groffik dobrze sobie radzi z przygotowaniem fizycznym dziewczyn. Jestem przekonana, że już podczas finałów VNL zobaczymy polską kadrę w najlepszej formie nawet jeśli część dziewczyn nie jest teraz w najlepszej dyspozycji.

Jak się pani zapatruje na kwestię drugiej atakującej. Do tej pory była nią Monika Gałkowska, ale solidny sezon rozegrała Malwina Smarzek. W ubiegłym roku mówiło się o opcji gry na dwie atakujące Stysiak-Smarzek.

To jest bardzo dobre pytanie do trenera Lavariniego (śmiech). Póki co my – ludzie stojący z boku – możemy sobie tylko gdybać. Każdy widział co zrobił w kadrze Turcji Daniele Santarelli. Opcja gry Melissy Vargas i Ebrar Karakurt w jednym czasie zdała egzamin. Podejrzewam, że w trakcie VNL-u Lavarini będzie testował różne opcje, by dowiedzieć się, w jakim ustawieniu prezentujemy się najlepiej. Trudno jednak oczekiwać, byśmy ujawnili wszystkie nasze karty. Na to przyjdzie czas podczas igrzysk.

Kogo pani widzi w roli faworyta do medalu. Oczywistą opcją wydają się Turczynki, gdyż niczym polska kadra mężczyzn w ubiegłym roku wygrała wszystko.

Myślę, że takich faworytek jest sporo. Wynika to z faktu, że w związku z nowym formatem kwalifikacji olimpijskich, na igrzyskach nie będzie słabych meczów. Za wyjątkiem zespołu z Afryki w Paryżu zagrają same najsilniejsze kadry. Każdy będzie mógł wygrać z każdym – tym bardziej, gdy dotrzemy do ćwierćfinału. Wtedy zaczyna się system pucharowy, a on jest znany z niespodzianek.

W przeciwieństwie do Polaków Stefano Lavarini ma dobre wspomnienia z ćwierćfinałem olimpijskim w Tokio. Czy brak tak wielkiej presji w porównaniu do kadry Nikoli Grbicia nie będzie pomocą dla zespołu pań w Paryżu?

Obie nasze drużyny wiedzą, po co jadą do Francji. Dziewczyny traktują grę w kategorii porozrabiania, sprawienia niespodzianki. Mam nadzieję, że panowie pomyślą podobnie, bo przypominanie o przegranych ćwierćfinałach, klątwach itp. nie jest dla nich korzystne.

Siatkarze otwarcie mówią o walce o złoto.

Jedni mówią, że to dobrze mówić otwarcie o własnych celach. Inni krytykują twierdząc, że po co się wychylać. Kadra mężczyzn to zespół, który zna smak złota i trudno jest im zadowolić się czymś innym. Nie zdziwiłabym się jednak gdyby wzięli w ciemno jakikolwiek medal olimpijski. Kolor jest już kwestią boiska.

Na koniec wspomnijmy o sezonie Tauron Ligi 2023/2024. Kto panią zaskoczył pozytywnie i negatywnie w minionych rozgrywkach?

Na minus zagrała Radomka Radom. Przez większość sezonu miałam odczucie, że to zespół, który mógłby dać z siebie dużo więcej. Troszkę więcej oczekiwałam także od MKS-u Kalisz. Z kolei na plus trzeba wskazać Chemik Police. Odnaleźć się w zespole, który gra całą dwunastką na podobnym poziomie nie jest łatwo. Dziewczyny były częścią niemalże maszyny losującej. Nikt nie mógł być pewnym miejsca na boisku. Trudno jest przywyknąć do takiej sytuacji, a dziewczyny zdołały się do tego zaadaptować. Wygranie mistrzostwa Polski biorąc pod uwagę trwające problemy finansowe to wielki wyczyn.

Czytaj też:
Mistrz świata zdradził gorzkie negocjacje ze Skrą Bełchatów. Przez to nie zagra w klubie
Czytaj też:
Łukasz Kaczmarek dla „Wprost”: Nie zawsze świeci słońce. U mnie na chwilę zgasło

Źródło: WPROST.pl